Franaszek. Zawsze można dopracować szczegóły
30.01.2012
, aktualizacja: 31.01.2012 11:41
- Dużo miejsc, dużo jeżdżenia, ale bardzo ciekawego - tak wspomina miniony Rok Miłosza Andrzej Franaszek, autor wydanej przez Znak książka "Miłosz. Biografia", nominowany przez nas do Kulturalnych Odlotów w kategorii Artysta.
ZOBACZ TAKŻE
- Błękitny protest wymyślony przez artystów [WIDEO] (04-02-12, 12:00)
- Jesteśmy w momencie przedrewolucyjnym (02-02-12, 00:12)
- Kulturalne Odloty. Klub Re, czyli ostatnia przystań (31-01-12, 21:00)
- Kulturalne Odloty: Miłość w pociągu [Wideo] (30-01-12, 09:48)
- Kulturalne Odloty: Oni prowadzą na ostatniej prostej (28-01-12, 13:34)
- Ryszard Krynicki - do poezji trzeba mieć serce (28-01-12, 10:00)
- Odlotowy Pospieszalski: Czy chodzi o mojego tatę? (26-01-12, 07:00)
- Kulturalne Odloty: Pies pięknie eklektyczny (25-01-12, 11:00)
- Sacrum, rap i ikony polskiej muzyki (23-01-12, 05:00)
- W MOCAK-u w tym roku atrakcji nie zabraknie (21-01-12, 05:00)
- Dość powtarzania: Nie mam czasu. Trzeba spróbować (20-01-12, 05:00)
- Piotr Orzechowski: Jazzowa lekcja pokory (17-01-12, 22:25)
- MCK: Europa Środkowa i reszta świata (17-01-12, 05:00)
- Profesorek Nerwosolek? Tylko w Agrafce! (15-01-12, 21:00)
- Plebiscyt Kulturalne Odloty - lista nominowanych (14-01-12, 12:37)
Ryszard Kozik: Miniony rok był chyba dla ciebie bardzo intensywny?
Rzeczywiście, uczestniczyłem w około 40 rozmaitych spotkaniach i konferencjach. Byłem m.in. w Madrycie, Wenecji, Paryżu, Rzymie, Londynie i Sztokholmie, ale przede wszystkim w wielu miejscowościach w Polsce - od Bochni po Tarnobrzeg, Bydgoszcz czy Poznań. Dużo miejsc, dużo jeżdżenia, ale bardzo ciekawego. Zresztą dla autora książki wieczór autorski jest zazwyczaj doświadczeniem raczej przyjemnym niż męczącym, bo zaspokaja miłość własną...
Rozumiem też, że idea "roków" dedykowanych poszczególnym twórcom ci się podoba?
- Jestem za. Taki rok uruchamia z jednej strony rozmaite rezerwy finansowe, które normalnie byłyby nie do pozyskania, a z drugiej - wyzwala aktywność ludzką. Wśród tej aktywności są oczywiście wydarzenia mądre i mniej mądre, ale najważniejsze jest to, że dużo się dzieje i wiele osób jest w to zaangażowanych. Bardzo pozytywnym przykładem, który widziałem najpierw w Roku Herberta w 2008, a ostatnio przy okazji Roku Miłosza, może być liceum w Opolu, które sprawia wrażenie całkowicie zaangażowanego w przygotowanie spotkań, prezentację poezji, dekorację szkoły fragmentami wierszy itd. Widać, że mnóstwo czasu na to poświęcono i że zaangażowani są zarówno nauczyciele, jak i uczniowie. A to zawsze ma sens, jeśli ktoś przeczyta trochę wierszy i pomyśli nad nimi.
Przydarzyły ci się podczas ubiegłorocznych wędrówek jakieś małe odkrycia czy wyjątkowe spotkania?
- Podczas spotkania w Łodzi wstała pewna pani i powiedziała, że jest córką kolegi Miłosza z czasów gimnazjum. Na innym - pojawiła się była studentka Miłosza z Berkeley. Z oboma mam zamiar spotkać się na dłużej i porozmawiać.
A coś ten rok wniósł do twojej książki? Pytam pod kątem ewentualnych kolejnych wydań, wznowień.
- Chciałbym kiedyś wydać wydanie poszerzone, poprawione, uzupełnione. Być może: jak każdy autor. Na razie jednak mogę uczciwie powiedzieć, że nie usłyszałem ani nie przeczytałem niczego, co zasadniczo by zmieniało to, co napisałem. Nie poznałem np. jakiegoś nowego, bardzo ważnego faktu z życia Miłosza. Natomiast zawsze można różne szczegóły dopracować czy poszerzyć część książki poświęconą ostatnim latom życia Miłosza. Ale to na razie mgliste plany, uzależnione m.in. od woli wydawcy czy zainteresowania czytelników.
Są jakieś przymiarki do przekładów biografii?
- Trwają wstępne rozmowy na temat rynku amerykańskiego. Ostatnio dostałem też trochę zaskakującego e-maila w tej sprawie z... Gruzji.
Gdy ponad 10 lat temu zaczynałeś pracę nad książką o Miłoszu, miała ona być monografią. Skończyło się na formie bardziej biograficznej. Zamierzasz wrócić do pierwotnego projektu?
- Nie. Trochę jednak w tej książce już opowiedziałem i na pewno nie mam w sobie teraz takiej przestrzeni umysłowej, bym mógł od podstaw napisać nową książkę o poezji Miłosza. Myślę, że muszę na jakiś czas odpocząć od niej, nabrać dystansu i świeżości spojrzenia. Kiedy swego czasu napisałem książeczkę o Herbercie, wydawało mi się, że znam jego twórczość nieledwie na pamięć. Minęło trochę czasu i okazuje się, że zdecydowanie się myliłem i jest jeszcze mnóstwo takich obszarów, które można przeczytać, przemyśleć na nowo.
A na razie - po nieustannych podróżach roku minionego - staram się po prostu wrócić do normalnego rytmu funkcjonowania.
Rzeczywiście, uczestniczyłem w około 40 rozmaitych spotkaniach i konferencjach. Byłem m.in. w Madrycie, Wenecji, Paryżu, Rzymie, Londynie i Sztokholmie, ale przede wszystkim w wielu miejscowościach w Polsce - od Bochni po Tarnobrzeg, Bydgoszcz czy Poznań. Dużo miejsc, dużo jeżdżenia, ale bardzo ciekawego. Zresztą dla autora książki wieczór autorski jest zazwyczaj doświadczeniem raczej przyjemnym niż męczącym, bo zaspokaja miłość własną...
Rozumiem też, że idea "roków" dedykowanych poszczególnym twórcom ci się podoba?
- Jestem za. Taki rok uruchamia z jednej strony rozmaite rezerwy finansowe, które normalnie byłyby nie do pozyskania, a z drugiej - wyzwala aktywność ludzką. Wśród tej aktywności są oczywiście wydarzenia mądre i mniej mądre, ale najważniejsze jest to, że dużo się dzieje i wiele osób jest w to zaangażowanych. Bardzo pozytywnym przykładem, który widziałem najpierw w Roku Herberta w 2008, a ostatnio przy okazji Roku Miłosza, może być liceum w Opolu, które sprawia wrażenie całkowicie zaangażowanego w przygotowanie spotkań, prezentację poezji, dekorację szkoły fragmentami wierszy itd. Widać, że mnóstwo czasu na to poświęcono i że zaangażowani są zarówno nauczyciele, jak i uczniowie. A to zawsze ma sens, jeśli ktoś przeczyta trochę wierszy i pomyśli nad nimi.
Przydarzyły ci się podczas ubiegłorocznych wędrówek jakieś małe odkrycia czy wyjątkowe spotkania?
- Podczas spotkania w Łodzi wstała pewna pani i powiedziała, że jest córką kolegi Miłosza z czasów gimnazjum. Na innym - pojawiła się była studentka Miłosza z Berkeley. Z oboma mam zamiar spotkać się na dłużej i porozmawiać.
A coś ten rok wniósł do twojej książki? Pytam pod kątem ewentualnych kolejnych wydań, wznowień.
- Chciałbym kiedyś wydać wydanie poszerzone, poprawione, uzupełnione. Być może: jak każdy autor. Na razie jednak mogę uczciwie powiedzieć, że nie usłyszałem ani nie przeczytałem niczego, co zasadniczo by zmieniało to, co napisałem. Nie poznałem np. jakiegoś nowego, bardzo ważnego faktu z życia Miłosza. Natomiast zawsze można różne szczegóły dopracować czy poszerzyć część książki poświęconą ostatnim latom życia Miłosza. Ale to na razie mgliste plany, uzależnione m.in. od woli wydawcy czy zainteresowania czytelników.
Są jakieś przymiarki do przekładów biografii?
- Trwają wstępne rozmowy na temat rynku amerykańskiego. Ostatnio dostałem też trochę zaskakującego e-maila w tej sprawie z... Gruzji.
Gdy ponad 10 lat temu zaczynałeś pracę nad książką o Miłoszu, miała ona być monografią. Skończyło się na formie bardziej biograficznej. Zamierzasz wrócić do pierwotnego projektu?
- Nie. Trochę jednak w tej książce już opowiedziałem i na pewno nie mam w sobie teraz takiej przestrzeni umysłowej, bym mógł od podstaw napisać nową książkę o poezji Miłosza. Myślę, że muszę na jakiś czas odpocząć od niej, nabrać dystansu i świeżości spojrzenia. Kiedy swego czasu napisałem książeczkę o Herbercie, wydawało mi się, że znam jego twórczość nieledwie na pamięć. Minęło trochę czasu i okazuje się, że zdecydowanie się myliłem i jest jeszcze mnóstwo takich obszarów, które można przeczytać, przemyśleć na nowo.
A na razie - po nieustannych podróżach roku minionego - staram się po prostu wrócić do normalnego rytmu funkcjonowania.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






