Fotografować człowieka! Nawet jeśli go nie widać
22.01.2012
, aktualizacja: 22.01.2012 15:29
Przychodzą i mówią, że ja też mógłbym zrobić takie zdjęcie. Nie mógłby - o fotografii ulicznej opowiada Piotr Bułas. A weekend upłynął miłośnikom fotografii pod znakiem nowej imprezy na mapie Krakowa - Festiwalu Warsztaty Sztuki Fotografii zorganizowanego w Galerii Pauza.
- Wrażeń było mnóstwo i planujemy organizować imprezę w trybie półrocznym, bo chcemy dalej pokazywać, że w fotografii można lepiej, ciekawiej - mówi Michał Massa Mąsior, fotograf i jeden z organizatorów. Festiwal skupiał się na całym procesie fotografowania - od pomysłu do końcowej odbitki. Uczestnicy mogli wziąć udział w wykładach, spotkaniach z takimi fotografami jak Wojciech Plewiński (autor ponad 500 okładek "Przekroju"), warsztatach fotoreportażu, oświetlenia planów zdjęciowych czy street photo. Mogli też przetestować sprzęt, a także sprawdzić co o ich portfolio sądzą eksperci.
Głównym punktem Festiwalu była wystawa "Street Photography Now. Fotografia uliczna tu i teraz".
O kierunku, w którym fotografia zmierza, a także o człowieku w fotografii ulicznej mówi Piotr Bułas z Fundacji. Doc, którego zdjęcia również znalazły się na wystawie.
Rozmowa z Piotrem Bułasem
Ada Chojnowska: W sobotę prowadził Pan warsztaty z fotografii ulicznej. Co jest w niej najważniejsze?
Piotr Bułas: - Przede wszystkim relacja człowieka z otoczeniem. Tak naprawdę sam nie wiem, czy istnieje coś takiego jak fotograf streetowy. Chodzi tu raczej o pewną stylistykę. Pierwsza reakcja osób niezwiązanych z fotografią jest zwykle taka: "Sam bym mógł zrobić takie zdjęcie, ktoś miał po prostu szczęście". Rolą takich warsztatów jest uświadomienie, że to wcale takie proste nie jest. Na warsztaty przychodzi kilkanaście osób i nagle one same zauważają, że nie są jednak w stanie takiego dobrego zdjęcia zrobić. Oczywiście nie wierzę, że w cztery godziny warsztatów uda się stworzyć dobrego fotografa, jednak rolą nauczyciela jest podnieść świadomość obrazu u uczestników i pokazać im, co mogą robić, żeby się dalej rozwijać.
Co się w fotografii ulicznej fotografuje? Wychodząc zawsze trzeba mieć ze sobą aparat?
- Ja aparat zawsze noszę, nawet jak nie mam zamiaru robić zdjęć. Fotografować trzeba człowieka, nawet jak go na zdjęciu nie widać. Koleżanka na zajęciach miała zrobić zdjęcia "o ludziach z ludźmi i o ludziach bez ludzi" i o to tu chodzi. Dobrym przykładem może być zdjęcie Wojtka Grzędzińskiego z wielkim logiem Coca Coli na piaskach Pakistanu lub zdjęcie jabłka leżącego w kałuży na ulicy. Na zdjęciach musi być ten tzw. human touch. Mój wykładowca miał w zwyczaju po prostu rozrywać zdjęcia, na których nie było człowieka.
Ostatnio w Polsce moda na fotografię wybuchła. Wiele osób kupuje sobie lustrzanki za kilka tysięcy, a i tak robią zdjęcia na "auto". Często można też w mieście spotkać dziewczyny fotografowane pod odrapanymi murami. Zdjęcie robią w sepii i wydaje im się, że to szczyt artyzmu.
- To prawda. Obecnie w Polsce przyszedł trend na fotografię modową, nowoczesne kobiety w pięknych ubraniach na postindustrialnym tle, ale jest to bardzo stary i ograniczony chwyt. Zdarza się też, że chłopak kupi sobie taką lustrzankę, mieszkanie zasłoni płachtą i zaaranżuje w studio, zaprosi do zdjęć koleżanki i później się dziwi, że nikt nie uznaje jego zdjęć za dobre. Jednak muszę też przyznać, że widziałem ostatnio wiele zdjęć dobrych. W Warszawie zorganizowaliśmy hyde park, gdzie każdy mógł przynieść swoje zdjęcie. Wprawdzie wielu autorów powielało znane już patenty, jednak trudno ich za to winić. Dopóki nie zobaczy się miliona zdjęć, nie zapomni się o tych widzianych wcześniej. Siłą rzeczy stanowią one pewną inspirację.
A w którą stronę idzie polska fotografia?
- Niestety polska fotografia idzie w kierunku przerażającym i dużą w tym rolę pełni Internet. Właśnie dlatego istnieją takie fundacje jak nasza, by uratować fotografię, może nie przed śmiercią, bo ta nie umrze nigdy, ale przed jej pauperyzacją.
Głównym punktem Festiwalu była wystawa "Street Photography Now. Fotografia uliczna tu i teraz".
O kierunku, w którym fotografia zmierza, a także o człowieku w fotografii ulicznej mówi Piotr Bułas z Fundacji. Doc, którego zdjęcia również znalazły się na wystawie.
Rozmowa z Piotrem Bułasem
Ada Chojnowska: W sobotę prowadził Pan warsztaty z fotografii ulicznej. Co jest w niej najważniejsze?
Piotr Bułas: - Przede wszystkim relacja człowieka z otoczeniem. Tak naprawdę sam nie wiem, czy istnieje coś takiego jak fotograf streetowy. Chodzi tu raczej o pewną stylistykę. Pierwsza reakcja osób niezwiązanych z fotografią jest zwykle taka: "Sam bym mógł zrobić takie zdjęcie, ktoś miał po prostu szczęście". Rolą takich warsztatów jest uświadomienie, że to wcale takie proste nie jest. Na warsztaty przychodzi kilkanaście osób i nagle one same zauważają, że nie są jednak w stanie takiego dobrego zdjęcia zrobić. Oczywiście nie wierzę, że w cztery godziny warsztatów uda się stworzyć dobrego fotografa, jednak rolą nauczyciela jest podnieść świadomość obrazu u uczestników i pokazać im, co mogą robić, żeby się dalej rozwijać.
Co się w fotografii ulicznej fotografuje? Wychodząc zawsze trzeba mieć ze sobą aparat?
- Ja aparat zawsze noszę, nawet jak nie mam zamiaru robić zdjęć. Fotografować trzeba człowieka, nawet jak go na zdjęciu nie widać. Koleżanka na zajęciach miała zrobić zdjęcia "o ludziach z ludźmi i o ludziach bez ludzi" i o to tu chodzi. Dobrym przykładem może być zdjęcie Wojtka Grzędzińskiego z wielkim logiem Coca Coli na piaskach Pakistanu lub zdjęcie jabłka leżącego w kałuży na ulicy. Na zdjęciach musi być ten tzw. human touch. Mój wykładowca miał w zwyczaju po prostu rozrywać zdjęcia, na których nie było człowieka.
Ostatnio w Polsce moda na fotografię wybuchła. Wiele osób kupuje sobie lustrzanki za kilka tysięcy, a i tak robią zdjęcia na "auto". Często można też w mieście spotkać dziewczyny fotografowane pod odrapanymi murami. Zdjęcie robią w sepii i wydaje im się, że to szczyt artyzmu.
- To prawda. Obecnie w Polsce przyszedł trend na fotografię modową, nowoczesne kobiety w pięknych ubraniach na postindustrialnym tle, ale jest to bardzo stary i ograniczony chwyt. Zdarza się też, że chłopak kupi sobie taką lustrzankę, mieszkanie zasłoni płachtą i zaaranżuje w studio, zaprosi do zdjęć koleżanki i później się dziwi, że nikt nie uznaje jego zdjęć za dobre. Jednak muszę też przyznać, że widziałem ostatnio wiele zdjęć dobrych. W Warszawie zorganizowaliśmy hyde park, gdzie każdy mógł przynieść swoje zdjęcie. Wprawdzie wielu autorów powielało znane już patenty, jednak trudno ich za to winić. Dopóki nie zobaczy się miliona zdjęć, nie zapomni się o tych widzianych wcześniej. Siłą rzeczy stanowią one pewną inspirację.
A w którą stronę idzie polska fotografia?
- Niestety polska fotografia idzie w kierunku przerażającym i dużą w tym rolę pełni Internet. Właśnie dlatego istnieją takie fundacje jak nasza, by uratować fotografię, może nie przed śmiercią, bo ta nie umrze nigdy, ale przed jej pauperyzacją.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć

