Błękitny protest wymyślony przez artystów [WIDEO]
04.02.2012
, aktualizacja: 03.02.2012 11:58
Bardzo nam zależało, żeby uratować Zakrzówek, ale także na zmierzeniu się z siłą pieniędzy. Ludzie uważają, że jeśli nie ma się kasy, jest się w takim starciu bez szans. No i chciałyśmy zrealizować piękny obraz, który powstał w naszych głowach: tłum błękitnych ludzi na Zakrzówku - Cecylia Malik opowiada o kulisach powstania Kolektywu Modraszek, nominowanego do naszych Kulturalnych Odlotów w kategorii Wydarzenie

Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Modraszki na ulicach Krakowa

Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Modraszki na ulicach Krakowa

Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Modraszek Kolektyw pikietuje pod magistratem w obronie Zakrzówka

Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Pikieta pod magistratem w obronie Zakrzówka

Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Modraszki na ulicach Krakowa
ZOBACZ TAKŻE
- Weź czynny udział w Miesiącu Fotografii w Krakowie (15-02-12, 10:00)
- Hafty, Dracula. Dziś prawdziwej cenzury już nie ma... (13-02-12, 12:00)
- Kulturalne Odloty wręczone. Ta nagroda zobowiązuje (13-02-12, 07:00)
- Odlotowe filmy o odlotowych nominowanych [WIDEO] (10-02-12, 13:22)
- Jesteśmy w momencie przedrewolucyjnym (02-02-12, 00:12)
- Kulturalne Odloty. Klub Re, czyli ostatnia przystań (31-01-12, 21:00)
- Franaszek. Zawsze można dopracować szczegóły (30-01-12, 21:20)
- Kulturalne Odloty: Miłość w pociągu [Wideo] (30-01-12, 09:48)
- Ryszard Krynicki - do poezji trzeba mieć serce (28-01-12, 10:00)
- Odlotowy Pospieszalski: Czy chodzi o mojego tatę? (26-01-12, 07:00)
- Kulturalne Odloty: Pies pięknie eklektyczny (25-01-12, 11:00)
- Sacrum, rap i ikony polskiej muzyki (23-01-12, 05:00)
- W MOCAK-u w tym roku atrakcji nie zabraknie (21-01-12, 05:00)
- Dość powtarzania: Nie mam czasu. Trzeba spróbować (20-01-12, 05:00)
- Piotr Orzechowski: Jazzowa lekcja pokory (17-01-12, 22:25)
- MCK: Europa Środkowa i reszta świata (17-01-12, 05:00)
- Profesorek Nerwosolek? Tylko w Agrafce! (15-01-12, 21:00)
SERWISY
Ryszard Kozik: Skąd się biorą modraszki?
Cecylia Malik: Mieszkają sobie na podmokłych łąkach. Jest ich trochę w okolicach Krakowa, nie tylko na Zakrzówku. Na łące w Toniach, koło Tyńca w Kostrzu. Znalazły się na europejskiej liście owadów chronionych, bo mogą wyginać.
A te duże, na które można czasem wpaść na ulicach Krakowa?
- Te zamieszkują Kraków i bardzo lubią spędzać ciepłe, letnie dni na Zakrzówku. W świetnym miejscu, bo to bardzo blisko do centrum miasta, można z Rynku Głównego przejść tam na nogach. Jeśli więc ktoś nie ma forsy albo czasu na długi wyjazd w wakacje, może tam miło wypocząć. Modraszki bardzo sobie cenią tę możliwość.
Niestety, okazało się, że Zakrzówek modraszków, czyli piękne błękitne jezioro otoczone skałami, jest zagrożony, bo na łące przylegającej do kamieniołomu i jeziora firma deweloperska chce wybudować wielkie osiedle, żeby je sprzedać za duże pieniądze bogatym ludziom. Obiecywała co prawda, że zrobi za to park, ale łąka modraszkowa przestałaby istnieć. Modraszki - te małe - by wyginęły, a jezioro i skały na Zakrzówku zostałyby zadeptane i zniszczone.
Czyli duże modraszki bronią małych modraszków, które same nie dałyby sobie rady?
- Duże modraszki wcale nie bronią małych modraszków. Owszem, w naszym gronie jest kilku ekologów, którzy najchętniej zrobiliby tam ścisły rezerwat, ale to tylko niewielka grupa. Duże modraszki to mieszkańcy Krakowa, którzy uważają, że miasto nie jest firmą muszącą zarabiać, tylko ma dbać o interesy mieszkańców, o to, żeby byli szczęśliwi. A mieszkańcy każdego dużego miasta muszą mieć teren do rekreacji, bez tego się nie da żyć.
Jesteśmy bardzo zróżnicowaną grupą. Są wśród nas ludzie ze stowarzyszenia Zielony Zakrzówek i Towarzystwa na rzecz Ochrony Przyrody, od których wszystko się zaczęło. Ale też grupa wspinaczy, którzy łażą po skałkach na Zakrzówku, grupa morsów, którzy się tam kąpią, mieszkańcy pobliskich osiedli, np. Podwawelskiego czy Ruczaju. Bardzo w działalność modraszków zaangażowali się rowerzyści organizujący Święto Cykliczne Krakowa. Wszyscy oni uważają, że warto żyć bardziej ekologicznie, taniej i zdrowiej. To obywatele chcący współdecydować o wspólnej przestrzeni, zamiast zostawić to radnym.
W ostatnich miesiącach coraz więcej mamy protestów, ale rzadko wyglądają tak jak wasz. Nie palicie opon, nie macie wulgarnych plakatów i nie wznosicie obraźliwych okrzyków. Skąd ta artystowska forma protestu?
- Bo formę tego protestu wymyślili artyści, którzy z pobudek obywatelskich i ekologicznych postanowili wesprzeć działania Zielonego Zakrzówka. Artyści wykreowali prosty znak, dzięki któremu w piękny, kulturalny sposób mogliśmy wspólnie powiedzieć, co myślimy w ważnej dla miasta sprawie.
Trudno nawet powiedzieć, co było na pierwszym miejscu. Do działania zmobilizowała mnie informacja, że są już bardzo konkretne plany postawienia osiedla na Zakrzówku. O samym modraszku usłyszałam już jednak rok wcześniej od Mariusza Waszkiewicza, który opowiadał mi konspiracyjnie, że Zakrzówka nie zbudują, bo tam mieszka taki motylek, który jest pod ochroną. Bardzo mi się ta wizja motylka powstrzymującego dewelopera spodobała. Opowiedziałam mojej siostrze Justynie Koeke, że wspaniale byłoby zrobić taki zlot wielkich motyli.
Bardzo nam zależało, żeby uratować Zakrzówek, ale także na zmierzeniu się z taką ogromną siłą pieniędzy. Ludzie uważają, że jeśli nie ma się kasy, jest się w takim starciu bez szans. No i dodatkowo chciałyśmy zrealizować piękny obraz, który powstał w naszych głowach: tłum błękitnych ludzi na Zakrzówku. Miałyśmy więc dwa powody, dla których rozpoczęłyśmy akcję agitowania i namawiania wszystkich, żeby się przyłączyli do akcji.
Zaczęło się na Facebooku?
- Tak. Na Facebooku, czy generalnie w internecie, można mnóstwo zrobić za darmo, nie trzeba mieć też żadnej osobowości prawnej, a Modraszek Kolektyw przecież formalnie nie istnieje, nie został nigdzie zarejestrowany, nie zmienił się w stowarzyszenie. Zresztą to właśnie z Facebooka dowiedzieliśmy się o zagrożeniu Zakrzówka.
Najpierw założyłyśmy profil dla Modraszek Kolektyw, zmieniłyśmy swoje zdjęcia profilowe na takie ze skrzydłami i zaczęłyśmy działać. Justyna otworzyła serwis modraszkowania i przez kilkanaście godzin dziennie domalowywała w Photoshopie niebieskie skrzydła na zdjęciach, które różne osoby jej przesyłały. Chodziło o stworzenie mody, sprawienie, że każdy będzie chciał mieć takie skrzydła. A przy okazji oczywiście mnóstwo osób pytało: o co chodzi z całą akcją?, więc odsyłałyśmy je na blog, gdzie wszystko wyjaśniałyśmy.
Justyna, która mieszka w Niemczech, wzięła na siebie robotę internetową. W wirtualnym kreowaniu modraszka pracowała Karolina Kłos, później przyłączyli się też Mateusz Beżnic i Mateusz Torbus. Justyna robiła na przykład wspaniałe, superzabawne tutoriale, czyli krótkie filmiki instruktażowe, np. jak zrobić w 20 minut kostium motyla modraszka
czy co zrobić, gdy się wstydzimy założyć skrzydła, a chcemy wziąć udział w manifestacji.
Cecylia Malik: Mieszkają sobie na podmokłych łąkach. Jest ich trochę w okolicach Krakowa, nie tylko na Zakrzówku. Na łące w Toniach, koło Tyńca w Kostrzu. Znalazły się na europejskiej liście owadów chronionych, bo mogą wyginać.
A te duże, na które można czasem wpaść na ulicach Krakowa?
- Te zamieszkują Kraków i bardzo lubią spędzać ciepłe, letnie dni na Zakrzówku. W świetnym miejscu, bo to bardzo blisko do centrum miasta, można z Rynku Głównego przejść tam na nogach. Jeśli więc ktoś nie ma forsy albo czasu na długi wyjazd w wakacje, może tam miło wypocząć. Modraszki bardzo sobie cenią tę możliwość.
Niestety, okazało się, że Zakrzówek modraszków, czyli piękne błękitne jezioro otoczone skałami, jest zagrożony, bo na łące przylegającej do kamieniołomu i jeziora firma deweloperska chce wybudować wielkie osiedle, żeby je sprzedać za duże pieniądze bogatym ludziom. Obiecywała co prawda, że zrobi za to park, ale łąka modraszkowa przestałaby istnieć. Modraszki - te małe - by wyginęły, a jezioro i skały na Zakrzówku zostałyby zadeptane i zniszczone.
Czyli duże modraszki bronią małych modraszków, które same nie dałyby sobie rady?
- Duże modraszki wcale nie bronią małych modraszków. Owszem, w naszym gronie jest kilku ekologów, którzy najchętniej zrobiliby tam ścisły rezerwat, ale to tylko niewielka grupa. Duże modraszki to mieszkańcy Krakowa, którzy uważają, że miasto nie jest firmą muszącą zarabiać, tylko ma dbać o interesy mieszkańców, o to, żeby byli szczęśliwi. A mieszkańcy każdego dużego miasta muszą mieć teren do rekreacji, bez tego się nie da żyć.
Jesteśmy bardzo zróżnicowaną grupą. Są wśród nas ludzie ze stowarzyszenia Zielony Zakrzówek i Towarzystwa na rzecz Ochrony Przyrody, od których wszystko się zaczęło. Ale też grupa wspinaczy, którzy łażą po skałkach na Zakrzówku, grupa morsów, którzy się tam kąpią, mieszkańcy pobliskich osiedli, np. Podwawelskiego czy Ruczaju. Bardzo w działalność modraszków zaangażowali się rowerzyści organizujący Święto Cykliczne Krakowa. Wszyscy oni uważają, że warto żyć bardziej ekologicznie, taniej i zdrowiej. To obywatele chcący współdecydować o wspólnej przestrzeni, zamiast zostawić to radnym.
W ostatnich miesiącach coraz więcej mamy protestów, ale rzadko wyglądają tak jak wasz. Nie palicie opon, nie macie wulgarnych plakatów i nie wznosicie obraźliwych okrzyków. Skąd ta artystowska forma protestu?
- Bo formę tego protestu wymyślili artyści, którzy z pobudek obywatelskich i ekologicznych postanowili wesprzeć działania Zielonego Zakrzówka. Artyści wykreowali prosty znak, dzięki któremu w piękny, kulturalny sposób mogliśmy wspólnie powiedzieć, co myślimy w ważnej dla miasta sprawie.
Trudno nawet powiedzieć, co było na pierwszym miejscu. Do działania zmobilizowała mnie informacja, że są już bardzo konkretne plany postawienia osiedla na Zakrzówku. O samym modraszku usłyszałam już jednak rok wcześniej od Mariusza Waszkiewicza, który opowiadał mi konspiracyjnie, że Zakrzówka nie zbudują, bo tam mieszka taki motylek, który jest pod ochroną. Bardzo mi się ta wizja motylka powstrzymującego dewelopera spodobała. Opowiedziałam mojej siostrze Justynie Koeke, że wspaniale byłoby zrobić taki zlot wielkich motyli.
Bardzo nam zależało, żeby uratować Zakrzówek, ale także na zmierzeniu się z taką ogromną siłą pieniędzy. Ludzie uważają, że jeśli nie ma się kasy, jest się w takim starciu bez szans. No i dodatkowo chciałyśmy zrealizować piękny obraz, który powstał w naszych głowach: tłum błękitnych ludzi na Zakrzówku. Miałyśmy więc dwa powody, dla których rozpoczęłyśmy akcję agitowania i namawiania wszystkich, żeby się przyłączyli do akcji.
Zaczęło się na Facebooku?
- Tak. Na Facebooku, czy generalnie w internecie, można mnóstwo zrobić za darmo, nie trzeba mieć też żadnej osobowości prawnej, a Modraszek Kolektyw przecież formalnie nie istnieje, nie został nigdzie zarejestrowany, nie zmienił się w stowarzyszenie. Zresztą to właśnie z Facebooka dowiedzieliśmy się o zagrożeniu Zakrzówka.
Najpierw założyłyśmy profil dla Modraszek Kolektyw, zmieniłyśmy swoje zdjęcia profilowe na takie ze skrzydłami i zaczęłyśmy działać. Justyna otworzyła serwis modraszkowania i przez kilkanaście godzin dziennie domalowywała w Photoshopie niebieskie skrzydła na zdjęciach, które różne osoby jej przesyłały. Chodziło o stworzenie mody, sprawienie, że każdy będzie chciał mieć takie skrzydła. A przy okazji oczywiście mnóstwo osób pytało: o co chodzi z całą akcją?, więc odsyłałyśmy je na blog, gdzie wszystko wyjaśniałyśmy.
Justyna, która mieszka w Niemczech, wzięła na siebie robotę internetową. W wirtualnym kreowaniu modraszka pracowała Karolina Kłos, później przyłączyli się też Mateusz Beżnic i Mateusz Torbus. Justyna robiła na przykład wspaniałe, superzabawne tutoriale, czyli krótkie filmiki instruktażowe, np. jak zrobić w 20 minut kostium motyla modraszka
czy co zrobić, gdy się wstydzimy założyć skrzydła, a chcemy wziąć udział w manifestacji.
1
2
następne »
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć

