Przeczytałem... Rynny kalesonów
03.02.2012
, aktualizacja: 03.02.2012 23:16
Grzegorz Napieralski jest na przedzie tłumów analizujących wiersze. To oznacza tyle, że są takie dni, rzadkie i na ogół bardzo smutne, gdy zainteresowanie poezją w społeczeństwie szalenie wzrasta. Można wręcz powiedzieć, że się pojawia. Jak zorza, nieczęsto.
ZOBACZ TAKŻE
- Przeczytałem Wolność pod pokładem (16-03-12, 19:15)
- Przeczytałem. Jajko w proszku (09-03-12, 15:38)
- Przeczytałem Powrót do źródeł (17-02-12, 16:55)
- Przeczytałem... Ubytkowanie (10-02-12, 18:00)
- Przeczytałem... Sam sobie sterem (27-01-12, 14:50)
- Przeczytałem... Co to są normalne kraje (20-01-12, 12:53)
- Przeczytałem... Sło! Wnik! Sło! Wnik! (13-01-12, 15:52)
- Przeczytałem... Tradycyjny kształt polskiej rodziny (26-11-11, 04:00)
Wykluwa się w takich smutnych chwilach marzenie wykorzystania owej aury, by oto napoić rzesze, zanim pragnienie zgaśnie. Bo zgaśnie za chwilę, wszyscy to wiemy. Marzy się więc, by przypomnieć tych kilka nazwisk, zapomnianych i niewspominanych niemal nigdy. Jak by rzekł na Twitterze Napieralski, chciałoby się, by ta "dawka pozytywizmu" poezji była większa, by praca u podstaw miała większy sens. No, ale jest, jak jest. Dlatego też nie będziemy się napinać, przywołując największych z wielkich, a przypomnimy skromnego Jana Chrzciciela polskiego futuryzmu, Jerzego Jankowskiego, człowieka, który podpisywał się też tak: Yeży Yankowski. Robimy to dlatego, że jest poetą zapomnianym, że jego wierszy nikt nie drukuje ani nikt się na nie nie powołuje, a wreszcie, że poeta ów, znając ortografię, pisał nieortograficznie. Futuryści tak mieli. Długo by tu wyjaśniać dlaczego. Otóż nieortograficzne wiersze są - mamy taką nadzieję - szansą dla dzisiejszej kultury. Że wnikną w twardą jak arbuzowa skorupa powszechną dysleksję, tę prawdziwą i tę znacznie powszechniejszą - udawaną, ale zalegalizowaną. Jan Chrzciciel polskiego futuryzmu na pewno by się tego nie spodziewał. Jego nieortograficzna twórczość miała służyć innym celom niż edukacja.
Jest kilka jego wierszy, które bez żadnego innego niż popularyzacja poezji powodu potrzebują wspomnienia. Wydano je razem ostatni raz w 1973 roku w nakładzie 221 egzemplarzy. Są w tym skromnym edytorsko tomiku rapsody "Tram wpopszek ulicy" i bardzo sugestywny "Spłon lotnika", szalone "Maggi", "Battlesong" i "Pszemiana", tamże jest owo ładne zdanie: "Pszepiękne, krulewskie zwieżę ten muj tygrys bengalski. Pszykucnął w kącie izdebki, gotuf do skoku. Wyprężył stalowe łapy i niecierpliwie klepiąc się ogonem po biodrach, spoziera na mnie uporczywie".
Tygrys wskoczył w końcu do wnętrza Jankowskiego, który przez wiele lat żył na granicy obłędu. Tygrys przegryzł się przez tę granicę i Jankowski oszalał w sensie klinicznym. Znalazł się w szpitalu psychiatrycznym gdzieś pod Wilnem. Spędził w nim 20 lat, nie pisząc, ale będąc dla towarzyszy niedoli kimś na kształt Chrystusa, Napoleona i faraona w jednym. Zabili go Niemcy zastrzykiem fenolu w roku 1941.
Anatol Stern o Jankowskim napisał bardzo sugestywnie, schwytał go jedną zwrotką:
"widziałem Jankowskiego jak śnieżnym porankiem
płonące żużle gryzł w ustach papierosów
i wybiegł na ulice w rynnach kalesonów bosy"
Jest kilka jego wierszy, które bez żadnego innego niż popularyzacja poezji powodu potrzebują wspomnienia. Wydano je razem ostatni raz w 1973 roku w nakładzie 221 egzemplarzy. Są w tym skromnym edytorsko tomiku rapsody "Tram wpopszek ulicy" i bardzo sugestywny "Spłon lotnika", szalone "Maggi", "Battlesong" i "Pszemiana", tamże jest owo ładne zdanie: "Pszepiękne, krulewskie zwieżę ten muj tygrys bengalski. Pszykucnął w kącie izdebki, gotuf do skoku. Wyprężył stalowe łapy i niecierpliwie klepiąc się ogonem po biodrach, spoziera na mnie uporczywie".
Tygrys wskoczył w końcu do wnętrza Jankowskiego, który przez wiele lat żył na granicy obłędu. Tygrys przegryzł się przez tę granicę i Jankowski oszalał w sensie klinicznym. Znalazł się w szpitalu psychiatrycznym gdzieś pod Wilnem. Spędził w nim 20 lat, nie pisząc, ale będąc dla towarzyszy niedoli kimś na kształt Chrystusa, Napoleona i faraona w jednym. Zabili go Niemcy zastrzykiem fenolu w roku 1941.
Anatol Stern o Jankowskim napisał bardzo sugestywnie, schwytał go jedną zwrotką:
"widziałem Jankowskiego jak śnieżnym porankiem
płonące żużle gryzł w ustach papierosów
i wybiegł na ulice w rynnach kalesonów bosy"
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień






