Ksiądz Boniecki jeszcze bardziej słyszalny

Małgorzata Skowrońska
04.02.2012 , aktualizacja: 03.02.2012 23:22
A A A Drukuj
Piszą, że igra z ogniem, że ma coś z oczami (ci delikatniejsi) albo z głową (ci z cięższym dowcipem). On sam się nie przejmuje i - jak twierdzi - każdej uwagi wysłuchuje z szacunkiem. A że głośno o nim ostatnio za sprawą nakazu milczenia w mediach, tych uwag nie brakuje.
Ksiądz Adam Boniecki
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Ksiądz Adam Boniecki
Katarzyna Kolenda-Zaleska, ks. Adam Boniecki i siostra Małgorzata Chmielewska w kinie Kijów
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Katarzyna Kolenda-Zaleska, ks. Adam Boniecki i siostra Małgorzata Chmielewska w kinie Kijów
Ksiądz Adam Boniecki
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Ksiądz Adam Boniecki
Ksiądz Adam Boniecki
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Ksiądz Adam Boniecki
Siostra Małgorzata Chmielewska
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Siostra Małgorzata Chmielewska
Gdyby ks. Boniecki miał swój profil na jednym z modnych portali społecznościowych, liczba osób zaliczanych do grona "przyjaciół" i klikających "lubię to!" w ciągu ostatnich kilku miesięcy wzrosłaby niebotycznie. Co ciekawe, ks. Bonieckiemu przybywa młodych zwolenników. Widać ich choćby na spotkaniach, jakie "Tygodnik Powszechny" organizuje swojemu byłemu naczelnemu w różnych miastach. We wtorkowy wieczór krakowskie kino Kijów, które do małych nie należy (sprawdziłam: 828 miejsc), wypełnione było do ostatniego fotela. I to nie rówieśnikami redaktora seniora, ale średnią wieku 25 plus. W ten mroźny wieczór, zamiast siedzieć, jak Pan Bóg przykazał w domach nad szklankami czegoś rozgrzewającego, woleli przyjść na spotkanie z duchownym. Nie trzeba było żadnych wspomagaczy - rozdawania książek, losowania wycieczek, darmowej wyżerki. Wystarczyło, że mogli "Dorwać Mistrza". Taką nazwę nosi cykl spotkań, jakie organizuje Znak, który także wydał najnowszą książkę księdza redaktora - "Lepiej palić fajkę niż czarownice".

Wszystko przez dobre wychowanie

Wszyscyśmy już zapomnieli, że ks. Adam to tak naprawdę ojciec Adam, czyli zakonnik. Prowincjał marianów, zakonu, do którego należy ks. Boniecki, przypomniał nam o tym przed wakacjami. Swoją drogą niewiele powszechnie wiadomo o marianach. Dla niedoinformowanych więc garść wiedzy. To ci zakonnicy zbudowali gigantyczne sanktuarium w Licheniu. Kto nie był, musi zobaczyć. Odwiedzając to miejsce, jeszcze w budowie, jakieś osiem lat temu, trafiłam do podziemi tamtejszej świątyni. Nie wiem, co mieści się w nich teraz, ale wtedy były tam sale wystawowe. W jednej z gablot znalazły się rzeczy po zmarłym tragicznie biskupie z tamtych terenów (litościwie moja pamięć wyparła nazwisko hierarchy). Obok rzeczy osobistych zmarłego umieszczono napis informujący, gdzie jest pochowany. Czytałam i nie wierzyłam, ale stało jak byk: "Zgodnie z własną wolą pochowany w alei zasłużonych". Marianie potrafią zaimponować. Od wtorku imponują mi jeszcze bardziej, bo w Licheniu organizują rekolekcje pod hasłem "Jak przeżyć i nie zabić teściowej". Widać szczególny charyzmat mają ci zakonnicy: przyciągają geniuszy PR i promocji.

Zamieszanie, jakie wywołali wokół ks. Bonieckiego, to też pewnie przejaw tego promocyjnego geniuszu. Widać to choćby po sprzedaży "Tygodnika Powszechnego" (rośnie) i ostatniej książki redaktora seniora (sukces). Gdybym miała osobowość spiskową, pewnie uważałabym, że ten cały zakaz występów w mediach był ukartowany i obliczony na zysk. Ale w spiski dziejowe nie wierzę. Zostaje mi zatem konstatacja, że obecnemu prowincjałowi marianów myślenie przyczynowo-skutkowe jest obce. W każdym razie zakaz występowania w mediach przyszedł w najlepszym z możliwych momentów. Akurat nakazano duchownemu przeprowadzkę z Krakowa do Warszawy i cicho się zrobiło wokół ks. Adama. Prowincjał nie przewidział jednak, że z Warszawy bliżej do siedziby TVN niż z Krakowa i że dziennikarze nie tylko telewizyjni to wykorzystają. Przede wszystkim dlatego, że ks. Boniecki to duchowny, który mediów się nie boi i nie odmawia komentarzy. We wtorek okazało się dlaczego. Wojciech Bonowicz, który podczas spotkania w kinie Kijów był jednym z tych, którzy mieli odpytywać Mistrza (obok s. Małgorzaty Chmielewskiej i Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, dziennikarki TVN prowadzącej dyskusję), zdradził przyczynę częstych kontaktów ks. Adama z mediami. - Kiedyś miałem pretensje do Adama, że coś za szybko skomentował, że może trzeba było poczekać. Zadałem mu pytanie: dlaczego?, a on na to: "Wiesz, to wszystko przez dobre wychowanie".

Łagodny człowiek pomost

Dobre wychowanie ks. Bonieckiego Katarzyna Kolenda-Zaleska potwierdziła materiałem dowodowym. Dziennikarka, przygotowując się do spotkania, zrobiła statystykę występów duchownego w TVN. Okazało się, że w ciągu dekady wypowiadał się tylko dla tej stacji około 300 razy. - To mnie zgubiło - żartował bohater spotkania. Wśród komentowanych przez niego spraw były nie tylko tematy kościelne, ale też np. pakt stabilizacyjny pomiędzy PiS, LPR i Samoobroną. Tematyczną wyliczankę konstatował Bonowicz: - Nie wiem, czy Adam zna się na tych wszystkich sprawach, które komentował, ale ludzie nie mają gdzie i komu zadawać pytań, a Adam nie odmawia. Z tego powodu popada w kłopoty. Wybrał rolę pomostu i dlatego krytykowany jest z różnych pozycji. Jedni zarzucają mu, że odpowiada za prawicowo-nacjonalistyczny skręt "Tygodnika Powszechnego", a inni w tym samym czasie atakują go za to, że jest dyżurnym księdzem "Gazety Wyborczej" i TVN. Tego na zdrowy rozum nie da się pogodzić, ale widocznie taka rola pomostu.

Jeszcze inaczej fenomen popularności ks. Bonieckiego tłumaczy s. Chmielewska. Zakonnicę uderza w duchownym łagodność w kontaktach ze światem. - Taki stan osiąga się nie od razu. To lata pracy i odrzucanie lęku w kontaktach z innymi.

Sam duchowny uważa, że rola męczennika, która mu przypadła w udziale, podbija jego popularność. - To miłe, ale też wiem, że zrobiłem się taką primabaleriną Kościoła i niedorżniętą ofiarą inkwizycji. I kogoś takiego ludzie przychodzą oglądać i słuchać. Spotkania cieszą, te wszystkie cudowne pochwały... Ale uwaga: z kaznodzieją jest najgorzej nie wtedy, gdy ludzie patrzą na zegarki, ale wtedy, gdy podnoszą zegarek do ucha albo w niego stukają, by sprawdzić, czy chodzi.

Biskupa księża chwalili

Ks. Boniecki przyznaje, że w pewnym sensie jego krytycy mieli rację: zakaz wypowiadania się w mediach zdjął z niego ciężar odpowiedzialności. - Przychodzi do mnie ktoś z pisma akademickiego i prosi o komentarz, a ja z całą powagą: "Nie mogę, moi drodzy, obłożony zakazem jestem". Oni na to, że rozumieją, ale musieli spytać i po sprawie, a sława i popularność są...

Nic dziwnego, że kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, spotkawszy duchownego, przywitał go: "Witam najbardziej znanego księdza w Polsce". - Można to polubić - ironizował ks. Boniecki.

Metropolita warszawski w rewanżu dostał pochwałę od ks. Bonieckiego. Przede wszystkim za list do kapłanów, w którym hierarcha redefiniuje rolę Kościoła i zwraca uwagę, że czasy 90-procentowego poparcia w Polsce już się skończyły. - Nie jest rolą Kościoła wprowadzenie chrześcijańskiego ustawodawstwa, bo za chwilę przyjdzie inna koalicja i zmieni ustawy. Terenem naszego działania jest człowiek. Niestety, praca dla instytucji powoduje, że zapomina się, po co my to wszystko robimy - mówił redaktor senior.

Diagnoza sytuacji Kościoła w Polsce postawiona przez ks. Bonieckiego nie jest miła dla księży, ale cenna dla tych, którzy chcą słuchać. Nie można redaktorowi seniorowi odmówić racji, gdy krytykuje duchownych za oderwanie od świata, zanik umiejętności rozmowy, odseparowanie od świeckich, poszukiwanie złudnego poczucia bezpieczeństwa. - Nurt jest gdzieś indziej, a my powoli zostajemy na brzegu. Cieszymy się, że kościoły są wciąż pełne, ale to się zmienia - oceniał. Jego zdaniem problemem katolików (duchownych i świeckich) jest brak pewności wiary. - Ktoś, kto wie, że Bóg go prowadzi, nie będzie się rzucał na innych. Jesteśmy agresywni, bo nie jesteśmy pewni swoich racji - mówił.

Mówiąc o dialogu w Kościele i dworskich obyczajach, ks. Boniecki przywołał "Tygodnikowy" tekst Tadeusza Żychiewicza, w którym autor świetnie ujął tego rodzaju dialog: "Biskup mówił pięknie, a księża go chwalili".

O czym warto rozmawiać, o co warto się spierać? Zdaniem ks. Bonieckiego za wiele w naszych dyskusjach i kłótniach tematów zastępczych. W jednym z najnowszych tygodnikowych felietonów pisze: "Z przyjemnością śledzę spór wokół ACTA. Nareszcie spór o coś ważnego, nie jakieś spory zastępcze o Nergala czy o krzyż w Sejmie. Bo spór o granice wolności słowa, o prawo do własności intelektualnej, o granice tajności urzędowych dokumentów to spór o sprawy realne. Rzeczy niegdyś oczywiste okazują się dziś, przy nowych technologiach, bynajmniej nie takie".

Ks. Boniecki wykorzystuje swój czas. Trzeba przyznać, że robi to profesjonalnie. Prowincjał, nakładając na niego zakaz wypowiadania się dla mediów, zwiększył mimowolnie ciężar gatunkowy publicystyczno-duchowego autorytetu duchownego, a ks. Boniecki skorzystał z okazji, by jego głos był jeszcze bardziej słyszalny. Hołownia niech się ma na baczności.

Ksiądz Adam Boniecki

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Pochodzi z rodziny ziemiańskiej. Jego ojciec Michał Fredro-Boniecki zginął w 1944 r. z rąk gestapowców. Młody Boniecki uczył się m.in. w gimnazjum prowadzonym przez Zgromadzenie Księży Marianów. W 1952 r. wstąpił do tego zakonu. Studia kończył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim - dyplom z katolickiej nauki społecznej. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1960 r. z rąk bp. Antoniego Pawłowskiego. Studiował też w Paryskim Instytucie Katolickim. Był redaktorem naczelnym polskiej edycji "L'Osservatore Romano" (1979-1991). Od 1964 r. związany z "Tygodnikiem Powszechnym". W 1991 r. został asystentem kościelnym pisma, a po śmierci Jerzego Turowicza redaktorem naczelnym "TP" (od 1999 r.). Po oddaniu sterów młodszemu pokoleniu redaktorów pisuje cotygodniowe felietony. Jest autorem m.in. podawanego przez wszystkich biografów Jana Pawła II jako źródło "Kalendarium życia Karola Wojtyły". W 2011 r. prezydent Bronisław Komorowski odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów