Rowerzyści namawiają kurię na Wielki Post bez samochodu
09.11.2011
, aktualizacja: 08.11.2011 23:24
Co ma Kościół do rowerów? Powinien mieć - przekonują krakowscy aktywiści rowerowi. Chcą, żeby kuria włączyła się w akcję "Wielki Post bez samochodu". Czyli: niech ksiądz z ambony przekonuje, że rowerem zdrowiej, taniej i że Bogu się to podoba
Wielki Post? Może aktywistom z inicjatywy Kraków Miastem Rowerów pomylił się Wielki Post z Adwentem, który za chwilę? - Nie, nie pomylił się. Na zorganizowanie tej akcji potrzeba kilku miesięcy, więc nawet gdyby Kościół chciał się w nią włączyć i być w niej głównym rozgrywającym, nie zdąży z tym do Adwentu - tłumaczy Adam Łaczek z KMR. Poza tym krakowska akcja byłaby wzorowana na austriackiej "Autofasten", z którą tamtejsi katolicy ruszają w każdą Środę Popielcową.
Kościół ma przekonywać krakowian, żeby na sześć tygodni (tyle trwa Wielki Post) zrezygnowali z samochodu albo przynajmniej ograniczyli korzystanie z niego? - Tak! Bo Kościół ma autorytet, wskazuje ludziom drogę, dobre rozwiązania. Ludzie w Polsce wciąż słuchają tego, co w ważnych sprawach ma do powiedzenia Kościół - tłumaczy Łaczek.
No właśnie: czy przesiadka z samochodu na rower na czas Wielkiego Postu to ważna sprawa? I dla kogo? Aktywiści rowerowi odpowiadają: ważna dla Krakowa, który jest już maksymalnie przeładowany samochodami; ważna też dla samych krakowian - chociażby dla ich zdrowia ("kierowcy to największa grupa biernych wdychaczy spalin"). Argumenty za tym, żeby w krakowską "Autofasten" włączył się Kościół, mają proste: mieszkańcy naszego miasta są uzależnieni od samochodu, a każde uzależnienie jest złe (księża przypominają wiernym, że sierpień jest miesiącem trzeźwości, więc dlaczego mieliby nie mówić o sześciu tygodniach Wielkiego Postu jako o "okresie trzeźwości od samochodu"?); księża mówią też dziś o tym, że trzeba szanować naturę (segregować śmieci i używać ekologicznych toreb); przypominają, że jazda po pijanemu to grzech ciężki...
Rowerzyści wysłali opis akcji do krakowskiej kurii. Czekają na oficjalną odpowiedź. Już teraz zapytaliśmy o nią księdza Roberta Nęcka, jej rzecznika.
- Czy Bóg lubi rowery?
- Oj tak, Bóg lubi wszystkie inicjatywy, których celem jest poprawa naszego zdrowia. Bóg chce, żebyśmy o nie dbali.
Księża, z którymi rozmawialiśmy, przekonują, że jeżdżą na rowerach - co więcej: zachęcają swoich parafian do poruszania się po mieście na dwóch kółkach. Ale zachęta płynie nie z ambony.
- Nie wyobrażam sobie, żebym miał mówić o wyższości roweru nad samochodem podczas kazania. Ambona nie jest do tego odpowiednim miejscem - mówi ksiądz Jacek Stryczek, duszpasterz ludzi biznesu. - Ja na kazanie mam od 5 do 15 minut i w tym czasie powinienem mówić do ludzi o bardziej fundamentalnych rzeczach. Sam odstawiłem samochód kilka lat temu i poruszam się tylko na rowerze, doceniam więc ten środek transportu; nie uważam jednak, że Kościół powinien uczestniczyć w akcji promującej go. Wiem, że część Kościoła francuskiego podejmuje tematy społeczne, te modne i na czasie; myślę jednak, że to błąd, ponieważ takie sprawy ludzie mają w mediach. Ale w sumie... im bardziej bogatym jesteśmy społeczeństwem, tym bardziej potrzebujemy ascezy. Odstawienie samochodu to jest jakiś jej rodzaj.
Ks. Nęcek zapewnia, że kuria potraktuje apel rowerzystów "jak sprawę godną poparcia". Co to znaczy? Nakazu namawiania wiernych do przesiadania się w okresie Wielkiego Postu na rower księża nie dostaną - niech mówią o tym katecheci w szkołach, duszpasterze różnych środowisk. A co z tymi, którzy przyjdą na niedzielną mszę? Kuria na razie się zastanawia.
- Zachęcanie do jazdy na rowerze mogłoby się pojawić w ogłoszeniach parafialnych, na sam koniec nabożeństwa - uważa ksiądz Nęcek.
Dla aktywistów to już coś. - Najważniejsze, że Kościół nie traktuje nas już jako ohydnych lewaków, którzy importują do Polski zachodnie obyczaje - dodaje Łaczek.
Kościół ma przekonywać krakowian, żeby na sześć tygodni (tyle trwa Wielki Post) zrezygnowali z samochodu albo przynajmniej ograniczyli korzystanie z niego? - Tak! Bo Kościół ma autorytet, wskazuje ludziom drogę, dobre rozwiązania. Ludzie w Polsce wciąż słuchają tego, co w ważnych sprawach ma do powiedzenia Kościół - tłumaczy Łaczek.
No właśnie: czy przesiadka z samochodu na rower na czas Wielkiego Postu to ważna sprawa? I dla kogo? Aktywiści rowerowi odpowiadają: ważna dla Krakowa, który jest już maksymalnie przeładowany samochodami; ważna też dla samych krakowian - chociażby dla ich zdrowia ("kierowcy to największa grupa biernych wdychaczy spalin"). Argumenty za tym, żeby w krakowską "Autofasten" włączył się Kościół, mają proste: mieszkańcy naszego miasta są uzależnieni od samochodu, a każde uzależnienie jest złe (księża przypominają wiernym, że sierpień jest miesiącem trzeźwości, więc dlaczego mieliby nie mówić o sześciu tygodniach Wielkiego Postu jako o "okresie trzeźwości od samochodu"?); księża mówią też dziś o tym, że trzeba szanować naturę (segregować śmieci i używać ekologicznych toreb); przypominają, że jazda po pijanemu to grzech ciężki...
Rowerzyści wysłali opis akcji do krakowskiej kurii. Czekają na oficjalną odpowiedź. Już teraz zapytaliśmy o nią księdza Roberta Nęcka, jej rzecznika.
- Czy Bóg lubi rowery?
- Oj tak, Bóg lubi wszystkie inicjatywy, których celem jest poprawa naszego zdrowia. Bóg chce, żebyśmy o nie dbali.
Księża, z którymi rozmawialiśmy, przekonują, że jeżdżą na rowerach - co więcej: zachęcają swoich parafian do poruszania się po mieście na dwóch kółkach. Ale zachęta płynie nie z ambony.
- Nie wyobrażam sobie, żebym miał mówić o wyższości roweru nad samochodem podczas kazania. Ambona nie jest do tego odpowiednim miejscem - mówi ksiądz Jacek Stryczek, duszpasterz ludzi biznesu. - Ja na kazanie mam od 5 do 15 minut i w tym czasie powinienem mówić do ludzi o bardziej fundamentalnych rzeczach. Sam odstawiłem samochód kilka lat temu i poruszam się tylko na rowerze, doceniam więc ten środek transportu; nie uważam jednak, że Kościół powinien uczestniczyć w akcji promującej go. Wiem, że część Kościoła francuskiego podejmuje tematy społeczne, te modne i na czasie; myślę jednak, że to błąd, ponieważ takie sprawy ludzie mają w mediach. Ale w sumie... im bardziej bogatym jesteśmy społeczeństwem, tym bardziej potrzebujemy ascezy. Odstawienie samochodu to jest jakiś jej rodzaj.
Ks. Nęcek zapewnia, że kuria potraktuje apel rowerzystów "jak sprawę godną poparcia". Co to znaczy? Nakazu namawiania wiernych do przesiadania się w okresie Wielkiego Postu na rower księża nie dostaną - niech mówią o tym katecheci w szkołach, duszpasterze różnych środowisk. A co z tymi, którzy przyjdą na niedzielną mszę? Kuria na razie się zastanawia.
- Zachęcanie do jazdy na rowerze mogłoby się pojawić w ogłoszeniach parafialnych, na sam koniec nabożeństwa - uważa ksiądz Nęcek.
Dla aktywistów to już coś. - Najważniejsze, że Kościół nie traktuje nas już jako ohydnych lewaków, którzy importują do Polski zachodnie obyczaje - dodaje Łaczek.
- 18 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
nikt nie zrozumiał intencji
laku82
09.11.11, 15:22
Czytając tekst widzę, że chyba nikt nie zrozumiał intencji.Nie chodzi o namawianie do jazdy rowerem, czy o mówienie o wyższości roweru nad samochodem. Bardziej chodzi o refleksję nad własnym»
-
Bogu się to podoba!
anteas
10.11.11, 08:53
Tego argumentu to już wszyscy używali, nawet hitlerowcy. Tylko jeden jedyny ojczulek Stalin się powstrzymał. Jestem za rowerami, ale to to już przesada.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Szklany kort do squasha stanie koło ...
- Górka Narodowa wywalczyła zmiany w komunikacji
- Pedofil fotografował 8-latkę w szpitalnej ...
- Squattersi z ul. Zamoyskiego zatrzymani ...
- Porażony prądem kilka godzin leżał na łące
- Centrum grzęźnie w korkach, przerwy w ...
- Budowali autostradę A4. Teraz zwalniają ...




