Tygodnik Powszechny już na swoim. Jak sobie poradzi?

Małgorzata Skowrońska
28.12.2011 , aktualizacja: 27.12.2011 21:41
A A A Drukuj
ITI daje prezent "Tygodnikowi Powszechnemu". Swoje udziały w spółce medialny potentat przekazuje Fundacji "TP". To oznacza, że katolickie pismo od tej pory samodzielnie musi walczyć na rynku mediów.
Jacek Ślusarczyk
Fot. Pawel Ulatowski / AG
Jacek Ślusarczyk
Ks. Adam Boniecki
Fot. Adam Golec / AG
Ks. Adam Boniecki
O tym, że Grupa ITI przekazuje swoje udziały, poinformował wczoraj Wojciech Kostrzewa, prezes zarządu i dyrektor generalny firmy. "Udział finansowy w TP zawsze traktowaliśmy czasowo, umożliwiając rozwój tego tytułu w okresie trudnej sytuacji na rynku. Obecnie uznaliśmy, że nadeszła odpowiednia chwila, aby nasze udziały znalazły się w posiadaniu Fundacji Tygodnika Powszechnego" - napisał w oświadczeniu przesłanym do mediów.

Od 2007 roku ITI zwiększał swoje udziały w "Tygodniku" aż do pakietu większościowego (56 proc.). W tym czasie zmniejszono format pisma, zmieniono jego szatę graficzną i odmłodzono redakcję. Rok 2009 był dla tytułu kryzysowy, a ówczesny redaktor naczelny "TP", ks. Adam Boniecki, o pomoc zwrócił się do czytelników (prosił, by kupowali po dwa egzemplarze i wsparli finansowo Fundację). Medioznawcy pukali się w głowę, ale się udało. Zbiórka przyniosła 580 tys. zł, a 2010 rok "TP" po raz pierwszy od pięciu lat zamknął z zyskiem. Ustabilizowała się też sprzedaż pisma, które rozchodzi się w 22 tys. egzemplarzy.

Damy sobie radę - rozmowa z Jackiem Ślusarczykiem

Małgorzata Skowrońska: Pan Bóg to chyba jednak lubi "Tygodnik". Mało kto dostaje dziś takie prezenty, jakie dostała Fundacja "TP", od tej pory 100-procentowy udziałowiec pisma.

Jacek Ślusarczyk, prezes spółki "Tygodnik Powszechny": Pana Boga bym w to nie mieszał. Na pewno dla nas to dobra informacja. Chłodno kalkulując, Grupa ITI mogła znaleźć kupca na swoje udziały. Mogła, ale tego nie zrobiła. To oznacza, że w biznesie - wbrew temu, co się mówi - liczą się jeszcze misja i zaangażowanie. ITI był od początku nastawiony na to, że inwestycja w "Tygodnik" nie jest typową inwestycją komercyjną, ale pomagającą. Teraz doszedł do wniosku, że nadszedł moment rozstania, bo dajemy sobie radę sami.

Rynek jest trudny. "Tygodnik" poradzi sobie bez wsparcia promocyjnego ITI, czyli TVN i należących do grupy kanałów tematycznych oraz Onetu?

- Z redakcjami należącymi do grupy wciąż będziemy współpracowali, tak jak do tej pory. ITI nie wpływał na linię pisma, ale - jeśli jakiś temat zainteresował którąś z redakcji - korzystali z "Tygodnika". Z Onetem też się nie rozstajemy. W tym portalu mamy swoją stronę, a materiały przez nas tam zamieszczane generują spory ruch internautów. To się nie zmieni. Poza tym Wojciech Kostrzewa pozostanie przewodniczącym rady nadzorczej "TP". Rynek jest trudny, ale pismo jest rentowne. Sprzedaż egzemplarzowa też się ustabilizowała. Tam, gdzie inni wydawcy mnożą straty, my odnotowujemy niewielki, ale jednak wzrost.

"Tygodnik" będzie szukał nowego partnera? Pytam, bo krążą słuchy, że jakiś bogaty święty Mikołaj już kręci się w pobliżu.

- Jeśli pani na niego trafi, to proszę go skierować do "Tygodnika".

Czego życzyć "Tygodnikowi" na nowy rok?

- Bardzo bym chciał, żeby "Tygodnik" wywołał tyle fermentu intelektualnego, ile wywołał w ostatnich czterech miesiącach. Chciałbym też, by wciąż rozwijała się Fundacja "TP", która prowadzi świetne akcje. Jeszcze jedno życzenie: żeby Kluby "Tygodnika", które się uaktywniły w ostatnim czasie, też się mnożyły. Wtedy damy sobie radę.

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu