Przypadki Zdzisława S., czyli fałszywy numer z kawą

Jarosław Sidorowicz
25.01.2012 , aktualizacja: 24.01.2012 21:46
A A A Drukuj
Finał afery z gigantycznym oszustwem na imporcie kawy do Polski. Po 15 latach poszukiwań krakowskiej prokuraturze udało się odnaleźć i doprowadzić do prawomocnego skazania Zdzisława S., jednego z głównych architektów kawowego przemytu.
Ziarna palonej kawy
Fot. Flickr/net steiner/CC Attribution 2.0 Generic
Ziarna palonej kawy
W tej aferze jest wszystko: przemyt na dużą skalę, fikcyjne spółki, skorumpowani celnicy, międzynarodowe poszukiwania sprawców w całej Europie i liczone w setkach tysięcy złotych straty skarbu państwa. A to wszystko na niewinnym z pozoru imporcie kawy.

Wszystko zaczęło się jeszcze w 1993 roku, gdy w warszawskim hotelu Sobieski spotkali się dwaj biznesmeni - Zdzisław S. i Wojciech B. Pierwszy z nich (oficjalnie udziałowiec jednej z poznańskich spółek, w Polsce nie ma jednak stałego miejsca pobyty, większość czasu spędza w Austrii) od razu stwierdził, że jest "dobry interes do zrobienia". Tłumaczył, że chodzi o import kawy do Polski. W papierach miała figurować kawa zielona, na którą cło i podatek są znacznie mniejsze. W rzeczywistości do worków trafiałaby kawa palona, znacznie droższa i obłożona dużo wyższym cłem. Duże pieniądze miały być właśnie z różnicy w cle i podatku.

Aby plan się powiódł, konieczna była "pomoc" celników. To - według krakowskiej prokuratury - wziął na siebie Wojciech B., który miał znajomości w warszawskim urzędzie celnym. Podczas tamtej pierwszej rozmowy uprzedzał, że trzeba się liczyć z dużymi kwotami. Jak ustalono, w korupcyjny proceder wciągnięto kilku celników. Żaden z nich nawet nie zajrzał do worków z kawą, choć w dokumentach wpisywali, że przeprowadzili rewizję, i stwierdzili w nich ziarno niepalone. W tym czasie tiry z kawą jechały już pod Kraków lub Kalisz. "Aromat palonej kawy czuć było na 30 kroków od samochodów" - przyznał potem z przekąsem w śledztwie Wojciech B. Dla niepoznaki Zdzisław S. dostarczał celnikom pól kilo ziaren kawy zielonej na wypadek wewnętrznej kontroli, by mogli udowodnić, że pobrano próbki. Fałszowano też faktury, według których kawa miała być zakupiona w znanej austriackiej palarni Alvorada (firma zaprzeczyła, by kiedykolwiek wystawiała takie dokumenty). Krakowska prokuratura wyliczyła, że celnicy za przysługę dostali 125 tys. zł łapówek. Do kraju wjechały setki ton kawy palonej. Wedle śledczych skarb państwa stracił na tym prawie milion złotych.

Krakowska prokuratura, która trafiła na trop oszustwa, odkryła przy okazji, że jeszcze w 1995 roku gotowe były zarzuty dla Zdzisława S., ale ten nagle się rozpłynął. Historia jego poszukiwań jest intrygująca. Szukano go wówczas bezskutecznie listami gończymi w całej Polsce. Trzy lata później niespodziewanie do prokuratury trafia propozycja od S., by wystawiono mu list żelazny, gwarantujący nietykalność do czasu wyroku w zamian za zeznania. S. obiecał, że stawi się przed prokuratorem na każde wezwanie. Śledczy wyrazili wówczas zgodę. Sąd wydał list żelazny, ale S. nie przyjeżdżał. Napisał tylko, że planuje 45-dniowy wakacyjny pobyt w Europie i wtedy da znać. I oczywiście nigdy się nie zjawiał. W końcu list żelazny odwołano, a za Zdzisławem S. rozesłano europejski nakaz aresztowania. Poszukiwały go Komenda Główna Policji i Interpol. Lata mijały, lecz na ślad S. nie udało się wpaść. W końcu do policjantów doszedł sygnał z Austrii, że może tam się ukrywać pod nazwiskiem Erwin A. Do rąk policji austriackiej trafiło zdjęcie poszukiwanego i odciski palców, ale Austriacy jakoś nie palili się do działania.

Finał poszukiwań okazał się dość niespodziewany: Zdzisław S. wpada po 15 latach w ręce policjantów z Sejn na Mazurach, gdzie zatrzymano go do kontroli drogowej. S. udawał, że nic nie rozumie, mówił po niemiecku, pokazywał austriacki paszport, jego żona udawała, że tłumaczy słowa funkcjonariuszy na język niemiecki... Wszystko na nic, policjanci nie dali się zwieść. W końcu S. skapitulował. W krakowskiej prokuraturze próbował pomniejszyć swoją rolę, w końcu dobrowolnie poddał się karze pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywnie. Wyrok niedawno się uprawomocnił. Skazani zostali też jego wspólnicy oraz byli już funkcjonariusze służby celnej.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu