Nieprzytomny student na torach. Kto rozwikła zagadkę?
02.11.2011
, aktualizacja: 01.11.2011 23:15
Dla 19-letniego Kuby studia w Krakowie były marzeniem. Tuż przed ich rozpoczęciem znaleziono go ze zmasakrowaną głową na torach. Czy ktoś go pobił i celowo tam położył? To jedna z najbardziej tajemniczych spraw, które bada policja w Krakowie
ZOBACZ TAKŻE
- Tajemnica zaginęcia Pawła Krasnego (15-11-11, 07:00)
- Czy to wypadek? Kuba będzie mógł zeznawać (03-11-11, 23:00)
- Kradli auta w Hiszpanii, sprzedawali w Polsce (03-11-11, 10:15)
- Z nożem, na ulicy, w dzień, po dwa złote (03-11-11, 09:00)
- Kraków: wybuch samochodu, 4 osoby ranne (02-11-11, 15:23)
- Kraków: skok na bank, rozsypały się pieniądze (02-11-11, 11:59)
- Na Kazimierzu bandyci z maczetami czują się jak u siebie (31-10-11, 06:00)
- Kraków: tajemnicza śmierć mężczyzny (30-10-11, 12:40)
- Strzeżcie się ludzie przed takimi wnuczkami (29-10-11, 12:00)
- "Gang zabójców" sądzony za zamkniętymi drzwiami (27-10-11, 18:55)
- W Krakowie złodziej dybie nawet na starego malucha (24-10-11, 22:00)
W historii Kuby, studenta Uniwersytetu Ekonomicznego z Jedlicza k. Krosna, są same luki. Bliscy, znajomi, a także śledczy mnożą hipotezy. Czy to wypadek, czy brutalne zderzenie z rzeczywistością wielkiego miasta?
29 września kilka minut po północy, okolice ul. Łokietka. Maszynista pociągu towarowego widzi, że ktoś leży na torach. Zaciąga hamulec, ale rozpędzony pociąg nie jest już w stanie się zatrzymać. Przejeżdża nad człowiekiem. Maszynista alarmuje natychmiast dróżniczkę, by wezwała policję.
Policjanci znajdują żywego, ale nieprzytomnego młodego mężczyznę. Ma roztrzaskaną głowę. Leży między szynami - to uratowało mu życie, gdy przejeżdżał nad nim pociąg.
19-letni Kuba trafia do szpitala w bardzo poważnym stanie. Obrażenia głowy są rozległe, przechodzi skomplikowaną operację neurotraumatologiczną. W ciągu siedmiu godzin dwa zespoły neurochirurgów poskładały 70 proc. kości twarzoczaszki. Ale przez długi czas nie ma z nim kontaktu. - I tak byliśmy szczęśliwi, że żyje - mówi Natalia, koleżanka Kuby.
Rodzice i znajomi studenta są zszokowani tym, co się stało. Przedstawiają go jako osobę pogodną, wyjątkowo uzdolnioną matematycznie. Kuba osiągał świetne wyniki w nauce, brał udział w wielu olimpiadach i konkursach przedmiotowych, był m.in. laureatem Podkarpackiej Nagrody Samorządowej, przyznawanej najzdolniejszym uczniom województwa podkarpackiego. Studia w Krakowie były jego wielkim marzeniem.
Wszyscy krewni i znajomi dociekają, w jaki sposób Kuba znalazł się na torach. "Leżał wewnątrz torowiska, około 100 metrów od przejazdu kolejowego. Nawet pobieżne obserwacje wskazują, że sam się tam nie położył. Żaden też pociąg prawdopodobnie krzywdy mu nie zrobił" - pisze w e-mailu do "Gazety" ojciec Kuby.
19-latek nie miał wrogów, dopiero zaczynał życie w Krakowie. - Nie był konfliktowy, miał paczkę przyjaciół z klasy licealnej, z którymi dostał się na studia - opowiada jego znajoma.
- Byłam u Kuby, rozmawiałam z nim. Niestety, nic z tego zdarzenia nie pamięta - mówi Natalia, koleżanka studenta. Próbujemy sami dotrzeć do znajomych Kuby, by odtworzyć ostatnie godziny przed dramatycznym zdarzeniem. Niektórzy godzą się na rozmowę, ale część odmawia. Z tych rozmów wyłania się taki prawdopodobny scenariusz tej feralnej nocy: Kuba wieczorem spotkał się z kolegami z liceum w miasteczku studenckim. Potem mieli jechać w okolice Rynku Głównego. Ale Kuba tam nie dotarł. Znajomi zadzwonili do niego, ale powiedział im, że spotkał innych studentów ze swojej uczelni i idzie z nimi. Nowi towarzysze Kuby nie wiedzą jednak, co się z nim stało.
Bez odpowiedzi pozostaje też pytanie, dlaczego student znalazł się w okolicach ul. Łokietka. Mało prawdopodobne, by wracał na stancję, mieszkał bowiem w rejonie Płaszowa.
Część znajomych podejrzewa, że Kuba mógł zostać napadnięty, ciężko pobity i celowo porzucony na tory przez bandytów, którzy w ten sposób chcieli upozorować wypadek. Nie ma jednak na to żadnych świadków.
Jest też inna możliwość. Śledczy nie wykluczają, że mógł to być nieszczęśliwy wypadek, np. potrącenie przez inny pociąg. Policja zamierza przesłuchać maszynistów składów, które w tym czasie przejeżdżały tą trasą. Prosi też o kontakt wszystkie osoby, które mogły widzieć wydarzenie niedaleko przejazdu przy ul. Łokietka. - W tej sprawie przede wszystkim jednak zostanie powołany biegły, który oceni charakter obrażeń i ich ewentualne źródło. Dla nas będzie to kluczowa wskazówka, czy doszło do wypadku, czy też przestępstwa - mówi Katarzyna Padło z małopolskiej policji.
Tymczasem ojciec Kuby na Facebooku relacjonuje na bieżąco leczenie syna.
18 października donosił: "Kolejny dzień i kolejne postępy. Kuba nie gorączkuje i część dnia spędził w pozycji siedzącej na wózku. W jego sytuacji to ogromny postęp".
Dzień później informuje: „Oczywiście na razie mówić nie może, ale skinieniem głowy potwierdził słowa, że wkrótce »wszystko ogarnie «”.
Jeden z ostatnich wpisów taty Kuby: "Kuba pokonuje nawet największe trudności. Pomimo rurki w krtani zaczął mówić. Oczywiście szeptem, ale skutecznie. Wczoraj wieczorem i dzisiaj rano przekazałem mu najnowsze informacje z polityki i gospodarki. Słuchał z wielkim zainteresowaniem. Pytał o koleżanki i kolegów".
W e-mailu do nas ojciec dodaje: "Duże miasto ma swoje prawa (czasami niestety brutalne) i trzeba zrobić wszystko, aby młodzi ludzie przyjeżdżający spoza niego nie musieli płacić tak straszliwie wysokiej ceny".
Tata zaapelował na Facebooku o pomoc finansową w kosztownej i długotrwałej rehabilitacji, która pozwoli jego synowi powrócić do dotychczasowej aktywności. W Jedliczu, rodzinnej miejscowości Kuby, znajomi przygotowują już koncert, z którego dochód przeznaczą na jego leczenie.
Ostatni wpis na Facebooku opublikował sam Kuba: "Już ogarnąłem klawiaturę. Piszę sobie z jakiegoś szpitala z Krakowa, ale daję radę!".
29 września kilka minut po północy, okolice ul. Łokietka. Maszynista pociągu towarowego widzi, że ktoś leży na torach. Zaciąga hamulec, ale rozpędzony pociąg nie jest już w stanie się zatrzymać. Przejeżdża nad człowiekiem. Maszynista alarmuje natychmiast dróżniczkę, by wezwała policję.
Policjanci znajdują żywego, ale nieprzytomnego młodego mężczyznę. Ma roztrzaskaną głowę. Leży między szynami - to uratowało mu życie, gdy przejeżdżał nad nim pociąg.
19-letni Kuba trafia do szpitala w bardzo poważnym stanie. Obrażenia głowy są rozległe, przechodzi skomplikowaną operację neurotraumatologiczną. W ciągu siedmiu godzin dwa zespoły neurochirurgów poskładały 70 proc. kości twarzoczaszki. Ale przez długi czas nie ma z nim kontaktu. - I tak byliśmy szczęśliwi, że żyje - mówi Natalia, koleżanka Kuby.
Rodzice i znajomi studenta są zszokowani tym, co się stało. Przedstawiają go jako osobę pogodną, wyjątkowo uzdolnioną matematycznie. Kuba osiągał świetne wyniki w nauce, brał udział w wielu olimpiadach i konkursach przedmiotowych, był m.in. laureatem Podkarpackiej Nagrody Samorządowej, przyznawanej najzdolniejszym uczniom województwa podkarpackiego. Studia w Krakowie były jego wielkim marzeniem.
Wszyscy krewni i znajomi dociekają, w jaki sposób Kuba znalazł się na torach. "Leżał wewnątrz torowiska, około 100 metrów od przejazdu kolejowego. Nawet pobieżne obserwacje wskazują, że sam się tam nie położył. Żaden też pociąg prawdopodobnie krzywdy mu nie zrobił" - pisze w e-mailu do "Gazety" ojciec Kuby.
19-latek nie miał wrogów, dopiero zaczynał życie w Krakowie. - Nie był konfliktowy, miał paczkę przyjaciół z klasy licealnej, z którymi dostał się na studia - opowiada jego znajoma.
- Byłam u Kuby, rozmawiałam z nim. Niestety, nic z tego zdarzenia nie pamięta - mówi Natalia, koleżanka studenta. Próbujemy sami dotrzeć do znajomych Kuby, by odtworzyć ostatnie godziny przed dramatycznym zdarzeniem. Niektórzy godzą się na rozmowę, ale część odmawia. Z tych rozmów wyłania się taki prawdopodobny scenariusz tej feralnej nocy: Kuba wieczorem spotkał się z kolegami z liceum w miasteczku studenckim. Potem mieli jechać w okolice Rynku Głównego. Ale Kuba tam nie dotarł. Znajomi zadzwonili do niego, ale powiedział im, że spotkał innych studentów ze swojej uczelni i idzie z nimi. Nowi towarzysze Kuby nie wiedzą jednak, co się z nim stało.
Bez odpowiedzi pozostaje też pytanie, dlaczego student znalazł się w okolicach ul. Łokietka. Mało prawdopodobne, by wracał na stancję, mieszkał bowiem w rejonie Płaszowa.
Część znajomych podejrzewa, że Kuba mógł zostać napadnięty, ciężko pobity i celowo porzucony na tory przez bandytów, którzy w ten sposób chcieli upozorować wypadek. Nie ma jednak na to żadnych świadków.
Jest też inna możliwość. Śledczy nie wykluczają, że mógł to być nieszczęśliwy wypadek, np. potrącenie przez inny pociąg. Policja zamierza przesłuchać maszynistów składów, które w tym czasie przejeżdżały tą trasą. Prosi też o kontakt wszystkie osoby, które mogły widzieć wydarzenie niedaleko przejazdu przy ul. Łokietka. - W tej sprawie przede wszystkim jednak zostanie powołany biegły, który oceni charakter obrażeń i ich ewentualne źródło. Dla nas będzie to kluczowa wskazówka, czy doszło do wypadku, czy też przestępstwa - mówi Katarzyna Padło z małopolskiej policji.
Tymczasem ojciec Kuby na Facebooku relacjonuje na bieżąco leczenie syna.
18 października donosił: "Kolejny dzień i kolejne postępy. Kuba nie gorączkuje i część dnia spędził w pozycji siedzącej na wózku. W jego sytuacji to ogromny postęp".
Dzień później informuje: „Oczywiście na razie mówić nie może, ale skinieniem głowy potwierdził słowa, że wkrótce »wszystko ogarnie «”.
Jeden z ostatnich wpisów taty Kuby: "Kuba pokonuje nawet największe trudności. Pomimo rurki w krtani zaczął mówić. Oczywiście szeptem, ale skutecznie. Wczoraj wieczorem i dzisiaj rano przekazałem mu najnowsze informacje z polityki i gospodarki. Słuchał z wielkim zainteresowaniem. Pytał o koleżanki i kolegów".
W e-mailu do nas ojciec dodaje: "Duże miasto ma swoje prawa (czasami niestety brutalne) i trzeba zrobić wszystko, aby młodzi ludzie przyjeżdżający spoza niego nie musieli płacić tak straszliwie wysokiej ceny".
Tata zaapelował na Facebooku o pomoc finansową w kosztownej i długotrwałej rehabilitacji, która pozwoli jego synowi powrócić do dotychczasowej aktywności. W Jedliczu, rodzinnej miejscowości Kuby, znajomi przygotowują już koncert, z którego dochód przeznaczą na jego leczenie.
Ostatni wpis na Facebooku opublikował sam Kuba: "Już ogarnąłem klawiaturę. Piszę sobie z jakiegoś szpitala z Krakowa, ale daję radę!".
- 26 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Nieprzytomny student na torach. Kto rozwikła za...
terrtt
02.11.11, 12:18
29 września Kuba nie był studentem tylko "przyjętym na studia". Wbrew pozorom to bardzo duża różnica. »
Najczęściej czytane24 htydzień






