Susza. Martwią się m.in. górale: co z naśnieżaniem?
29.11.2011
, aktualizacja: 28.11.2011 22:36
Przedłużająca się w Małopolsce susza dotyka coraz więcej osób. Problemy z dostawami wody mogą wkrótce się zwiększyć z powodu turystów, narciarzy, a nawet przez... chuligańskie wybryki

Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Niski poziom wody w małopolskich rzekach: Dunajec

Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Niski poziom wody w małopolskich rzekach: Czernichów koło Ciężkowic, rzeka Biała

Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Niski poziom wody w małopolskich rzekach: Czernichów koło Ciężkowic, rzeka Biała
ZOBACZ TAKŻE
- Sucha jesień, a teraz mróz. Brakuje wody (02-02-12, 18:54)
- Południe Polski modli się o śnieg (07-12-11, 01:00)
- Podhale: najbardziej suchy listopad od stu lat (30-11-11, 15:21)
- Susza w Małopolsce. Bez wody do wiosny (12-11-11, 11:00)
Deszczu jak nie było, tak wciąż nie ma. W niektórych regionach Małopolski już od ponad trzech miesięcy. Tak jest na przykład w części miejscowości Sądecczyzny, gdzie woda dociera do mieszkańców za pomocą beczkowozów. Taki stan może potrwać nawet do wiosny.
- O klęsce żywiołowej mówić jeszcze nie możemy, ale rzeczywiście sytuacja się zaostrza - ocenia Dorota Dobrowolska z Wydziału Spraw Społecznych Starostwa Powiatowego w Nowym Sączu. - Zgłoszeń o braku wody mamy coraz więcej. Nawet niektóre gospodarstwa w Nowym Sączu, które korzystają ze studni, muszą prosić o pomoc.
Najgorzej sytuacja wygląda w miejscowościach, które nie mają jednego ogólnego źródła zaopatrzenia w wodę. Tak jest na przykład w Dobrej koło Limanowej, gdzie brak wodociągów i ludność musi korzystać z wody dowożonej beczkowozami. Lucjan Trzópek, student AGH z Dobrej, boi się jednak, co z jego rodzinną miejscowością będzie zimą.
- Z sąsiadami znaleźliśmy źródło, wykopaliśmy szyb, który został obmurowany i korzystamy z zasobów wód podziemnych. Do niedawna nasze źródło zaopatrywało pięć okolicznych domów. Ale później ciśnienie w rurach spadło, bo w zbiorniku było zaledwie 10 cm wody - opowiada Lucjan. - Od Wszystkich Świętych do zbiornika lejemy wodę z beczkowozu, a ta leci do rur. Te są jednak na powierzchni, co zatem będzie, kiedy przyjdą mrozy?
Problemy mieszkańców potwierdzają specjaliści. Z danych opublikowanych przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wynika, że obecna susza zaczęła się już na początku lata. Najgorszym miesiącem był wrzesień, gdy w Beskidach czy na Podhalu w ogóle nie padało. Niepokojąco wygląda sytuacja w małopolskich rzekach. Obecnie na niemal wszystkich odcinkach ważnych pływów meteorolodzy obserwują niski poziom wody. Stan średni daje się zauważyć tylko na Wiśle w okolicach Krakowa.
Woda staje się bardzo cenna. Cenna na tyle, że niektórzy wpadają na pomysł, jak za jej sprawą zaszkodzić innym. Nietypowe zdarzenie odnotowała kilka dni temu policja w Mszanie Dolnej. Nieznany sprawca specjalnym kluczem podciągnął zasuwę zbiornika, który zaopatrywał w wodę znaczną część miasta, i spuścił z niego 350 metrów sześciennych wody, która od dawna była tam specjalnie gromadzona. - Brak w tej chwili poszlak, które pomogłyby wykryć sprawcę i określić motywy jego działania. Wydaje się, że albo ktoś chciał zrobić bardzo głupi kawał, albo zaszkodzić Zarządowi Gospodarki Wodnej - informuje rzecznik policji w Limanowej Stanisław Piegza. Chuligański wybryk był niebezpieczny i bardzo kosztowny. Jak oceniają władze miasta, dowóz samochodami zmarnowanej wody kosztował kilka tysięcy złotych.
Brakiem wody martwią się też mieszkańcy Podhala. Szczególnie zaniepokojony jest zastępca wójta gminy Poronin Andrzej Buńda. - Problem suszy ma u nas charakter raczej punktowy, lecz utrzymuje się od dłuższego czasu. Najgorzej jest w okolicy miejscowości Suche, zdarzają się takie okresy, gdzie beczkowozy są jedynym źródłem wody przez kilka dni. A kiedy zacznie się sezon turystyczny, może być jeszcze gorzej - ocenia sytuację samorządowiec.
Susza może dla turystów objawić się jeszcze w jeden sposób - zniszczy sezon narciarzom i właścicielom stoków. Nie wiadomo, kiedy pojawi się śnieg, a ten, jak oceniają strażnicy Tatrzańskiego Parku Narodowego, już powinien być. Normalnie sytuację ratowały armatki śnieżne. Mieszkańcy niektórych miejscowości boją się jednak, że właściciele wyciągów do produkcji śniegu mogą korzystać z publicznych ujęć wody. - Niedawno na spotkaniu dyskutowaliśmy nad zbliżającym się sezonem zimowym - opowiada Andrzej Skupień, wicestarosta z Zakopanego. - Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z trudnej sytuacji i uznaliśmy, żeby wstrzymać się od naśnieżania.
Problemem suszy nie martwią się właściciele Kotelnicy Białczańskiej, gdyż naśnieżają za pomocą własnych zasobów wody, w które zainwestowali i utworzyli specjalnie do tego przeznaczony zbiornik retencyjny. Tomasz Paturej, prezes spółki, o interes jest spokojny. - Czy przez nasze armatki poziom wody w rzece jest niższy? Nie i zapewniam, że nie będzie. A używać ich musimy, bo na stoku zarabiają pracownicy obsługujący wyciągi i osoby wynajmujące turystom pokoje. Bez nart Białki by nie było - zdecydowanie zaznacza Paturej.
- O klęsce żywiołowej mówić jeszcze nie możemy, ale rzeczywiście sytuacja się zaostrza - ocenia Dorota Dobrowolska z Wydziału Spraw Społecznych Starostwa Powiatowego w Nowym Sączu. - Zgłoszeń o braku wody mamy coraz więcej. Nawet niektóre gospodarstwa w Nowym Sączu, które korzystają ze studni, muszą prosić o pomoc.
Najgorzej sytuacja wygląda w miejscowościach, które nie mają jednego ogólnego źródła zaopatrzenia w wodę. Tak jest na przykład w Dobrej koło Limanowej, gdzie brak wodociągów i ludność musi korzystać z wody dowożonej beczkowozami. Lucjan Trzópek, student AGH z Dobrej, boi się jednak, co z jego rodzinną miejscowością będzie zimą.
- Z sąsiadami znaleźliśmy źródło, wykopaliśmy szyb, który został obmurowany i korzystamy z zasobów wód podziemnych. Do niedawna nasze źródło zaopatrywało pięć okolicznych domów. Ale później ciśnienie w rurach spadło, bo w zbiorniku było zaledwie 10 cm wody - opowiada Lucjan. - Od Wszystkich Świętych do zbiornika lejemy wodę z beczkowozu, a ta leci do rur. Te są jednak na powierzchni, co zatem będzie, kiedy przyjdą mrozy?
Problemy mieszkańców potwierdzają specjaliści. Z danych opublikowanych przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wynika, że obecna susza zaczęła się już na początku lata. Najgorszym miesiącem był wrzesień, gdy w Beskidach czy na Podhalu w ogóle nie padało. Niepokojąco wygląda sytuacja w małopolskich rzekach. Obecnie na niemal wszystkich odcinkach ważnych pływów meteorolodzy obserwują niski poziom wody. Stan średni daje się zauważyć tylko na Wiśle w okolicach Krakowa.
Woda staje się bardzo cenna. Cenna na tyle, że niektórzy wpadają na pomysł, jak za jej sprawą zaszkodzić innym. Nietypowe zdarzenie odnotowała kilka dni temu policja w Mszanie Dolnej. Nieznany sprawca specjalnym kluczem podciągnął zasuwę zbiornika, który zaopatrywał w wodę znaczną część miasta, i spuścił z niego 350 metrów sześciennych wody, która od dawna była tam specjalnie gromadzona. - Brak w tej chwili poszlak, które pomogłyby wykryć sprawcę i określić motywy jego działania. Wydaje się, że albo ktoś chciał zrobić bardzo głupi kawał, albo zaszkodzić Zarządowi Gospodarki Wodnej - informuje rzecznik policji w Limanowej Stanisław Piegza. Chuligański wybryk był niebezpieczny i bardzo kosztowny. Jak oceniają władze miasta, dowóz samochodami zmarnowanej wody kosztował kilka tysięcy złotych.
Brakiem wody martwią się też mieszkańcy Podhala. Szczególnie zaniepokojony jest zastępca wójta gminy Poronin Andrzej Buńda. - Problem suszy ma u nas charakter raczej punktowy, lecz utrzymuje się od dłuższego czasu. Najgorzej jest w okolicy miejscowości Suche, zdarzają się takie okresy, gdzie beczkowozy są jedynym źródłem wody przez kilka dni. A kiedy zacznie się sezon turystyczny, może być jeszcze gorzej - ocenia sytuację samorządowiec.
Susza może dla turystów objawić się jeszcze w jeden sposób - zniszczy sezon narciarzom i właścicielom stoków. Nie wiadomo, kiedy pojawi się śnieg, a ten, jak oceniają strażnicy Tatrzańskiego Parku Narodowego, już powinien być. Normalnie sytuację ratowały armatki śnieżne. Mieszkańcy niektórych miejscowości boją się jednak, że właściciele wyciągów do produkcji śniegu mogą korzystać z publicznych ujęć wody. - Niedawno na spotkaniu dyskutowaliśmy nad zbliżającym się sezonem zimowym - opowiada Andrzej Skupień, wicestarosta z Zakopanego. - Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z trudnej sytuacji i uznaliśmy, żeby wstrzymać się od naśnieżania.
Problemem suszy nie martwią się właściciele Kotelnicy Białczańskiej, gdyż naśnieżają za pomocą własnych zasobów wody, w które zainwestowali i utworzyli specjalnie do tego przeznaczony zbiornik retencyjny. Tomasz Paturej, prezes spółki, o interes jest spokojny. - Czy przez nasze armatki poziom wody w rzece jest niższy? Nie i zapewniam, że nie będzie. A używać ich musimy, bo na stoku zarabiają pracownicy obsługujący wyciągi i osoby wynajmujące turystom pokoje. Bez nart Białki by nie było - zdecydowanie zaznacza Paturej.
- 6 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień






