Regionalizmy w odwrocie. Wolą dwór od pola
27.12.2011
, aktualizacja: 29.12.2011 18:01
Można odżałować "sznycla" i "bajoka", ale nie walczyć o zwrot "na pole"?! Z krakowskiego języka znikają bardzo krakowskie słowa, na ich miejsce wprowadzają się te, którymi mówią do nas ogólnopolskie media.
ZOBACZ TAKŻE
- Lulu Living w Zaułku Niewiernego Tomasza (07-01-12, 11:00)
- Listy. BBC wcale nie stroni od regionalizmów! (01-01-12, 17:55)
- Stuhr: Wychodzę na pole, "bajoku" mówię do dzieci (31-12-11, 12:00)
- Rusinek: Wychodzę na zewnątrz, "na pole" nie używam (29-12-11, 23:00)
- Listy. Regjonalizmy majo sie dobrze... (29-12-11, 11:00)
- Mniejszości etniczne w resorcie cyfryzacji (29-12-11, 10:00)
- Polacy wchodzą pod Rynek, cudzoziemcy do Schindlera (27-12-11, 10:00)
- Krakowskie dorożki urzędowo opisane (22-12-11, 07:00)
- Szopka pamiątką z Krakowa. Ale nie jak ciupaga (14-12-11, 10:00)
- W centrum Krakowa najbardziej brakuje mieszkańców (07-12-11, 09:00)
- Z kamerą po Krakowie w poszukiwaniu szczęścia (01-12-11, 10:00)
- Owce rządzą. I co wy na to, krakowianie? (08-09-11, 23:01)
- Na co skarżą się cudzoziemcy w Krakowie (29-07-11, 07:00)
- Kraków chce wykorzystać papieską markę (20-07-11, 06:00)
- CIASTA, PLACKI (07-10-10, 19:00)
- ZASTRUGACZKA / TEMPERÓWKA (07-10-10, 19:01)
- KLARNET BOSY (07-10-10, 19:01)
- BORÓWKI / JAGODY (07-10-10, 18:59)
- FLIZY / KAFELKI (07-10-10, 18:57)
- NA POLE / NA DWÓR (07-10-10, 18:31)
RAPORTY
SONDAŻ
- Pracuję w krakowskiej filii dużej warszawskiej firmy. W zespole mamy sześciu warszawiaków, wszyscy na kierowniczych stanowiskach. Jak mówi się u nas o wyjściu na zewnątrz? Mówi się "na dwór" - opowiada Ania, 30-letnia księgowa. - A jeszcze niedawno mówiliśmy "na pole". Warszawiacy w ogóle tego nie rozumieli, śmiali się. Uważali za egzotykę. Oczywiście nikt nam nie kazał przestawić się na "na dwór", to wyszło jakoś tak samo. Gadamy wszyscy językiem Warszawy i językiem ogólnopolskich telewizji. Ja sama zaczynam się łapać na tym, że kiedy moi krakowscy znajomi mówią "na pole", to czuję jakąś śmieszność.
Siostra mojego męża, krakowianka z urodzenia, ma dwuipółletnią córeczkę. Jak oznajmia jej, że pójdą na spacer? "Pójdziemy na dwór". Ten zwrot, którego krakowianie nie rozumieją, z którego się śmieją (bo jak można wyjść na dwór?, na który?, czy dookoła są same dwory?), przywiózł ze sobą jej opolski mąż.
Wychodząc "na pole", słyszę mamy, które mówią do swoich dzieci: "Skarbie, dziś już nie pójdziemy na dwór". Zresztą w redakcji również mamy kilku "nadworzaków" (nie wszyscy dziennikarze są przecież urodzeni i wykształceni w Krakowie, i dobrze). Czy nasze krakowskie "na pole" jest w odwrocie? A co z innymi słowami, tak bardzo charakterystycznymi dla nas?
- Rzeczywiście regionalizmy znikają, ale nie mówiłbym jeszcze o jakiejś gwałtowności - pociesza dr Artur Czesak, językoznawca (UJ). - Język również podlega procesom standaryzacji i unifikacji; kraj mówi tak, jak stolica. Mimo że regionalizmy nie są niepoprawne. Podręczniki są tworzone w Warszawie, programy edukacyjne tam zatwierdzane. Za język poprawny i standardowy uznaje się język, którym posługuje się centrum polityczne, administracyjne i biznesowe, a więc znów wracamy do Warszawy.
Z barów mlecznych znikają "sznycle", w kartach pojawiają się "mielone". W sklepach zamiast "weki" coraz częściej można kupić "bułkę pszenną", a przecież jaka jest różnica między nimi krakowianie dobrze wiedzą. Na miejsce "jarzyny" wprowadza się warszawska "włoszczyzna", a na miejsce "borówek" - "jagoda" (chociaż "borówka" trzyma się dzielnie). Kiedy krakowianin chce zjeść "drożdżówkę", to ma na myśli bułkę "ze serem" (tylko w Małopolsce mówi się właśnie tak: "ze serem"), ewentualnie ze śliwkami, rabarbarem. Jak poprosi o "drożdżówkę" w innych częściach Polski, to właściwie nie wiadomo, co dostanie; pewne jest tylko, że będą w niej drożdże.
- Słowa rodzą się i umierają - tłumaczy dr Czesak. - Kto dziś pamięta, co to takiego "bil"...
- A co to? - pytam językoznawcę.
- Świeża słonina. Nikt tego słowa już nie używa, bo nikt nie używa świeżej słoniny, po prostu jej nie kupuje. A "platan" (typ wozu), a "fiakier"?
- Z "bajokiem" też pewnie możemy się pożegnać?
- A właśnie, że nie. "Bajokiem" częstują się w rozmowach na obrzeżach Nowej Huty.
"Na pole" przetrwało wiele. Ale czy będzie się jeszcze bronić, skoro nawet dziennikarze regionalnej telewizji, nadając relację z Rynku Głównego, mówią do widzów (krakowian!) - "na dwór"? Nie ma bardziej krakowskiego zwrotu, niż "na pole", po tym poznaje się krakowianina w Warszawie, w Gdańsku, w Łodzi... Używa go spora część naszego regionu i w tym nadzieja - Małopolska nie jest taka znowu mała.
- Szanowni krakowianie, to, że mówimy "na pole", nie oznacza, że jesteśmy gorsi! Jest dowodem na to, że mamy własną tożsamość i tradycję językową. Nie wstydźmy się "na pole"! - apeluje dr Czesak. - Nie czerwieńmy się, mówiąc "podworzec" zamiast "podwórko". Regionalizmy są właściwe wszystkim warstwom społecznym - od chłopa do hrabiego.
Jakiś czas temu pewien producent fliz otworzył w Krakowie salon firmowy, w witrynie salonu napisał "płytki ceramiczne". Nikt towaru nie kupował. Ale kiedy zmienił "płytki ceramiczne" na "flizy", ruch w interesie się zaczął. Bo w Krakowie mówi się "flizy" - pozostałość z czasów zaborów, zresztą mamy tego austriackiego spadku sporo. Skoro więc zbojkotowaliśmy obce nam "płytki ceramiczne", to może nie jest z krakowskością w języku tak źle? A co Wy o tym sądzicie? Bronić "na pole" jak niepodległości?
Siostra mojego męża, krakowianka z urodzenia, ma dwuipółletnią córeczkę. Jak oznajmia jej, że pójdą na spacer? "Pójdziemy na dwór". Ten zwrot, którego krakowianie nie rozumieją, z którego się śmieją (bo jak można wyjść na dwór?, na który?, czy dookoła są same dwory?), przywiózł ze sobą jej opolski mąż.
Wychodząc "na pole", słyszę mamy, które mówią do swoich dzieci: "Skarbie, dziś już nie pójdziemy na dwór". Zresztą w redakcji również mamy kilku "nadworzaków" (nie wszyscy dziennikarze są przecież urodzeni i wykształceni w Krakowie, i dobrze). Czy nasze krakowskie "na pole" jest w odwrocie? A co z innymi słowami, tak bardzo charakterystycznymi dla nas?
- Rzeczywiście regionalizmy znikają, ale nie mówiłbym jeszcze o jakiejś gwałtowności - pociesza dr Artur Czesak, językoznawca (UJ). - Język również podlega procesom standaryzacji i unifikacji; kraj mówi tak, jak stolica. Mimo że regionalizmy nie są niepoprawne. Podręczniki są tworzone w Warszawie, programy edukacyjne tam zatwierdzane. Za język poprawny i standardowy uznaje się język, którym posługuje się centrum polityczne, administracyjne i biznesowe, a więc znów wracamy do Warszawy.
Z barów mlecznych znikają "sznycle", w kartach pojawiają się "mielone". W sklepach zamiast "weki" coraz częściej można kupić "bułkę pszenną", a przecież jaka jest różnica między nimi krakowianie dobrze wiedzą. Na miejsce "jarzyny" wprowadza się warszawska "włoszczyzna", a na miejsce "borówek" - "jagoda" (chociaż "borówka" trzyma się dzielnie). Kiedy krakowianin chce zjeść "drożdżówkę", to ma na myśli bułkę "ze serem" (tylko w Małopolsce mówi się właśnie tak: "ze serem"), ewentualnie ze śliwkami, rabarbarem. Jak poprosi o "drożdżówkę" w innych częściach Polski, to właściwie nie wiadomo, co dostanie; pewne jest tylko, że będą w niej drożdże.
- Słowa rodzą się i umierają - tłumaczy dr Czesak. - Kto dziś pamięta, co to takiego "bil"...
- A co to? - pytam językoznawcę.
- Świeża słonina. Nikt tego słowa już nie używa, bo nikt nie używa świeżej słoniny, po prostu jej nie kupuje. A "platan" (typ wozu), a "fiakier"?
- Z "bajokiem" też pewnie możemy się pożegnać?
- A właśnie, że nie. "Bajokiem" częstują się w rozmowach na obrzeżach Nowej Huty.
"Na pole" przetrwało wiele. Ale czy będzie się jeszcze bronić, skoro nawet dziennikarze regionalnej telewizji, nadając relację z Rynku Głównego, mówią do widzów (krakowian!) - "na dwór"? Nie ma bardziej krakowskiego zwrotu, niż "na pole", po tym poznaje się krakowianina w Warszawie, w Gdańsku, w Łodzi... Używa go spora część naszego regionu i w tym nadzieja - Małopolska nie jest taka znowu mała.
- Szanowni krakowianie, to, że mówimy "na pole", nie oznacza, że jesteśmy gorsi! Jest dowodem na to, że mamy własną tożsamość i tradycję językową. Nie wstydźmy się "na pole"! - apeluje dr Czesak. - Nie czerwieńmy się, mówiąc "podworzec" zamiast "podwórko". Regionalizmy są właściwe wszystkim warstwom społecznym - od chłopa do hrabiego.
Jakiś czas temu pewien producent fliz otworzył w Krakowie salon firmowy, w witrynie salonu napisał "płytki ceramiczne". Nikt towaru nie kupował. Ale kiedy zmienił "płytki ceramiczne" na "flizy", ruch w interesie się zaczął. Bo w Krakowie mówi się "flizy" - pozostałość z czasów zaborów, zresztą mamy tego austriackiego spadku sporo. Skoro więc zbojkotowaliśmy obce nam "płytki ceramiczne", to może nie jest z krakowskością w języku tak źle? A co Wy o tym sądzicie? Bronić "na pole" jak niepodległości?
- 562 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
91 głosów
-
Regionalizmy w odwrocie. Wolą dwór od pola
gazetaojgazeta
27.12.11, 17:53
Ja zawsze będę mówił na pole. Zapamiętajcie to co tu napisałem! Jeżeli Krakus wychodzi na zewnątrz to wychodzi na pole(gdyż wychodzi z dworu), warszawiak wychodząc z pola wchodzi na dwór. »
-
Regionalizmy w odwrocie. Wolą dwór od pola
foka
28.12.11, 16:04
Drażni mnie jeszcze jedno.Niestety już w Krakowie pojawiają się budki z "preclami krakowskimi"!"Precle krakowskie"?A gdzie obwarzanki?»
-
tak mnie zastanawia, komu
emelem1
30.12.11, 22:52
przeszkadzają regionalizmy, po co rejestruje się w UE regionalne potrawy/wyroby(wiem ze to co innego)»
Najczęściej czytane24 htydzień






