Fikcyjne leczenie w tarnowskiej przychodni
21.11.2011
, aktualizacja: 21.11.2011 01:04
Kilkadziesiąt tysięcy złotych za fikcyjne leczenie wyłudziła od Narodowego Funduszu Zdrowia tarnowska przychodnia. Kontrolował ją wcześniej fundusz, ale nie zauważył oszustwa.
ZOBACZ TAKŻE
- Nie ma lądowiska? Nie będzie szpitalnego SOR-u (01-12-11, 07:00)
W fałszowanie dokumentacji, którą potem przedstawiono w NFZ, zamieszani są właściciel przychodni i troje pracujących u niego lekarzy. Według tarnowskiej prokuratury cała czwórka działała w porozumieniu, preparując zestawienia wizyt i badań lekarskich. Prokuratura nie chce ujawnić, w jaki sposób trafiono na ślad wyłudzeń. Oficjalnie tłumaczy, że doprowadziły do tego "działania operacyjne policji". Efekt jest szokujący. Według tarnowskiej prokuratury oszukiwano na kilka sposobów. Najczęściej brano wizytę rzeczywistego pacjenta, podczas której np. wykonano badanie USG oraz pobrano materiał do kolejnych badań laboratoryjnych, i rozpisywano ją na kilka kolejnych wizyt. W rzeczywistości nigdy nie miały one miejsca. Tworzono też zupełnie fikcyjne badania. Gdy policja pytała później rzekomych pacjentów, czy byli wtedy w przychodni, ci ze zdumienia szeroko otwierali oczy, gdy dowiadywali się o badaniach, które miano im przeprowadzić. Ale by dokonać takiego szwindlu, potrzebne były dane ludzi, którzy w przychodni nigdy się nie pojawili. Policjanci znaleźli na to odpowiedź. Okazało się, że lekarze wykorzystywali dane osób, których przyjmowali w swoich prywatnych gabinetach bądź leczyli w innych placówkach.
Śledczy żmudnie dochodzili do prawdy - musieli pytać ponad 4 tys. pacjentów, czy przypominają sobie taką wizytę w przychodni bądź badanie. Z dowodów zebranych przez prokuraturę wynika, że proceder trwał co najmniej dwa lata. Jego skalę oddaje fakt, że śledczy zakwestionowali blisko tysiąc wizyt w przychodni. Jeden z lekarzy zamieszanych w proceder aż 650 razy poświadczył nieprawdę w dokumentach, które potem były podstawą do wypłaty pieniędzy przez NFZ za świadczenia medyczne. Wszystko sprowadzało się do jednego - chodziło o zwiększenie kwoty wypłacanej przychodni za opiekę medyczną z kasy funduszu. - Na tym etapie śledztwa wiadomo, że z NFZ-etu wyłudzono co najmniej 33 tys. zł, bo tyle na razie wyliczył fundusz. Ale ta kwota może być wyższa - mówi Elżbieta Potoczek-Bara, rzeczniczka tarnowskiej prokuratury. Śledztwo jest bowiem nadal w toku i sprawdzane są kolejne lata.
Sęk w tym, że NFZ o oszustwie dowiedział się dopiero od śledczych. Prokuratorzy podkreślają, że przychodnia była kontrolowana przez fundusz. Małopolski NFZ przyznaje, że jego kontrolerzy byli w tarnowskiej przychodni, np. w 2009 roku. - Kontrola dotyczyła realizacji umowy szpitalnej ginekologii oraz chirurgii naczyniowej i ortopedii oraz traumatologii narządów ruchu. W tych przypadkach chodziło o zespół chirurgii jednego dnia - wylicza Aleksandra Kwiecień z biura prasowego małopolskiego NFZ-etu. Zapewnia, że kontrola zakończyła się nałożeniem kary finansowej za udzielanie świadczeń w sposób i w warunkach nieodpowiadających wymogom, braki wydzielonego gabinetu diagnostyczno-zabiegowego, pokoju przygotowawczego pielęgniarskiego, pomieszczenia higieniczno-sanitarnego dla pacjentów przy pokojach chorych lub zbiorowych, nieprawidłowości w prowadzeniu dokumentacji indywidualnej i zbiorczej, zakwestionowano także kwalifikacje świadczeń. Dodaje, że zobowiązano też przychodnię do "obciążania MOW NFZ kosztem udzielanych świadczeń, zgodnego z dokumentacją medyczną i zapisami umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej". Ale prokuratury nie zawiadomiono. - Kontrola nie wykazała nieprawidłowości, które nosiłby znamiona przestępstwa i należałoby je zgłosić prokuraturze - tłumaczy Kwiecień. Dlaczego NFZ nie udało się wychwycić mnożenia zabiegów i dokumentowania fikcyjnego leczenia, skoro zrobili to śledczy? Fundusz tłumaczy to brakiem możliwości prawnych. - Nie możemy np. przesłuchiwać pacjentów, co mogą prokuratura i policja - tłumaczy Kwiecień.
W tym roku NFZ nie zawiadomił ani razu prokuratury o podejrzeniu przestępstwa wyłudzenia pieniędzy za świadczenia. Rzecznika małopolskiego funduszu Joanna Pulchna przekonuje jednak, że kontrolerzy nie próżnują i tylko w zeszłym roku przeprowadził 211 kontroli w placówkach służby zdrowia, kwestionując wypłatę ponad 3 mln zł i nakładając milion kar.
Śledczy żmudnie dochodzili do prawdy - musieli pytać ponad 4 tys. pacjentów, czy przypominają sobie taką wizytę w przychodni bądź badanie. Z dowodów zebranych przez prokuraturę wynika, że proceder trwał co najmniej dwa lata. Jego skalę oddaje fakt, że śledczy zakwestionowali blisko tysiąc wizyt w przychodni. Jeden z lekarzy zamieszanych w proceder aż 650 razy poświadczył nieprawdę w dokumentach, które potem były podstawą do wypłaty pieniędzy przez NFZ za świadczenia medyczne. Wszystko sprowadzało się do jednego - chodziło o zwiększenie kwoty wypłacanej przychodni za opiekę medyczną z kasy funduszu. - Na tym etapie śledztwa wiadomo, że z NFZ-etu wyłudzono co najmniej 33 tys. zł, bo tyle na razie wyliczył fundusz. Ale ta kwota może być wyższa - mówi Elżbieta Potoczek-Bara, rzeczniczka tarnowskiej prokuratury. Śledztwo jest bowiem nadal w toku i sprawdzane są kolejne lata.
Sęk w tym, że NFZ o oszustwie dowiedział się dopiero od śledczych. Prokuratorzy podkreślają, że przychodnia była kontrolowana przez fundusz. Małopolski NFZ przyznaje, że jego kontrolerzy byli w tarnowskiej przychodni, np. w 2009 roku. - Kontrola dotyczyła realizacji umowy szpitalnej ginekologii oraz chirurgii naczyniowej i ortopedii oraz traumatologii narządów ruchu. W tych przypadkach chodziło o zespół chirurgii jednego dnia - wylicza Aleksandra Kwiecień z biura prasowego małopolskiego NFZ-etu. Zapewnia, że kontrola zakończyła się nałożeniem kary finansowej za udzielanie świadczeń w sposób i w warunkach nieodpowiadających wymogom, braki wydzielonego gabinetu diagnostyczno-zabiegowego, pokoju przygotowawczego pielęgniarskiego, pomieszczenia higieniczno-sanitarnego dla pacjentów przy pokojach chorych lub zbiorowych, nieprawidłowości w prowadzeniu dokumentacji indywidualnej i zbiorczej, zakwestionowano także kwalifikacje świadczeń. Dodaje, że zobowiązano też przychodnię do "obciążania MOW NFZ kosztem udzielanych świadczeń, zgodnego z dokumentacją medyczną i zapisami umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej". Ale prokuratury nie zawiadomiono. - Kontrola nie wykazała nieprawidłowości, które nosiłby znamiona przestępstwa i należałoby je zgłosić prokuraturze - tłumaczy Kwiecień. Dlaczego NFZ nie udało się wychwycić mnożenia zabiegów i dokumentowania fikcyjnego leczenia, skoro zrobili to śledczy? Fundusz tłumaczy to brakiem możliwości prawnych. - Nie możemy np. przesłuchiwać pacjentów, co mogą prokuratura i policja - tłumaczy Kwiecień.
W tym roku NFZ nie zawiadomił ani razu prokuratury o podejrzeniu przestępstwa wyłudzenia pieniędzy za świadczenia. Rzecznika małopolskiego funduszu Joanna Pulchna przekonuje jednak, że kontrolerzy nie próżnują i tylko w zeszłym roku przeprowadził 211 kontroli w placówkach służby zdrowia, kwestionując wypłatę ponad 3 mln zł i nakładając milion kar.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień






