Świnka morska to nie zabawka pod choinkę
21.12.2011
, aktualizacja: 20.12.2011 21:56
Ciężarne Gałcia i Sabcia zostały wyjęte ze śmietnika pod kościołem. Stara Helcia znudziła się właścicielce, Klusie o mało nie skończyły jako żywy pokarm dla psa. Większość z 20 świnek morskich mieszkających u Barbary Hartman trafiło do niej w ciężkim stanie: wyłysiałe, głodne, z pasożytami, często ciężarne.
ZOBACZ TAKŻE
- Gdzie szukać pomocy dla chorego psa? (19-03-12, 10:00)
- Zmiany w prawie. Zwierzęta pod specjalnym nadzorem (31-12-11, 08:00)
- Popielniczka przypomni: nie dawaj psa pod choinkę (23-12-11, 23:00)
- Celebryci pomogą w adopcjach zwierząt (06-12-11, 04:00)
- Szczury na przystanku w centrum Krakowa (26-11-11, 10:00)
- Przyrodnicy policzyli: w Tatrach żyje 929 kozic (17-11-11, 14:00)
- Nietypowa lekcja. Czworonogi, ptaki i dzieciaki (06-10-11, 15:08)
- Lekcje: Polski, matma i opieka nad zwierzętami (09-09-11, 05:00)
U niej odzyskały zdrowie i na zawsze stały się kosmatymi członkami rodziny. Co roku 15 października obchodzą swoje święto, na które do domu państwa Hartmanów schodzi się rodzina i znajomi. Ze swoimi świnkami.
Świnki morskie są płochliwe - części z nich nawet nie zobaczę, bo wyjdą ze swych domków dopiero jak sobie pójdę. Choć zdarzają się też takie, które nie boją się niczego. Do szczęścia potrzebują dużo czystej trawy, siana, wody, spokoju, przestrzeni i towarzystwa innych świnek. Obowiązkowa jest też budka, żeby mogły się schować. I żadnych psów czy kotów. Wtedy dożywają nawet 10 lat.
- Potrafią już na klatce schodowej rozpoznać kroki "swoich". Wtedy jest pisk niesamowity - opowiada Barbara Hartman. - Zawsze też obudzą o dokładnej godzinie. Skąd wiedzą o której? Nie wiem. Niestety, nie da się ich namówić, by uwzględniły zmianę czasu, więc w zimie trzeba wstawać jeszcze przed świtem i serwować im zielone śniadanie.
W całym mieszkaniu Hartmanów mieszkają świnki wszelkich ras i maści. Samiczki w dużym pokoju, samczyki w kuchni. Najwięcej było ich 24. Każda świnka ma imię, choć na wołanie przychodzą tylko wtedy, gdy mają w tym interes.
- Pokazują swoje charaktery, upodobania i zwyczaje, bo wiedzą, że w moim domu mogą porządzić. Dlatego są takie niezwykłe. Wie pani, my jesteśmy trochę tacy outsiderzy; nasz czas wolny zależy od zdrowia i samopoczucia świnek, w domu nie włącza się światła i telewizora, kiedy świnki pójdą spać, nie wyjeżdża się wspólnie z rodziną, bo schronisko uziemia, znajomi w domu to też rzadkość. Ale krewni w sumie już się z tym pogodzili. Nawet pytają o zdrowie, kiedy któraś choruje - opowiada Barbara.
Hartmanowie zbierają literaturę o świnkach, maskotki i obrazki, czasem je rysują. Barbara ma o nich kilkanaście książek, pisze opowiadania i bajki o świnkach. Jej córka skomponowała marsz na cześć Helci, "Dla Heleny": - Mówię jej, nie nazywaj tego marszem, bo przecież świnki nie maszerują. Ale ona mówi, że potrafią.
Pierwsza świnka trafiła do domu Hartmanów dwadzieścia jeden lat temu, zamiast chomika.
Barbara: - Mąż długo marzył o chomiku i chciałam dać mu go na urodziny. Wtedy sklepów zoologicznych było mało, dopiero za którymś razem, na drugim końcu miasta udało mi się coś znaleźć. Niestety, mieli tylko cztery chore świnki morskie. Kupiłam tę w najgorszym stanie, miała paraliż, nie chodziła i była zaświerzbiona, ale udało mi się ją odratować. Tak został z nami Ludwiczek.
Niedługo potem do Hartmanów przyszedł sąsiad z ledwo żywą, białą świnką znalezioną w parku. Udało się ją wyleczyć i tak w domu pojawiła się Balbinka. Świnkowy dom pani Barbary zaczął się rozrastać. Po którychś świętach Bożego Narodzenia do państwa Hartmanów trafił Elvis, zostawiony pod sklepem na 30-stopniowym mrozie. Potem była Helcia, odstąpiona przez sprzedawczynię jako wybrakowany, krwawiący towar z wystawy innego sklepu zoologicznego. A potem do domu zawitał internet, który cały świnkowy świat postawił na głowie.
Dla Barbary lata, kiedy świnek morskich było mało, to były dobre czasy: - Teraz na handlu zwierzętami każdy może zarabiać, internet bardzo w tym pomaga. Gryzonie są tanie, akcesoria też, łatwo je upakować do klatki. Często trafiają do małych dzieci, nawet takich, które ledwo umieją chodzić.
Popyt według Barbary napędzają sklepy zoologiczne: - W sklepie usłyszy pani, że świnka jest niewymagająca. To ludziom wystarcza. Czują się zwolnieni i nie chcą niczego więcej już o nich się dowiadywać. A świnka w złych warunkach się stresuje, zaczyna chorować, traci futerko i przestaje być atrakcyjna. A że weterynarz kosztuje więcej niż nowe zwierzątko, żywa zabawka staje się balastem, którego trzeba się pozbyć.
Barbara bierze do zdjęcia Stefcię przygarniętą z krakowskiego schroniska. - Może ten, co ją zostawił, zobaczy ją na zdjęciu i zrobi mu się głupio, że ją porzucił.
Przez dom Hartmanów często przewijają się niechciane świnki. Skądś, dokądś jadą, często są chore, cierpiące, ciężarne. Pomoc znajdzie się zawsze: najpierw leczenie, potem znajdowanie nowych, dobrych domów, porady przez internet. Dziesiątki wyleczonych świnek dały Barbarze wiedzę i doświadczenie. W telefonie ma numery do wolontariuszy z całej Polski. Jej dom to właściwie centrum dowodzenia pomocą świnkom morskim.
Barbara zdaje sobie sprawę, że to, co powie jest bardzo niepopularne, ale się tym nie przejmuje: - Świnki nie służą do wykształcania u dzieci jakiejkolwiek odpowiedzialności, zawsze im się znudzą. Gdyby było inaczej, to nie mielibyśmy tylu niechcianych zwierząt.
Czego życzyłaby sobie i świnkom na święta? - Żeby nie były tanimi, chwilowymi prezentami, żeby nie cierpiały w sklepach, na giełdach i różnych minizoo. Jeżeli już jakaś ma dom, to żeby była w nim chciana.
Świnki morskie są płochliwe - części z nich nawet nie zobaczę, bo wyjdą ze swych domków dopiero jak sobie pójdę. Choć zdarzają się też takie, które nie boją się niczego. Do szczęścia potrzebują dużo czystej trawy, siana, wody, spokoju, przestrzeni i towarzystwa innych świnek. Obowiązkowa jest też budka, żeby mogły się schować. I żadnych psów czy kotów. Wtedy dożywają nawet 10 lat.
- Potrafią już na klatce schodowej rozpoznać kroki "swoich". Wtedy jest pisk niesamowity - opowiada Barbara Hartman. - Zawsze też obudzą o dokładnej godzinie. Skąd wiedzą o której? Nie wiem. Niestety, nie da się ich namówić, by uwzględniły zmianę czasu, więc w zimie trzeba wstawać jeszcze przed świtem i serwować im zielone śniadanie.
W całym mieszkaniu Hartmanów mieszkają świnki wszelkich ras i maści. Samiczki w dużym pokoju, samczyki w kuchni. Najwięcej było ich 24. Każda świnka ma imię, choć na wołanie przychodzą tylko wtedy, gdy mają w tym interes.
- Pokazują swoje charaktery, upodobania i zwyczaje, bo wiedzą, że w moim domu mogą porządzić. Dlatego są takie niezwykłe. Wie pani, my jesteśmy trochę tacy outsiderzy; nasz czas wolny zależy od zdrowia i samopoczucia świnek, w domu nie włącza się światła i telewizora, kiedy świnki pójdą spać, nie wyjeżdża się wspólnie z rodziną, bo schronisko uziemia, znajomi w domu to też rzadkość. Ale krewni w sumie już się z tym pogodzili. Nawet pytają o zdrowie, kiedy któraś choruje - opowiada Barbara.
Hartmanowie zbierają literaturę o świnkach, maskotki i obrazki, czasem je rysują. Barbara ma o nich kilkanaście książek, pisze opowiadania i bajki o świnkach. Jej córka skomponowała marsz na cześć Helci, "Dla Heleny": - Mówię jej, nie nazywaj tego marszem, bo przecież świnki nie maszerują. Ale ona mówi, że potrafią.
Pierwsza świnka trafiła do domu Hartmanów dwadzieścia jeden lat temu, zamiast chomika.
Barbara: - Mąż długo marzył o chomiku i chciałam dać mu go na urodziny. Wtedy sklepów zoologicznych było mało, dopiero za którymś razem, na drugim końcu miasta udało mi się coś znaleźć. Niestety, mieli tylko cztery chore świnki morskie. Kupiłam tę w najgorszym stanie, miała paraliż, nie chodziła i była zaświerzbiona, ale udało mi się ją odratować. Tak został z nami Ludwiczek.
Niedługo potem do Hartmanów przyszedł sąsiad z ledwo żywą, białą świnką znalezioną w parku. Udało się ją wyleczyć i tak w domu pojawiła się Balbinka. Świnkowy dom pani Barbary zaczął się rozrastać. Po którychś świętach Bożego Narodzenia do państwa Hartmanów trafił Elvis, zostawiony pod sklepem na 30-stopniowym mrozie. Potem była Helcia, odstąpiona przez sprzedawczynię jako wybrakowany, krwawiący towar z wystawy innego sklepu zoologicznego. A potem do domu zawitał internet, który cały świnkowy świat postawił na głowie.
Dla Barbary lata, kiedy świnek morskich było mało, to były dobre czasy: - Teraz na handlu zwierzętami każdy może zarabiać, internet bardzo w tym pomaga. Gryzonie są tanie, akcesoria też, łatwo je upakować do klatki. Często trafiają do małych dzieci, nawet takich, które ledwo umieją chodzić.
Popyt według Barbary napędzają sklepy zoologiczne: - W sklepie usłyszy pani, że świnka jest niewymagająca. To ludziom wystarcza. Czują się zwolnieni i nie chcą niczego więcej już o nich się dowiadywać. A świnka w złych warunkach się stresuje, zaczyna chorować, traci futerko i przestaje być atrakcyjna. A że weterynarz kosztuje więcej niż nowe zwierzątko, żywa zabawka staje się balastem, którego trzeba się pozbyć.
Barbara bierze do zdjęcia Stefcię przygarniętą z krakowskiego schroniska. - Może ten, co ją zostawił, zobaczy ją na zdjęciu i zrobi mu się głupio, że ją porzucił.
Przez dom Hartmanów często przewijają się niechciane świnki. Skądś, dokądś jadą, często są chore, cierpiące, ciężarne. Pomoc znajdzie się zawsze: najpierw leczenie, potem znajdowanie nowych, dobrych domów, porady przez internet. Dziesiątki wyleczonych świnek dały Barbarze wiedzę i doświadczenie. W telefonie ma numery do wolontariuszy z całej Polski. Jej dom to właściwie centrum dowodzenia pomocą świnkom morskim.
Barbara zdaje sobie sprawę, że to, co powie jest bardzo niepopularne, ale się tym nie przejmuje: - Świnki nie służą do wykształcania u dzieci jakiejkolwiek odpowiedzialności, zawsze im się znudzą. Gdyby było inaczej, to nie mielibyśmy tylu niechcianych zwierząt.
Czego życzyłaby sobie i świnkom na święta? - Żeby nie były tanimi, chwilowymi prezentami, żeby nie cierpiały w sklepach, na giełdach i różnych minizoo. Jeżeli już jakaś ma dom, to żeby była w nim chciana.
- 9 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
Świnka morska to nie zabawka pod choinkę
misself
21.12.11, 11:27
Ech. Przykre to jest :-( Dobrze, że ktoś się zajmuje zwierzętami traktowanymi jak zabawki. Moja szwagierka in-spe dostała świnkę morską na urodziny (na zasadzie: "przecież lubisz »
Najczęściej czytane24 htydzień







więcej zdjęć

