Piotr Orzechowski: Jazzowa lekcja pokory
17.01.2012
, aktualizacja: 17.01.2012 22:25
Dane mi było kilkukrotnie występować z Januszem Muniakiem na scenie, za każdym razem była to dla mnie swoista lekcja, tak jak to niektórzy zwykli mówić - "lekcja pokory" - mówi Piotr Orzechowski, nominowany w naszym plebiscycie Kulturalne Odloty w kategorii Artysta.
ZOBACZ TAKŻE
- Orzechowski i High Definition znów wygrywają! (07-05-12, 16:28)
- Odlotowe filmy o odlotowych nominowanych [WIDEO] (10-02-12, 13:22)
- Błękitny protest wymyślony przez artystów [WIDEO] (04-02-12, 12:00)
- Jesteśmy w momencie przedrewolucyjnym (02-02-12, 00:12)
- Kulturalne Odloty. Klub Re, czyli ostatnia przystań (31-01-12, 21:00)
- Franaszek. Zawsze można dopracować szczegóły (30-01-12, 21:20)
- Kulturalne Odloty: Miłość w pociągu [Wideo] (30-01-12, 09:48)
- Ryszard Krynicki - do poezji trzeba mieć serce (28-01-12, 10:00)
- Odlotowy Pospieszalski: Czy chodzi o mojego tatę? (26-01-12, 07:00)
- Kulturalne Odloty: Pies pięknie eklektyczny (25-01-12, 11:00)
- Sacrum, rap i ikony polskiej muzyki (23-01-12, 05:00)
- W MOCAK-u w tym roku atrakcji nie zabraknie (21-01-12, 05:00)
- Dość powtarzania: Nie mam czasu. Trzeba spróbować (20-01-12, 05:00)
- MCK: Europa Środkowa i reszta świata (17-01-12, 05:00)
- Profesorek Nerwosolek? Tylko w Agrafce! (15-01-12, 21:00)
- Plebiscyt Kulturalne Odloty - lista nominowanych (14-01-12, 12:37)
- Kulturalne Odloty: Miasto z puszki malowane (12-01-12, 06:00)
- Odlotowe typy: odchodzących festiwali czar (10-01-12, 21:02)
- Kulturalne Odloty. Modraszek, Bach i Franaszek (09-01-12, 21:50)
- Odlot kulturalny, odlot wielokolorowy (08-01-12, 22:55)
- Kulturalne Odloty. Za książki i za włamanie (06-01-12, 22:00)
- IV edycja plebiscytu Gazety. Już czas na odlot! (05-01-12, 06:00)
Tomasz Handzlik: Mama związana z klasyką, tata z teatrem Ewy Demarczyk, siostra też z klasyką... A ty się zbuntowałeś i wybrałeś jazz. Tak to się zaczęło?
*Piotr Orzechowski, nominowany w naszym plebiscycie Kulturalne Odloty w kategorii Artysta: To trochę inaczej. W świat jazzu zostałem bardzo płynnie wprowadzony, zasugerowano mi ten gatunek w czasach, których już prawie nie pamiętam. Dopiero później zbuntowałem się, odrzucając sztywne ramy pojmowania tej muzyki. Jazz jest dla mnie jedynie kluczem do własnej estetyki, genialną szkołą improwizacji, przedsmakiem wolności.
Od kiedy grasz na fortepianie?
- Oficjalnie od czwartego, piątego roku życia, ale myślę, że to zaczęło się wcześniej. Pamiętam to uczucie niemożności dosięgnięcia klawiatury, a to już chyba o czymś świadczy. Oczywiście, zawsze znalazł się w domu ktoś, kto usadzał mnie wyżej, bym mógł coś pobrzdąkać. Chyba tak się to zaczęło. Ale w tamtych czasach przede wszystkim słuchałem domowników. Dzień w dzień było mi dane uczyć i bawić się przy dobiegającym akompaniamencie Brahmsa, Skriabina, Hindemitha, Bacha... Lata mijały, a moja głowa już od tego wszystkiego kipiała.
A kto wprowadził cię w świat jazzu?
- Mój ojciec. Gdyby nie on, prawdopodobnie byłbym teraz wyłącznie pianistą klasycznym, bez umiejętności improwizatorskich. Niesamowicie nakręcił mnie na obserwacje najbardziej barwnych postaci jazzu, opowiadał o nich niezwykłe historie i puszczał nagrania, nie pozostawiając mi żadnego wyboru - od razu wymarzyłem sobie być jednym z nich. Prowadził mnie przez różnych nauczycieli, przedstawiał muzykom i dopiął swego.
A Janusz Muniak, u niego też praktykowałeś?
- Myślę, że na ścieżce każdego krakowskiego muzyka jazzowego prędzej czy później pojawia się osoba Janusza Muniaka. Przy całej swojej skromności jest przecież filarem polskiego jazzu, a jego aktywność muzyczna w centrum starego miasta jest dla młodych adeptów wyjątkową gratką. Faktycznie, dane mi było kilkukrotnie występować z Panem Januszem na scenie, za każdym razem była to dla mnie swoista lekcja, tak jak to niektórzy zwykli mówić - "lekcja pokory".
Pamiętasz jeszcze swój występ w Montreux?
- Myślę, że prędko tego nie zapomnę, atmosfera była podniosła, a ja totalnie skoncentrowany. Grałem tam dla ludzi, którzy nie mieli pojęcia o mojej osobowości, musiałem ich w nią wprowadzić. Zawsze kiedy gram, próbuję wyczuć nastrój publiczności, jej oczekiwania, a tam ciężko było to wyczuć, było oficjalnie, groźnie. Trzeba było się rozluźnić, przypomnieć sobie swoje prawdziwe emocje i zacząć grać. Ale udało się.
Co w tym konkursie było najtrudniejsze?
- Uporanie się z faktem, że uczestniczę w konkursie pianistycznym, który zawsze uznawałem za najbardziej prestiżowy. Jak sobie tylko o tym przypominałem, od razu starałem się wrócić myślami do momentów, w których ćwiczę, próbując uświadomić sobie, że nie urwałem się z choinki. Trochę panikowałem, to fakt, ale to przeszło po półfinale. Z finałowego występu jestem dumny.
Potem była Belgia i triumf całego twojego zespołu?
- W Belgii na Jazz Hoeilaart byłem już drugi raz, znałem ludzi, korytarze, scenę. Przyjechałem jednak z zupełnie nową ekipą, bogatym w nieprzebrane zasoby energii zespołem High Definition, a z nimi czułem się już dużo spokojniejszy. To świetni muzycy. Jedni z nielicznych, którzy czują, o co mi chodzi w muzyce, w moich kompozycjach i improwizacjach.
Wolisz grać sam czy z zespołem?
- To dwa różne światy. Obecny zespół, w którym gram, ma w sobie potężny power i dobry klimat, ale wiem, że kiedyś założę kapelę, która będzie grała dokładnie to, co mam w głowie. Niekoniecznie jazz, niekoniecznie na standardowych instrumentach. Może wtedy muzyka sprosta w pełni wymaganiom mojej wyobraźni, tak jak to dzieje się teraz podczas gry solistycznej. Podróż, jaką odbywam podczas grania solo, można by porównać do oglądania odnalezionych archiwów filmowych z dzieciństwa swojego poprzedniego wcielenia lub w innym momencie do obrazów wytwarzanych podczas medytacji. To naprawdę intrygujące i przedziwne uczucia.
Studiujesz w niedawno powstałej Katedrze Jazzu Akademii Muzycznej w Krakowie. Jakie masz plany na przyszłość?
- Poznać i usłyszeć jak najwięcej. Prawdopodobnie zmienię więc niedługo miejsce, w którym studiuję. Musi mi starczyć czasu na zagraniczne placówki. Chciałbym sprawdzić, czy edukacja jazzowa wszędzie wygląda jak tu, bo jeśli nie, to warto będzie z tego skorzystać.
*Piotr Orzechowski (Pianohooligan), urodzony 31 grudnia 1990 roku w Krakowie. Pianista jazzowy, student Akademii Muzycznej w Krakowie, zdobywca głównej nagrody międzynarodowego konkursu Parmigiani Montreux Jazz Solo Piano odbywającego się w ramach legendarnego Montreux Jazz Festivalu w Szwajcarii. W 2009 roku wziął udział w małopolskim konkursie "To co ulepsza", w ramach Festiwalu Filmów Andrzeja Wajdy, gdzie za swój film, do którego napisał także muzykę, otrzymał I miejsce. Orzechowski nominowany jest w kategorii Artysta naszego plebiscytu Kulturalne Odloty
*Piotr Orzechowski, nominowany w naszym plebiscycie Kulturalne Odloty w kategorii Artysta: To trochę inaczej. W świat jazzu zostałem bardzo płynnie wprowadzony, zasugerowano mi ten gatunek w czasach, których już prawie nie pamiętam. Dopiero później zbuntowałem się, odrzucając sztywne ramy pojmowania tej muzyki. Jazz jest dla mnie jedynie kluczem do własnej estetyki, genialną szkołą improwizacji, przedsmakiem wolności.
Od kiedy grasz na fortepianie?
- Oficjalnie od czwartego, piątego roku życia, ale myślę, że to zaczęło się wcześniej. Pamiętam to uczucie niemożności dosięgnięcia klawiatury, a to już chyba o czymś świadczy. Oczywiście, zawsze znalazł się w domu ktoś, kto usadzał mnie wyżej, bym mógł coś pobrzdąkać. Chyba tak się to zaczęło. Ale w tamtych czasach przede wszystkim słuchałem domowników. Dzień w dzień było mi dane uczyć i bawić się przy dobiegającym akompaniamencie Brahmsa, Skriabina, Hindemitha, Bacha... Lata mijały, a moja głowa już od tego wszystkiego kipiała.
A kto wprowadził cię w świat jazzu?
- Mój ojciec. Gdyby nie on, prawdopodobnie byłbym teraz wyłącznie pianistą klasycznym, bez umiejętności improwizatorskich. Niesamowicie nakręcił mnie na obserwacje najbardziej barwnych postaci jazzu, opowiadał o nich niezwykłe historie i puszczał nagrania, nie pozostawiając mi żadnego wyboru - od razu wymarzyłem sobie być jednym z nich. Prowadził mnie przez różnych nauczycieli, przedstawiał muzykom i dopiął swego.
A Janusz Muniak, u niego też praktykowałeś?
- Myślę, że na ścieżce każdego krakowskiego muzyka jazzowego prędzej czy później pojawia się osoba Janusza Muniaka. Przy całej swojej skromności jest przecież filarem polskiego jazzu, a jego aktywność muzyczna w centrum starego miasta jest dla młodych adeptów wyjątkową gratką. Faktycznie, dane mi było kilkukrotnie występować z Panem Januszem na scenie, za każdym razem była to dla mnie swoista lekcja, tak jak to niektórzy zwykli mówić - "lekcja pokory".
Pamiętasz jeszcze swój występ w Montreux?
- Myślę, że prędko tego nie zapomnę, atmosfera była podniosła, a ja totalnie skoncentrowany. Grałem tam dla ludzi, którzy nie mieli pojęcia o mojej osobowości, musiałem ich w nią wprowadzić. Zawsze kiedy gram, próbuję wyczuć nastrój publiczności, jej oczekiwania, a tam ciężko było to wyczuć, było oficjalnie, groźnie. Trzeba było się rozluźnić, przypomnieć sobie swoje prawdziwe emocje i zacząć grać. Ale udało się.
Co w tym konkursie było najtrudniejsze?
- Uporanie się z faktem, że uczestniczę w konkursie pianistycznym, który zawsze uznawałem za najbardziej prestiżowy. Jak sobie tylko o tym przypominałem, od razu starałem się wrócić myślami do momentów, w których ćwiczę, próbując uświadomić sobie, że nie urwałem się z choinki. Trochę panikowałem, to fakt, ale to przeszło po półfinale. Z finałowego występu jestem dumny.
Potem była Belgia i triumf całego twojego zespołu?
- W Belgii na Jazz Hoeilaart byłem już drugi raz, znałem ludzi, korytarze, scenę. Przyjechałem jednak z zupełnie nową ekipą, bogatym w nieprzebrane zasoby energii zespołem High Definition, a z nimi czułem się już dużo spokojniejszy. To świetni muzycy. Jedni z nielicznych, którzy czują, o co mi chodzi w muzyce, w moich kompozycjach i improwizacjach.
Wolisz grać sam czy z zespołem?
- To dwa różne światy. Obecny zespół, w którym gram, ma w sobie potężny power i dobry klimat, ale wiem, że kiedyś założę kapelę, która będzie grała dokładnie to, co mam w głowie. Niekoniecznie jazz, niekoniecznie na standardowych instrumentach. Może wtedy muzyka sprosta w pełni wymaganiom mojej wyobraźni, tak jak to dzieje się teraz podczas gry solistycznej. Podróż, jaką odbywam podczas grania solo, można by porównać do oglądania odnalezionych archiwów filmowych z dzieciństwa swojego poprzedniego wcielenia lub w innym momencie do obrazów wytwarzanych podczas medytacji. To naprawdę intrygujące i przedziwne uczucia.
Studiujesz w niedawno powstałej Katedrze Jazzu Akademii Muzycznej w Krakowie. Jakie masz plany na przyszłość?
- Poznać i usłyszeć jak najwięcej. Prawdopodobnie zmienię więc niedługo miejsce, w którym studiuję. Musi mi starczyć czasu na zagraniczne placówki. Chciałbym sprawdzić, czy edukacja jazzowa wszędzie wygląda jak tu, bo jeśli nie, to warto będzie z tego skorzystać.
*Piotr Orzechowski (Pianohooligan), urodzony 31 grudnia 1990 roku w Krakowie. Pianista jazzowy, student Akademii Muzycznej w Krakowie, zdobywca głównej nagrody międzynarodowego konkursu Parmigiani Montreux Jazz Solo Piano odbywającego się w ramach legendarnego Montreux Jazz Festivalu w Szwajcarii. W 2009 roku wziął udział w małopolskim konkursie "To co ulepsza", w ramach Festiwalu Filmów Andrzeja Wajdy, gdzie za swój film, do którego napisał także muzykę, otrzymał I miejsce. Orzechowski nominowany jest w kategorii Artysta naszego plebiscytu Kulturalne Odloty
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień






