Profesorek Nerwosolek? Tylko w Agrafce!
15.01.2012
, aktualizacja: 15.01.2012 20:18
Nie chcemy robić kina, do którego się wchodzi, ktoś przedziera kuponik, siedzi się dwie godziny, ogląda, wychodzi i zapomina, że w ogóle coś takiego miało miejsce - mówią twórcy kina Agrafka, nominowanego do Kulturalnych Odlotów w kategorii miejsce. Rozmowa z Bogdanem Balickim i Robertem Skrzydlewskim.
ZOBACZ TAKŻE
- Odlotowe filmy o odlotowych nominowanych [WIDEO] (10-02-12, 13:22)
- Błękitny protest wymyślony przez artystów [WIDEO] (04-02-12, 12:00)
- Jesteśmy w momencie przedrewolucyjnym (02-02-12, 00:12)
- Kulturalne Odloty. Klub Re, czyli ostatnia przystań (31-01-12, 21:00)
- Franaszek. Zawsze można dopracować szczegóły (30-01-12, 21:20)
- Kulturalne Odloty: Miłość w pociągu [Wideo] (30-01-12, 09:48)
- Ryszard Krynicki - do poezji trzeba mieć serce (28-01-12, 10:00)
- Odlotowy Pospieszalski: Czy chodzi o mojego tatę? (26-01-12, 07:00)
- Kulturalne Odloty: Pies pięknie eklektyczny (25-01-12, 11:00)
- Sacrum, rap i ikony polskiej muzyki (23-01-12, 05:00)
- W MOCAK-u w tym roku atrakcji nie zabraknie (21-01-12, 05:00)
- Dość powtarzania: Nie mam czasu. Trzeba spróbować (20-01-12, 05:00)
- Piotr Orzechowski: Jazzowa lekcja pokory (17-01-12, 22:25)
- MCK: Europa Środkowa i reszta świata (17-01-12, 05:00)
- Plebiscyt Kulturalne Odloty - lista nominowanych (14-01-12, 12:37)
- Kulturalne Odloty: nominacje już w sobotę! (12-01-12, 22:00)
- Kulturalne Odloty: Miasto z puszki malowane (12-01-12, 06:00)
- Odlotowe typy: odchodzących festiwali czar (10-01-12, 21:02)
- Kulturalne Odloty. Modraszek, Bach i Franaszek (09-01-12, 21:50)
- Odlot kulturalny, odlot wielokolorowy (08-01-12, 22:55)
- Kulturalne Odloty. Za książki i za włamanie (06-01-12, 22:00)
- IV edycja plebiscytu Gazety. Już czas na odlot! (05-01-12, 06:00)
SERWISY
Choć kino Agrafka mieści się na pierwszym piętrze budynku przy ul. Krowoderskiej 8, z jego pochlapanymi farbą twórcami porozmawialiśmy w Podgórzu. A dokładniej - na podłodze pomieszczenia przy ul. Krasickiego 18. Choć na razie nie ma tam jeszcze nawet krzeseł, już w piątek zostanie w tym miejscu otwarta kawiarnia i kino KIKA. Wśród drabin, puszek i sklejek rozmawialiśmy tymczasem o nominowanej Agrafce.
Małgorzata I. Niemczyńska: Kiedy zaczynaliście te dwa lata temu nie baliście się, że się nie uda?
Bogdan Balicki: To się musiało udać. Sama inwestycja w sprzęt pochłonęła wielkie ilości pieniędzy, których zresztą nie mieliśmy. Wystartowaliśmy dzięki pomocy Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, naszych znajomych, rodziców, rodzeństwa. I po dwóch latach już wiemy, że jest dobrze. Dostaliśmy od PISF nagrodę dla najlepszego kina w Polsce, a od was nominację do Kulturalnych Odlotów. To bardzo fajne. Wyróżniają nas rodzice za cykle, które organizujemy dla dzieci, jesteśmy też przyjaźni seniorom. A poza tym znaleźliśmy się w końcu w elitarnej sieci kin Europa Cinemas.
Robert Skrzydlewski: Dzięki temu możemy liczyć na wsparcie finansowe za coś, co i tak robiliśmy na co dzień, robimy i będziemy robić. To ważne, bo małym kinom wcale nie jest łatwo. W Krakowie akurat kin studyjnych z mniej lub bardziej ambitnym repertuarem wcale nie jest tak mało. Jesteśmy pod tym względem wyjątkowym miastem. Nie ma tego Wrocław, Warszawa też nie za bardzo, w niewielkim stopniu może tylko Poznań.
Zamarzyło wam się kino, do którego sami chcielibyście chodzić?
B.B.: Dokładnie tak. Stąd tyle w Agrafce tematycznych przeglądów, jak np. twórczości Larsa von Triera, które z innych kin jakoś ostatnio w większości poznikały. Robiliśmy wcześniej podobne rzeczy np. w Kinie pod Baranami, nie jesteśmy ludźmi znikąd. Teraz pojawiają się tam raczej przeglądy, które schodzą do nich z Polski. Skoro innym brakuje już do takiej działalności ciśnienia, musieliśmy zabrać się za nią sami. Bardzo fajnie udał nam się także cykl skierowany do dzieci "Czytamy i oglądamy w Agrafce". Ludzie traktują te spotkania trochę jak takie domowe przedszkole.
R.S.: Dzieci czują się u nas świetnie. Czasem ściągają buty i gonią się w skarpetkach po wykładzinie, tarzają po pufach, które wyciągamy specjalnie na te imprezy. Ten cykl zrodził się z naszego sentymentu do tego, co było kiedyś porankiem filmowym. To były oczywiście inne czasy, kino było oknem na świat, ale okazuje się, że wielu rodziców wciąż woli przyprowadzać dzieci do kina, zamiast sadzać je przed telewizorem.
B.B.: Mamy zresztą dostęp do bardzo ciekawych animacji z lat 50.-70. Nie jest je tak łatwo dziś zobaczyć, niektóre są niemal całkiem zapomniane. Taki powrót do przeszłości podoba się także rodzicom. Pamiętam, jak jeden pan przyszedł specjalnie na "Profesorka Nerwosolka", bo lata temu pracował przy produkcji tego filmu. Zaprosił całą rodzinę.
Po repertuarach, które przysyłacie nam do redakcji, widać, że właściwie nie macie tygodnia bez czegoś ekstra
B.B.: Bywa lepiej lub gorzej, ale to świetnie, że sprawiamy takie wrażenie. Mamy też "Antykwariat filmowy", czyli muzykę na żywo do filmu niemego. Staramy się pokazywać rzeczy wesołe, ale nie stronimy i od rosyjskiej klasyki. Jest też chociażby "Kino krytyka", inicjatywa Rafała Stanowskiego. "Szpilki w Agrafce" raz w miesiącu gromadzą pełną salę kobiet. Te spotkania prowadzi Magda Miśka-Jackowska z RMF Classic, panie są bardzo zadowolone.
R.S.: A nie wiedzą, na co idą. To są tajemnicze pokazy. Staramy się prezentować filmy przedpremierowe, były to np. do tej pory "Żona doskonała" czy "Nannerl, siostra Mozarta". To specyficzne spotkania. Zaczynają się zwykle od poczęstunku, są: winko, owoce czy ciastka. Na koniec odbywa się konkurs, w którym można wygrać książki czy kosmetyki.
Mężczyźni się nie denerwują, że wpuszczacie tylko kobiety?
R.S.: Jakoś żaden do tej pory nie pytał, czy może przyjść. A mamy też cykl skierowany do seniorów, na który wkręcają się czasem młodsi widzowie. Pokazy poprzedza zwykle wykład. Jeśli są miejsca, zapraszamy.
B.B.: Nie chcemy robić kina, do którego się wchodzi, ktoś przedziera kuponik, siedzi się dwie godziny, ogląda, wychodzi i zapomina, że w ogóle coś takiego miało miejsce. U nas jednak najczęściej ktoś coś do człowieka powie, mamy też warsztaty i dyskusyjny klub filmowy.
R.S.: Spodobało mi się w uzasadnieniu nominacji do Kulturalnych Odlotów podkreślenie tego, że nie ścigamy się w pokazywaniu najgorętszych premier filmowych. Rzeczywiście, to nie jest dla nas najważniejsze. Jeśli zależy nam na jakimś filmie, prędzej czy później jego kopia i tak do nas dotrze. A może się też wtedy okazać, ze gramy go już tylko my. Czasem zresztą zdarza nam się zostawić jakiś film w repertuarze tydzień dłużej, bo sami go jeszcze nie zdążyliśmy zobaczyć.
Małgorzata I. Niemczyńska: Kiedy zaczynaliście te dwa lata temu nie baliście się, że się nie uda?
Bogdan Balicki: To się musiało udać. Sama inwestycja w sprzęt pochłonęła wielkie ilości pieniędzy, których zresztą nie mieliśmy. Wystartowaliśmy dzięki pomocy Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, naszych znajomych, rodziców, rodzeństwa. I po dwóch latach już wiemy, że jest dobrze. Dostaliśmy od PISF nagrodę dla najlepszego kina w Polsce, a od was nominację do Kulturalnych Odlotów. To bardzo fajne. Wyróżniają nas rodzice za cykle, które organizujemy dla dzieci, jesteśmy też przyjaźni seniorom. A poza tym znaleźliśmy się w końcu w elitarnej sieci kin Europa Cinemas.
Robert Skrzydlewski: Dzięki temu możemy liczyć na wsparcie finansowe za coś, co i tak robiliśmy na co dzień, robimy i będziemy robić. To ważne, bo małym kinom wcale nie jest łatwo. W Krakowie akurat kin studyjnych z mniej lub bardziej ambitnym repertuarem wcale nie jest tak mało. Jesteśmy pod tym względem wyjątkowym miastem. Nie ma tego Wrocław, Warszawa też nie za bardzo, w niewielkim stopniu może tylko Poznań.
Zamarzyło wam się kino, do którego sami chcielibyście chodzić?
B.B.: Dokładnie tak. Stąd tyle w Agrafce tematycznych przeglądów, jak np. twórczości Larsa von Triera, które z innych kin jakoś ostatnio w większości poznikały. Robiliśmy wcześniej podobne rzeczy np. w Kinie pod Baranami, nie jesteśmy ludźmi znikąd. Teraz pojawiają się tam raczej przeglądy, które schodzą do nich z Polski. Skoro innym brakuje już do takiej działalności ciśnienia, musieliśmy zabrać się za nią sami. Bardzo fajnie udał nam się także cykl skierowany do dzieci "Czytamy i oglądamy w Agrafce". Ludzie traktują te spotkania trochę jak takie domowe przedszkole.
R.S.: Dzieci czują się u nas świetnie. Czasem ściągają buty i gonią się w skarpetkach po wykładzinie, tarzają po pufach, które wyciągamy specjalnie na te imprezy. Ten cykl zrodził się z naszego sentymentu do tego, co było kiedyś porankiem filmowym. To były oczywiście inne czasy, kino było oknem na świat, ale okazuje się, że wielu rodziców wciąż woli przyprowadzać dzieci do kina, zamiast sadzać je przed telewizorem.
B.B.: Mamy zresztą dostęp do bardzo ciekawych animacji z lat 50.-70. Nie jest je tak łatwo dziś zobaczyć, niektóre są niemal całkiem zapomniane. Taki powrót do przeszłości podoba się także rodzicom. Pamiętam, jak jeden pan przyszedł specjalnie na "Profesorka Nerwosolka", bo lata temu pracował przy produkcji tego filmu. Zaprosił całą rodzinę.
Po repertuarach, które przysyłacie nam do redakcji, widać, że właściwie nie macie tygodnia bez czegoś ekstra
B.B.: Bywa lepiej lub gorzej, ale to świetnie, że sprawiamy takie wrażenie. Mamy też "Antykwariat filmowy", czyli muzykę na żywo do filmu niemego. Staramy się pokazywać rzeczy wesołe, ale nie stronimy i od rosyjskiej klasyki. Jest też chociażby "Kino krytyka", inicjatywa Rafała Stanowskiego. "Szpilki w Agrafce" raz w miesiącu gromadzą pełną salę kobiet. Te spotkania prowadzi Magda Miśka-Jackowska z RMF Classic, panie są bardzo zadowolone.
R.S.: A nie wiedzą, na co idą. To są tajemnicze pokazy. Staramy się prezentować filmy przedpremierowe, były to np. do tej pory "Żona doskonała" czy "Nannerl, siostra Mozarta". To specyficzne spotkania. Zaczynają się zwykle od poczęstunku, są: winko, owoce czy ciastka. Na koniec odbywa się konkurs, w którym można wygrać książki czy kosmetyki.
Mężczyźni się nie denerwują, że wpuszczacie tylko kobiety?
R.S.: Jakoś żaden do tej pory nie pytał, czy może przyjść. A mamy też cykl skierowany do seniorów, na który wkręcają się czasem młodsi widzowie. Pokazy poprzedza zwykle wykład. Jeśli są miejsca, zapraszamy.
B.B.: Nie chcemy robić kina, do którego się wchodzi, ktoś przedziera kuponik, siedzi się dwie godziny, ogląda, wychodzi i zapomina, że w ogóle coś takiego miało miejsce. U nas jednak najczęściej ktoś coś do człowieka powie, mamy też warsztaty i dyskusyjny klub filmowy.
R.S.: Spodobało mi się w uzasadnieniu nominacji do Kulturalnych Odlotów podkreślenie tego, że nie ścigamy się w pokazywaniu najgorętszych premier filmowych. Rzeczywiście, to nie jest dla nas najważniejsze. Jeśli zależy nam na jakimś filmie, prędzej czy później jego kopia i tak do nas dotrze. A może się też wtedy okazać, ze gramy go już tylko my. Czasem zresztą zdarza nam się zostawić jakiś film w repertuarze tydzień dłużej, bo sami go jeszcze nie zdążyliśmy zobaczyć.
- 2 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień







