Górskie akcje ratownicze. Czy turysta powinien płacić?
05.02.2012
, aktualizacja: 05.02.2012 09:43
Kilkaset akcji przeprowadzili od początku tego roku ratownicy z GOPR i TOPR. Kilkadziesiąt z nich dotyczyło poszukiwań osób, które zabłądziły w górach. Ratownicy przyznają, że te interwencje są bardzo kosztowne; ich zdaniem kosztami jednak nie można obarczać turystów.
ZOBACZ TAKŻE
- Nie brakuje turystów na szlakach i stokach (03-02-12, 22:22)
- Ratownicy GOPR sprowadzili pięciu turystów (03-02-12, 19:15)
- Dlaczego turyści lekceważą Babią Górę? (23-01-12, 00:00)
- GOPR sprowadziło z Babiej Góry kolejnych turystów (22-01-12, 16:24)
- Ratownicy odnaleźli ciało poszukiwanej turystki (07-03-12, 09:36)
- Skargi turystów. Dlaczego nie ma asfaltu w górach? (05-03-12, 08:00)
- Dlaczego turyści nie płacą gdy ratuje ich GOPR (27-02-12, 10:50)
- Obrońcy zwierząt przeciwko góralskim wyścigom (21-02-12, 08:00)
- Kryzys nie wystraszył gości z górskich kurortów (20-02-12, 09:00)
- Goprowcy pomogli nastoletnim turystom z Krakowa (15-02-12, 21:54)
- Prawie 10 mln dla ratowników górskich (14-02-12, 14:31)
- Chcą, aby Zakopane było wolne od fajerwerków (14-02-12, 11:00)
- Mężczyzna z odmrożeniami znaleziony w Tatrach (13-02-12, 14:20)
- Trzy akcje ratunkowe GOPR: uratowali 27 turystów (22-01-12, 09:27)
- W góry z detektorem, sondą i łopatką (18-01-12, 10:00)
- Wybierasz się w góry? Przejdź szkolenie lawinowe (10-01-12, 22:00)
- Tatry: Ratownicy sprowadzają biwakujących turystów (09-01-12, 18:00)
- Nowe przepisy na narciarskich stokach. Znasz? (29-12-11, 07:00)
- TOPR-owcy przyjęli kobietę. Po 30-letniej przerwie (19-11-11, 17:00)
- TOPR świętował swoją 102 rocznicę (31-10-11, 13:31)
- Nowoczesny system ratowniczy dla GOPR (13-07-11, 16:01)
SONDAŻ
Kwestie finansowania ratownictwa górskiego do niedawna regulowała ustawa o finansach publicznych oraz ustawa o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Środki na ten cel przekazywane były z budżetu państwa oraz pochodziły ze źródeł własnych organizacji. Obecnie przepisy te reguluje ustawa o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich, która weszła w życie w styczniu br. Zgodnie z nią akcje finansowane są w ramach dotacji celowych, przyznawanych z części budżetu państwa przez szefa MSW, z dotacji przydzielanych przez jednostki samorządu terytorialnego oraz z części opłat pobieranych za wstęp i udostępnienie wejścia do parku narodowego lub krajobrazowego, a także od sponsorów.
Od lat pojawiają się jednak głosy, że powinno być opracowane rozwiązanie umożliwiające pokrywanie kosztów akcji np. poprzez obowiązkowe ubezpieczanie się osób idących w góry. Tym bardziej, że koszt takiej akcji ratowniczej może wynieść nawet kilkaset tysięcy zł.
Pytana o sprawę rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak powiedziała PAP, że w resorcie nie są obecnie prowadzone prace nad nowymi rozwiązaniami w zakresie finansowania ratownictwa górskiego. Jak przypomniała, ustawa, która weszła w życie w styczniu, reguluje te kwestie. - Na pewno będziemy analizować, jak sprawdzają się zawarte w niej przepisy - dodała.
Jak podkreśla naczelnik podhalańskiej grupy GOPR Mariusz Zaród: - Jesteśmy powołani po to, aby nieść pomoc ludziom w górach, każdy ratownik-ochotnik, przystępując do służby, składa przysięgę, która mówi, że bez względu na porę dnia i warunki pójdzie ratować potrzebujących. Jesteśmy po to, żeby pomagać, nigdy nie mówimy uratowanym turystom, że są nieodpowiedzialni.
Według niego karanie turystów za nieuzasadnione wezwania ratownicze w górach mogłoby spowodować, że ci, którzy by potrzebowali pomocy, obawialiby się wezwania ratowników górskich. Mogliby przy tym ryzykować np. "samodzielnym zejściem z gór".
Podobnego zdania jest wieloletni ratownik, poseł PO Piotr Van der Coghen, ale - jak podkreśla - problem warto w jakiś sposób rozwiązać. - Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż by się wydawało i tu nie ma prostego rozwiązania. Z punktu widzenia ludzi, którzy nie chodzą po górach, sprawa jest jasna. Jeśli ktoś idzie gdzieś i ryzykuje, a później oczekuje ratunku, to powinien być odpowiedzialny za to, co robi. Boję się jednak, że jeśli zostanie wprowadzona odpłatność za akcję, to będzie więcej tragedii - zaznaczył w rozmowie z PAP.
Jak dodał, może też być taka sytuacja, w której np. rodzina czy opiekunowie zaginionej osoby, bojąc się konsekwencji finansowych, będą bały się zawiadamiać ratowników lub będą zawiadamiać ich wtedy, gdy już będzie za późno. - Celem ratownictwa jest to, aby ratownik doszedł do osoby, która potrzebuje pomocy jak najszybciej - zaznaczył.
Według niego są też inne zagrożenia, z którymi już teraz borykają się np. ratownicy w Alpach. - Jeżeli byłaby to typowa zależność ratunek - faktura, mogłoby dochodzić do sytuacji, w której ratownicy mieliby "wirtualne" pieniądze, bo uratowana osoba byłaby np. niewypłacalna. - Nie chciałbym też, aby doszło do takiej sytuacji, że jeśli ratownictwo górskie jest odpłatne, to nie będzie dostawać dotacji rządowych - dodał.
Jak przypomniał, rozpatrywano już różne pomysły uregulowania tej kwestii, koszty akcji są bowiem bardzo duże. Jednym z pomysłów było to, aby na ratownictwo odprowadzana była jakaś bardzo mała część od każdej z usług, np. od sprzedanych noclegów, karnetów na wyciąg itp. - Jeśli chodzi o masowe ubezpieczenie, wymaga to zmiany szeregu ustaw. Myśmy się nad tym zastanawiali podczas procedowania ustawy o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach, ale legislatorzy powiedzieli, że to wymaga zmian w szeregu ustaw i konsultacji, czy nie są sprzeczne z konstytucją. Każde radykalne posunięcie w tym zakresie powinno być przemyślane, żeby nie wylać dziecka z kąpielą - dodał poseł.
Tymczasem ratownicy grupy beskidzkiej GOPR interweniowali już w tym roku ok. 400 razy. 18 akcji to były poszukiwania zaginionych. - To ogromna liczba. W ciągu ostatnich 10 lat nie mieliśmy w ciągu miesiąca tak dużej liczby wypraw. Sami nie wiemy, jak to wyjaśnić - powiedział naczelnik grupy Jerzy Siodłak.
Najtrudniejszą noc GOPR-owcy przeżyli z 21 na 22 stycznia. Z gór sprowadzili blisko 30 osób, które zagubiły się w rejonie szczytów Babiej Góry i Baraniej Góry. - Obliczyliśmy, że tamta noc kosztowała nas blisko 200 tys. zł. Za akcje zapłacimy sami z pieniędzy, które zarobiliśmy jeszcze w ubiegłym roku, bo dotychczas nie otrzymaliśmy funduszy z budżetu państwa. Zawsze tak jest na początku roku. Z zarobionych pieniędzy musimy choćby płacić za paliwo - powiedział Siodłak.
200 tys. zł to ogromna kwota dla grupy beskidzkiej, która na działalność otrzymuje rocznie z budżetu państwa ok. 1,2 mln zł. Drugie tyle ratownicy pozyskują od sponsorów lub wypracowują sami - np. obsługując imprezy, wykonując działania dla innych służb, albo realizując zamówienia dla dużych koncernów, choćby przy imprezach integracyjnych.
Podobnie jest w przypadku ratowników tatrzańskich. Od początku roku w Tatrach doszło już do kilkunastu interwencji ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, głównie dotyczyły one zabłądzeń, żadna z nich nie dotyczyła tragicznego wypadku. Ratownicy TOPR pomagali m.in. turystom, którzy mimo zakazu przez kilka dni biwakowali w górach i nie potrafili samodzielnie zejść z gór.
Roczny budżet TOPR wynosi 5,6 mln zł, z czego 3,6 mln zł pochodzi z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ponadto Tatrzański Park Narodowy przeznacza dla TOPR 15 proc. wpływów z biletów wstępu, reszta pieniędzy na działalność pochodzi od sponsorów oraz z działalności ratowników przy zabezpieczaniu imprez sportowych oraz wyciągów narciarskich.
Ratownicy zwracają uwagę jeszcze na jeden fakt. Ratownictwo medyczne w Polsce jest bezpłatne, jednak każdy turysta wchodzący na teren parku narodowego kupuje bilet, z którego 15 proc. dochodu przekazywane jest na działalność organizacji ratowniczej działającej na terenie danego parku. W przypadku Tatrzańskiego Parku Narodowego 15 proc. z dochodu za wstęp na teren parku przekazywane jest na rzecz Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Oznacza to, że każdy turysta wnosi opłatę na rzecz organizacji ratowniczej działającej na terenie parku narodowego, po którym wędruje - powiedział PAP wiceprezes TOPR Czesław Ślimak. Zdaniem Ślimaka obowiązujący w Polsce system prawny nie pozwala na wprowadzenie w Polsce odpłatnych akcji ratowniczych.
Z kolei np. na Słowacji wszystkie interwencje ratownicze są płatne. Koszty akcji pokrywa ubezpieczyciel, jeżeli poszkodowany był ubezpieczony; w przeciwnym razie za akcję ratunkową turysta płaci z własnej kieszeni.
Od lat pojawiają się jednak głosy, że powinno być opracowane rozwiązanie umożliwiające pokrywanie kosztów akcji np. poprzez obowiązkowe ubezpieczanie się osób idących w góry. Tym bardziej, że koszt takiej akcji ratowniczej może wynieść nawet kilkaset tysięcy zł.
Pytana o sprawę rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak powiedziała PAP, że w resorcie nie są obecnie prowadzone prace nad nowymi rozwiązaniami w zakresie finansowania ratownictwa górskiego. Jak przypomniała, ustawa, która weszła w życie w styczniu, reguluje te kwestie. - Na pewno będziemy analizować, jak sprawdzają się zawarte w niej przepisy - dodała.
Jak podkreśla naczelnik podhalańskiej grupy GOPR Mariusz Zaród: - Jesteśmy powołani po to, aby nieść pomoc ludziom w górach, każdy ratownik-ochotnik, przystępując do służby, składa przysięgę, która mówi, że bez względu na porę dnia i warunki pójdzie ratować potrzebujących. Jesteśmy po to, żeby pomagać, nigdy nie mówimy uratowanym turystom, że są nieodpowiedzialni.
Według niego karanie turystów za nieuzasadnione wezwania ratownicze w górach mogłoby spowodować, że ci, którzy by potrzebowali pomocy, obawialiby się wezwania ratowników górskich. Mogliby przy tym ryzykować np. "samodzielnym zejściem z gór".
Podobnego zdania jest wieloletni ratownik, poseł PO Piotr Van der Coghen, ale - jak podkreśla - problem warto w jakiś sposób rozwiązać. - Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż by się wydawało i tu nie ma prostego rozwiązania. Z punktu widzenia ludzi, którzy nie chodzą po górach, sprawa jest jasna. Jeśli ktoś idzie gdzieś i ryzykuje, a później oczekuje ratunku, to powinien być odpowiedzialny za to, co robi. Boję się jednak, że jeśli zostanie wprowadzona odpłatność za akcję, to będzie więcej tragedii - zaznaczył w rozmowie z PAP.
Jak dodał, może też być taka sytuacja, w której np. rodzina czy opiekunowie zaginionej osoby, bojąc się konsekwencji finansowych, będą bały się zawiadamiać ratowników lub będą zawiadamiać ich wtedy, gdy już będzie za późno. - Celem ratownictwa jest to, aby ratownik doszedł do osoby, która potrzebuje pomocy jak najszybciej - zaznaczył.
Według niego są też inne zagrożenia, z którymi już teraz borykają się np. ratownicy w Alpach. - Jeżeli byłaby to typowa zależność ratunek - faktura, mogłoby dochodzić do sytuacji, w której ratownicy mieliby "wirtualne" pieniądze, bo uratowana osoba byłaby np. niewypłacalna. - Nie chciałbym też, aby doszło do takiej sytuacji, że jeśli ratownictwo górskie jest odpłatne, to nie będzie dostawać dotacji rządowych - dodał.
Jak przypomniał, rozpatrywano już różne pomysły uregulowania tej kwestii, koszty akcji są bowiem bardzo duże. Jednym z pomysłów było to, aby na ratownictwo odprowadzana była jakaś bardzo mała część od każdej z usług, np. od sprzedanych noclegów, karnetów na wyciąg itp. - Jeśli chodzi o masowe ubezpieczenie, wymaga to zmiany szeregu ustaw. Myśmy się nad tym zastanawiali podczas procedowania ustawy o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach, ale legislatorzy powiedzieli, że to wymaga zmian w szeregu ustaw i konsultacji, czy nie są sprzeczne z konstytucją. Każde radykalne posunięcie w tym zakresie powinno być przemyślane, żeby nie wylać dziecka z kąpielą - dodał poseł.
Tymczasem ratownicy grupy beskidzkiej GOPR interweniowali już w tym roku ok. 400 razy. 18 akcji to były poszukiwania zaginionych. - To ogromna liczba. W ciągu ostatnich 10 lat nie mieliśmy w ciągu miesiąca tak dużej liczby wypraw. Sami nie wiemy, jak to wyjaśnić - powiedział naczelnik grupy Jerzy Siodłak.
Najtrudniejszą noc GOPR-owcy przeżyli z 21 na 22 stycznia. Z gór sprowadzili blisko 30 osób, które zagubiły się w rejonie szczytów Babiej Góry i Baraniej Góry. - Obliczyliśmy, że tamta noc kosztowała nas blisko 200 tys. zł. Za akcje zapłacimy sami z pieniędzy, które zarobiliśmy jeszcze w ubiegłym roku, bo dotychczas nie otrzymaliśmy funduszy z budżetu państwa. Zawsze tak jest na początku roku. Z zarobionych pieniędzy musimy choćby płacić za paliwo - powiedział Siodłak.
200 tys. zł to ogromna kwota dla grupy beskidzkiej, która na działalność otrzymuje rocznie z budżetu państwa ok. 1,2 mln zł. Drugie tyle ratownicy pozyskują od sponsorów lub wypracowują sami - np. obsługując imprezy, wykonując działania dla innych służb, albo realizując zamówienia dla dużych koncernów, choćby przy imprezach integracyjnych.
Podobnie jest w przypadku ratowników tatrzańskich. Od początku roku w Tatrach doszło już do kilkunastu interwencji ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, głównie dotyczyły one zabłądzeń, żadna z nich nie dotyczyła tragicznego wypadku. Ratownicy TOPR pomagali m.in. turystom, którzy mimo zakazu przez kilka dni biwakowali w górach i nie potrafili samodzielnie zejść z gór.
Roczny budżet TOPR wynosi 5,6 mln zł, z czego 3,6 mln zł pochodzi z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ponadto Tatrzański Park Narodowy przeznacza dla TOPR 15 proc. wpływów z biletów wstępu, reszta pieniędzy na działalność pochodzi od sponsorów oraz z działalności ratowników przy zabezpieczaniu imprez sportowych oraz wyciągów narciarskich.
Ratownicy zwracają uwagę jeszcze na jeden fakt. Ratownictwo medyczne w Polsce jest bezpłatne, jednak każdy turysta wchodzący na teren parku narodowego kupuje bilet, z którego 15 proc. dochodu przekazywane jest na działalność organizacji ratowniczej działającej na terenie danego parku. W przypadku Tatrzańskiego Parku Narodowego 15 proc. z dochodu za wstęp na teren parku przekazywane jest na rzecz Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Oznacza to, że każdy turysta wnosi opłatę na rzecz organizacji ratowniczej działającej na terenie parku narodowego, po którym wędruje - powiedział PAP wiceprezes TOPR Czesław Ślimak. Zdaniem Ślimaka obowiązujący w Polsce system prawny nie pozwala na wprowadzenie w Polsce odpłatnych akcji ratowniczych.
Z kolei np. na Słowacji wszystkie interwencje ratownicze są płatne. Koszty akcji pokrywa ubezpieczyciel, jeżeli poszkodowany był ubezpieczony; w przeciwnym razie za akcję ratunkową turysta płaci z własnej kieszeni.
- 120 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Re: Górskie akcje ratownicze. Czy turysta powinie
xelene
05.02.12, 18:39
to proste ,turysci powinni byc ubezpieczni gdy ida w gory a ubezpieczyciel powinien placic TOPRowi.»
-
Górskie akcje ratownicze. Czy turysta powinien ...
poborowy102
05.02.12, 19:29
sory nie "strasznie drogo" tylko "strasznie tanio", mamy bardzo podobne ceny do zachodnich, tylko zarobki znacznie niższe.»
-
PoLskie góry znam jak wlasną kieszeń i
guru133
05.02.12, 21:38
bardzo często spotykałem w nich bezrozumnych "turystów" i bufonowatych narciarzy, którym wydawało się iż są the best a góry do nich należą, ale do czasu, kiedy to okazywało się iz bez pomocy»
Najczęściej czytane24 htydzień







więcej zdjęć

