Zakupy w sieci: bez zapłaty, bez konsekwencji

Jarosław Sidorowicz
07.02.2012 , aktualizacja: 06.02.2012 21:38
A A A Drukuj
Pół roku temu mieszkaniec Krakowa zamówił artykuły za 600 zł w internetowym sklepie. Towar odebrał, ale nie zapłacił. Właściciele sklepu przekazali krakowskim śledczym komplet danych zamawiającego. A ci sprawę umorzyli. Powód? Nie mogą ustalić sprawcy.
Komputer
fot. AG
Komputer
Pierwszy raz mamy do czynienia z taką sytuacją - bezradnie rozkłada ręce właściciel sklepu internetowego z Wielkopolski, jednego z pierwszych w Polsce prowadzących w sieci sprzedaż artykułów spożywczych i chemii gospodarczej.

Zamówienie w sklepie złożono w czerwcu zeszłego roku. Mężczyzna wcześniej telefonicznie dopytywał się o termin. Interesował się też, czy realizacja nastąpi, gdy wyśle potwierdzenie złożonego polecenia przelewu. - W taki sposób realizujemy dziesiątki zamówień, więc nie było w tym nic dziwnego - mówi Hanna Kuna, współprowadząca z ojcem sklep internetowy.

Kilka dni później przyszło bardzo obszerne zamówienie: od proszków do prania po boczek i karmę dla psów. W sumie na ponad 600 zł. Niedługo potem zamawiający nadesłał mailem potwierdzenie złożonego polecenia przelewu kwoty za zakupy. Pod wskazany w zamówieniu krakowski adres dostarczono paczkę. Odebrał mężczyzna, podpisał się na dokumencie potwierdzającym odbiór. Tyle że pieniądze za zakup nigdy nie dotarły na konto sklepu. - Kilkakrotnie dzwoniliśmy do tego pana. Najpierw tłumaczył, że bank przez pomyłkę cofnął przelew, potem, że zapłaci z innego konta, w końcu przestał odbierać telefony - relacjonuje córka właściciela. Nie mogąc wyegzekwować płatności, zawiadomili poznańską policję. - Całą sytuację zrelacjonowałam podczas przesłuchania. Przekazaliśmy imię i nazwisko zamawiającego, jego adres, telefon, nawet IP komputera. Po kilku dniach dostałam informacje z poznańskiej policji, że zamawiający jest namierzony, a sprawa jest prosta - opowiada Hanna Kuna. Jak przyznaje, dopiero funkcjonariusze zwrócili jej uwagę na różnice w czcionce na potwierdzeniu przelewu. - Powiedzieli, że sprawca mógł użyć programu, za pomocą którego po wygenerowaniu jakiegoś dokumentu potwierdzającego przelew zmienił w nim dane i kwotę - opowiada córka właściciela sklepu.

Ponieważ przestępstwa dokonano w Krakowie, sprawę przekazano krakowskim funkcjonariuszom. I tu przybrała nieoczekiwany obrót. Bo śledczy z Krakowa stwierdzili, że nie są w stanie wykryć sprawcy. Właściciel sklepu internetowego przyznaje, że nie mógł uwierzyć, gdy zobaczył pismo o umorzeniu postępowania. - Wszystko było wyłożone jak na tacy. Cóż można było jeszcze zrobić?! - rozkłada ręce.

Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji, przyznaje, że mężczyzna potwierdził, iż odebrał przesyłkę, i komputer był w jego domu, ale przekonuje, że o umorzeniu zdecydowała prokuratura. - My tylko wysłaliśmy materiały.

Prokurator Jacek Para prostuje: - Policja wnioskowała o postawienie zarzutów bądź umorzenie. Śledczy wybrali to drugie rozwiązanie. Dlaczego? - Mężczyzna mieszkał wtedy razem z kobietą. Komputer był jego, ale konto jej. I oboje wzajemnie się obciążali. Nie byliśmy w stanie ustalić, kto wygenerował potwierdzenie dyspozycji przelewu, bo tam przecież nie ma podpisów. A ponieważ nie można było udowodnić działania w porozumieniu, jedynym wyjściem było umorzenie - tłumaczy prokurator Jacek Para, szef prokuratury Kraków-Podgórze.

- Przecież z tym panem kilkakrotnie rozmawialiśmy przez telefon w sprawie płatności, była też korespondencja, więc jak mógł nie wiedzieć o zamówieniu? - dziwi się córka właściciela sklepu.

Dziwi się też prof. Zbigniew Ćwiąkalski, b. minister sprawiedliwości. - W tej sprawie są pewne oczywiste tropy: ktoś przecież odebrał towar i podpisał się na potwierdzeniu odbioru. Istotne jest też, kto jest właścicielem komputera, bo przecież musiał go udostępnić osobie wykonującej zamówienie i generującej rzekomy przelew. Można też zrobić konfrontacje między tymi osobami. Ale niestety, nierzadko zwycięża oportunizm. Dopiero jak strona się zażali i sąd nakaże dodatkowe czynności, to wtedy się je wykonuje - mówi Zbigniew Ćwiąkalski.

Prokurator Jacek Para: - Mężczyzna, który odebrał paczkę, zeznał, że był przekonany, iż opłaciła ją już jego współtowarzyszka. Owszem, nie było konfrontacji, gdyż kobieta wyjechała i mieliśmy problem z ustaleniem miejsca jej pobytu.

Dariusz Nowak przyznaje, że tydzień po tej sprawie wyszło na jaw kolejne zamówienie w innym sklepie. I w tej sprawie zarzuty zostały już postawione, tyle że przez inną prokuraturę.

Właściciele sklepu z Wielkopolski od umorzenia odwołali się do sądu. Czekają na decyzję. - Najgorsze jest to, że wielu ludziom wydaje się, że oszustwa przez internet są bezkarne, bo nikt do nich nie dojdzie. A powinni mieć świadomość, że prędzej czy później poniosą konsekwencje - nie kryje goryczy Hanna Kuna.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • Zakupy w sieci: bez zapłaty, bez konsekwencji brykant 07.02.12, 11:31

    W krakowskim MORD-zie była podobna sytuacja. Żadna z dwóch kasjerek nie przyznała się do przywłaszczenia pieniędzy za egzaminy, więc prokuratura sprawę umorzyła, ze względu na brak »

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu