Na Kazimierzu bandyci z maczetami czują się jak u siebie

Dominika Maciejasz
31.10.2011 , aktualizacja: 30.10.2011 21:50
A A A Drukuj
Chcąc nie chcąc, stałam się świadkiem zdarzenia, którego nie chciałabym nigdy widzieć ani doświadczyć, a już na pewno nie w biały dzień, w środku miasta, w państwie prawa.
maczeta
Fot. policja
maczeta
Piątek, godz. 17.30, krakowski Kazimierz. Jest jeszcze widno, przed świętami w sklepach tłok, ruch duży też na ulicach, Krakowską ciągnie sznur samochodów. Stojąc na ulicy Skawińskiej, słyszę nagle potworne wrzaski. Krzyk dochodzi z ulicy Augustiańskiej, jest bardzo agresywny, właściwie to same wulgaryzmy połączone z groźbami. Odwracam się w ich stronę i, chcąc nie chcąc, staję się świadkiem zdarzenia, którego nie chciałabym nigdy widzieć ani doświadczyć, a już na pewno nie w biały dzień, w środku miasta, w państwie prawa. Z bocznej uliczki wybiega dwóch mężczyzn, w ręce jednego z nich błyska ostre narzędzie. Wytężam wzrok - mężczyzna około trzydziestki, w długiej kurtce do kolan, dzierży w dłoni maczetę. Zza jego pleców wychyla się gorliwy kompan - także spod długiej kurtki wyciąga przedmiot i odwija go z czarnego worka. Gdy przebiega obok mnie, nie mam wątpliwości. Maczetą, którą nosi przy sobie, bez problemu mógłby odciąć komuś rękę. Pewnie dlatego ich ofiara pobija właśnie rekord prędkości w biegu na krótki dystans. Obaj zatrzymują się i rezygnują z pościgu. Nie przejmując się oszołomionymi przechodniami, chowają sprzęt pod kurtki i odchodzą. Ruszam za nimi - wracają ulicą Augustiańską, wchodzą do jednej z tamtejszych bram jak do siebie, nie zaczepieni przez nikogo.

Może tam mieszkają, a może tylko często bywają w okolicy? 15 minut przed tym incydentem ulicą Skawińską maszerował patrol straży miejskiej. Podeszli do każdego samochodu, skrupulatnie sprawdzili, czy kierowcy zapłacili za parking. Gdy zajrzeli za szybę każdego z zaparkowanych pojazdów, odeszli, więc nikt z nich nie widział zdarzenia, nie zareagował. O incydencie nie wiedział też żaden z funkcjonariuszy z komisariatu przy ul. Szerokiej.

Gdyby przedstawiciele służb porozmawiali z okolicznymi mieszkańcami czy przedsiębiorcami po tej stronie Wisły, ci z pewnością powiedzieliby im, których bram unikają i których twarzy. Pewnie wystarczyłoby posiedzieć jeden dzień w nieoznakowanym samochodzie przy ul. Skawińskiej. Jak na razie jednak bandyci z maczetami czują się tam jak u siebie.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1
  • 65 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    47 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu