Oskarżeni za fikcyjne prawa jazdy z Ukrainy
08.01.2012
, aktualizacja: 08.01.2012 22:15
70 osób, które w nielegalny sposób zdobyły prawo jazdy na Ukrainie, oskarżyła nowosądecka prokuratura. Wśród nich są organizatorzy przestępczego procederu.
ZOBACZ TAKŻE
- Sprawcy przemocy domowej zimą już bez ochrony (16-01-12, 09:00)
- Nie będzie zarzutów wobec byłego prezesa PZN (12-01-12, 09:05)
- Prokuratura umarza sprawę Rafinerii Trzebinia (11-01-12, 13:47)
- Słynny fałszerz pieniędzy zatrzymany (05-01-12, 12:00)
- Długi proces Jana T. Co się przedawni? (03-01-12, 10:00)
- Okradali samochody metodą na kółko (02-01-12, 15:16)
- Zamiast w Zakopanem sylwestra spędzili w Krakowie (02-01-12, 08:00)
- Zmiany w prawie. Zwierzęta pod specjalnym nadzorem (31-12-11, 08:00)
- Bezcenne archiwalia zginęły z muzeum w Limanowej (30-12-11, 13:50)
Śledztwo w sprawie fikcyjnych egzaminów na ukraińskie prawa jazdy trwało ponad rok. Jak ustaliła prokuratura, większość osób, które chciały w ten sposób ułatwić sobie zdobycie uprawnień do kierowania samochodem, to mieszkańcy Podhala.
Na trop afery wpadli funkcjonariusze Karpackiego Oddziału Straży Granicznej, którzy w trakcie kontroli drogowych, zwłaszcza na Podhalu, zauważyli, że wielu kierowców legitymuje się ukraińskimi prawami jazdy. Ich właściciele twierdzili, że właśnie przeprowadzają procedury potwierdzenia uzyskania prawa jazdy za granicą.
Funkcjonariusze SG wspólnie z prokuraturą ruszyli tym śladem i rychło okazało się, że zaskakująco wiele osób zgłasza się po potwierdzenie prawa jazdy wydanego na Ukrainie. Zaczęto te osoby sprawdzać (głównie częstotliwość i czas przekraczania granicy polsko-ukraińskiej). Okazało się, że w wielu przypadkach pobyty za granicą były zbyt krótkie jak na czas potrzebny do nauki jazdy, poznawanie przepisów drogowych, odbycie kursu i jeszcze zdanie egzaminu.
Część osób podczas przesłuchań przyznała, że prawa jazdy były załatwiane za pieniądze, a cały kurs był fikcją. Chętni płacili w dolarach - nawet po 2-3 tysiące - pośrednikom, którzy mieli kontakt z ukraińskimi instruktorami i egzaminatorami. - Pośrednicy przewozili te osoby do Lwowa, tam były fikcyjnie meldowane oraz zapisywane na kurs nauki jazdy. Faktycznie jednak w żadnym szkoleniu teoretycznym ani praktycznym nie trzeba było uczestniczyć. Żadna z tych osób nie znała bowiem nawet języka ukraińskiego - relacjonuje prokurator Beata Stępień-Warzecha, rzeczniczka nowosądeckiej prokuratury - Jak ustalono w śledztwie, rzekomi kursanci nie byli badani przez lekarza.
Na Ukrainę uczestnicy fikcyjnych kursów wracali jeszcze tylko po odbiór praw jazdy. Żadnego egzaminu oczywiście nie zdawali. Uzyskane na Ukrainie dokumenty składali następnie w wydziałach komunikacji w Zakopanem i Nowym Targu, załączając wnioski o ich wymianę na polskie dokumenty bez sprawdzania kwalifikacji.
Część oskarżonych, którzy kupili ukraińskie dokumenty, chce dobrowolnie poddać się karze bez procesu. Prokuratura w trakcie śledztwa zajęła już wyłudzone na Ukrainie prawa jazdy, są one unieważniane na drodze administracyjnej.
Na trop afery wpadli funkcjonariusze Karpackiego Oddziału Straży Granicznej, którzy w trakcie kontroli drogowych, zwłaszcza na Podhalu, zauważyli, że wielu kierowców legitymuje się ukraińskimi prawami jazdy. Ich właściciele twierdzili, że właśnie przeprowadzają procedury potwierdzenia uzyskania prawa jazdy za granicą.
Funkcjonariusze SG wspólnie z prokuraturą ruszyli tym śladem i rychło okazało się, że zaskakująco wiele osób zgłasza się po potwierdzenie prawa jazdy wydanego na Ukrainie. Zaczęto te osoby sprawdzać (głównie częstotliwość i czas przekraczania granicy polsko-ukraińskiej). Okazało się, że w wielu przypadkach pobyty za granicą były zbyt krótkie jak na czas potrzebny do nauki jazdy, poznawanie przepisów drogowych, odbycie kursu i jeszcze zdanie egzaminu.
Część osób podczas przesłuchań przyznała, że prawa jazdy były załatwiane za pieniądze, a cały kurs był fikcją. Chętni płacili w dolarach - nawet po 2-3 tysiące - pośrednikom, którzy mieli kontakt z ukraińskimi instruktorami i egzaminatorami. - Pośrednicy przewozili te osoby do Lwowa, tam były fikcyjnie meldowane oraz zapisywane na kurs nauki jazdy. Faktycznie jednak w żadnym szkoleniu teoretycznym ani praktycznym nie trzeba było uczestniczyć. Żadna z tych osób nie znała bowiem nawet języka ukraińskiego - relacjonuje prokurator Beata Stępień-Warzecha, rzeczniczka nowosądeckiej prokuratury - Jak ustalono w śledztwie, rzekomi kursanci nie byli badani przez lekarza.
Na Ukrainę uczestnicy fikcyjnych kursów wracali jeszcze tylko po odbiór praw jazdy. Żadnego egzaminu oczywiście nie zdawali. Uzyskane na Ukrainie dokumenty składali następnie w wydziałach komunikacji w Zakopanem i Nowym Targu, załączając wnioski o ich wymianę na polskie dokumenty bez sprawdzania kwalifikacji.
Część oskarżonych, którzy kupili ukraińskie dokumenty, chce dobrowolnie poddać się karze bez procesu. Prokuratura w trakcie śledztwa zajęła już wyłudzone na Ukrainie prawa jazdy, są one unieważniane na drodze administracyjnej.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Fikcyjne prawo jazdy z Ukrainy
terrtt
08.01.12, 22:23
I to jest właśnie różnica pomiędzy trzecim światem a Polską. »
Najczęściej czytane24 htydzień






