Polscy studenci wolą siedzieć w ostatnich ławkach
30.01.2012
, aktualizacja: 30.01.2012 11:43
- W Stanach dzieci uczy się, by zasłaniały swoje prace ręką. W Polsce nawyk kombinatorstwa powoli zanika, ale zmiana wymaga dwóch-trzech pokoleń - uważa Annamaria Orla-Bukowska z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
ZOBACZ TAKŻE
- Z życia studentów. Zamawianie pizzy [WIDEO] (30-01-12, 15:37)
- Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? Tak, ale nie za darmo (30-01-12, 10:00)
- Prof. Majcherek: Na uczelniach umarł duch rywalizacji (28-01-12, 08:08)
- Studenci wysyłają dublerów na egzaminy (28-01-12, 08:00)
- Ekspresowa wyprowadzka filologów z Paderevianum (27-01-12, 06:00)
W sobotniej "Gazecie" pisaliśmy o wynajmowaniu przez studentów dublerów na egzaminy. Trudno tu jednak mówić masowym zjawisku. Inaczej, niestety, wygląda to w przypadku ściągania podczas sprawdzianów i pisania prac. Skąd to się bierze? Pytamy o to Annemarię Orla-Bukowską, Polkę urordzoną w Stanach Zjednoczonych, socjologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Gabriela Łazarczyk: Studenci wiedzą, że na pani zajęciach nie warto ściągać czy korzystać z gotowych źródeł podczas pisania prac
Annamaria Orla-Bukowska: Jestem jedną z tych osób, które już na początku semestru zaznaczają, że jeśli ktoś będzie oszukiwał, to nie ma zmiłuj. Jakikolwiek plagiat, nawet dwa zdania z Wikipedii i student powtarza kurs. Instytut socjologii dwa-trzy lata temu wprowadził program antyplagiatowy. Korzystamy z niego nawet przy sprawdzaniu prac zaliczeniowych, nie mówiąc już o magisteriach. Jeśli i te są kopiowane, nie dopuszczamy do obrony. Nawet jeśli student nieco zmienił kolejność lub niektóre zwroty, to program jest to w stanie wykryć.
Studenci się burzą przeciwko takim zasadom?
- Oj tak. Jedna ze studentek, która dowiedziała się, że przez plagiat będzie powtarzała piąty rok, strasznie się na mnie oburzyła. Co więcej twierdziła, że to nie jest plagiat. Większość studentów próbuje zaprzeczać, więc przygotowuję się na to wcześniej. Drukuję z internetu kopiowane treści i zaznaczam takie same fragmenty w obu tekstach różowym flamastrem. Wówczas sami są zdziwieni, jak dużo skopiowali.
Jak odebrała pani sposób przeprowadzania egzaminów, gdy przyjechała pani na polski uniwersytet?
- Urodziłam się w Stanach, więc zdziwiło mnie, że tutaj wykładowcy wcale nie oczekują od studentów twórczej myśli, tylko chcą, żeby powtarzać dokładnie to, co mówili na wykładach. Myślę, że właśnie stąd się bierze u studentów tendencja do plagiatu. Wiedzą, że niektórzy profesorowie chcą, by na egzaminach powtarzali po nich słowo w słowo. Uważają więc, że jeśli w pracy powtórzą słowa innego profesora, to będzie ona miała większą wartość. Jeśli przez cztery lata mieli powtarzać myśli kogoś innego i to było w porządku, to nie wiedzą, że w pracy magisterskiej oczekiwane jest twórcze myślenie.
W USA studenci w ogóle nie ściągają?
- Zdarzają się takie incydenty, ale tam to wielki skandal. Pamiętam, że już jak byłam dzieckiem, na wszelkich testach od razu nas rozsadzano po całej sali, żeby była mniejsza szansa, że ktoś będzie odpisywał. Uczono nas zasłaniać ręką to, co piszemy, żeby nikt nawet przypadkiem czegoś nie podglądnął.
Widzę jeszcze jedną znaczącą różnicę między podejściem studentów. W Polsce prowadzę grupy amerykańskie i już na pierwszych zajęciach bardzo łatwo jest odróżnić je od polskich. Amerykanie siadają w pierwszych rzędach, chcą jak najdokładniej chłonąć wiedzę, polscy studenci zaczynają od ostatnich. Dopiero jak tam zabraknie miejsca, to siadają z przodu.
Ale mentalność zarówno studentów, jak i wykładowców chyba się już zmienia?
- Wielu pracowników Instytutu Socjologii ma za sobą epizodyczne wyjazdy do USA lub wykłada tam regularnie. Po wejściu do Unii instytut wysyła nas także do Holandii, Belgii czy Anglii. Naukowcy przywieźli lepsze nawyki. Jest już bardzo mało takich, którzy rok w rok popełniają autoplagiat, czytając na wykładach z pożółkłych karteczek przygotowanych kilkanaście lat temu. Albo takich, którzy przepuszczają studentkę tylko dlatego, że jest kuzynką córki rektora. Na zajęciach o polskim etosie z wszystkim grupami rozmawia się także na temat kombinatorstwa. Studenci wiedzą, skąd ono się bierze - zabory i komuna... Widać zmiany, ale są one powolne. Transformację polityczną można przeprowadzić w Sejmie w jedną noc, tworząc nowy akt prawny, ekonomiczną - w dwie noce, tworząc plan gospodarczy. Zmiana społeczna wymaga czasu - dwóch, nawet trzech pokoleń. Jesteśmy dopiero w połowie drogi.
Gabriela Łazarczyk: Studenci wiedzą, że na pani zajęciach nie warto ściągać czy korzystać z gotowych źródeł podczas pisania prac
Annamaria Orla-Bukowska: Jestem jedną z tych osób, które już na początku semestru zaznaczają, że jeśli ktoś będzie oszukiwał, to nie ma zmiłuj. Jakikolwiek plagiat, nawet dwa zdania z Wikipedii i student powtarza kurs. Instytut socjologii dwa-trzy lata temu wprowadził program antyplagiatowy. Korzystamy z niego nawet przy sprawdzaniu prac zaliczeniowych, nie mówiąc już o magisteriach. Jeśli i te są kopiowane, nie dopuszczamy do obrony. Nawet jeśli student nieco zmienił kolejność lub niektóre zwroty, to program jest to w stanie wykryć.
Studenci się burzą przeciwko takim zasadom?
- Oj tak. Jedna ze studentek, która dowiedziała się, że przez plagiat będzie powtarzała piąty rok, strasznie się na mnie oburzyła. Co więcej twierdziła, że to nie jest plagiat. Większość studentów próbuje zaprzeczać, więc przygotowuję się na to wcześniej. Drukuję z internetu kopiowane treści i zaznaczam takie same fragmenty w obu tekstach różowym flamastrem. Wówczas sami są zdziwieni, jak dużo skopiowali.
Jak odebrała pani sposób przeprowadzania egzaminów, gdy przyjechała pani na polski uniwersytet?
- Urodziłam się w Stanach, więc zdziwiło mnie, że tutaj wykładowcy wcale nie oczekują od studentów twórczej myśli, tylko chcą, żeby powtarzać dokładnie to, co mówili na wykładach. Myślę, że właśnie stąd się bierze u studentów tendencja do plagiatu. Wiedzą, że niektórzy profesorowie chcą, by na egzaminach powtarzali po nich słowo w słowo. Uważają więc, że jeśli w pracy powtórzą słowa innego profesora, to będzie ona miała większą wartość. Jeśli przez cztery lata mieli powtarzać myśli kogoś innego i to było w porządku, to nie wiedzą, że w pracy magisterskiej oczekiwane jest twórcze myślenie.
W USA studenci w ogóle nie ściągają?
- Zdarzają się takie incydenty, ale tam to wielki skandal. Pamiętam, że już jak byłam dzieckiem, na wszelkich testach od razu nas rozsadzano po całej sali, żeby była mniejsza szansa, że ktoś będzie odpisywał. Uczono nas zasłaniać ręką to, co piszemy, żeby nikt nawet przypadkiem czegoś nie podglądnął.
Widzę jeszcze jedną znaczącą różnicę między podejściem studentów. W Polsce prowadzę grupy amerykańskie i już na pierwszych zajęciach bardzo łatwo jest odróżnić je od polskich. Amerykanie siadają w pierwszych rzędach, chcą jak najdokładniej chłonąć wiedzę, polscy studenci zaczynają od ostatnich. Dopiero jak tam zabraknie miejsca, to siadają z przodu.
Ale mentalność zarówno studentów, jak i wykładowców chyba się już zmienia?
- Wielu pracowników Instytutu Socjologii ma za sobą epizodyczne wyjazdy do USA lub wykłada tam regularnie. Po wejściu do Unii instytut wysyła nas także do Holandii, Belgii czy Anglii. Naukowcy przywieźli lepsze nawyki. Jest już bardzo mało takich, którzy rok w rok popełniają autoplagiat, czytając na wykładach z pożółkłych karteczek przygotowanych kilkanaście lat temu. Albo takich, którzy przepuszczają studentkę tylko dlatego, że jest kuzynką córki rektora. Na zajęciach o polskim etosie z wszystkim grupami rozmawia się także na temat kombinatorstwa. Studenci wiedzą, skąd ono się bierze - zabory i komuna... Widać zmiany, ale są one powolne. Transformację polityczną można przeprowadzić w Sejmie w jedną noc, tworząc nowy akt prawny, ekonomiczną - w dwie noce, tworząc plan gospodarczy. Zmiana społeczna wymaga czasu - dwóch, nawet trzech pokoleń. Jesteśmy dopiero w połowie drogi.
- 23 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Polscy studenci wolą ostatnie ławki
pfg
30.01.12, 09:27
Wygłaszanie tego samego wykładu przez wiele lat ("czytanie z pożółkłych karteczek") to jest zła dydaktyka, ale to nie jest autoplagiat.»
-
Re: Polscy studenci wolą ostatnie ławki
proto
30.01.12, 12:35
Rozumiem tych co ściągają, każdy lubi kraść, dlaczego nie ma ukraść na egzaminie czyjeś wiedzy. Ale nie rozumiem tych, co dają ściągać, co najpierw piszą swoją pracę a potem przepisują na »
-
Re: Polscy studenci wolą ostatnie ławki
gregoridzw
30.01.12, 21:58
Może pani szanowna profesor na socjologi da sie wszystko opisać samemu ale już ze scisłych przedmiotów nie jest to tak łatwe jezeli chodzi o jakąś metodę i zasadę bo zmieniając ja tworzymy »
Najczęściej czytane24 htydzień






