Zrabowany zegarek doprowadził do ciała
08.02.2012
, aktualizacja: 07.02.2012 20:50
Policja odnalazła ciało poszukiwanej od ponad roku mieszkanki Krakowa Małgorzaty Szabatowskiej. - Już nie mamy wątpliwości, że było to zabójstwo, ale sprawa nadal jest - mówią śledczy. Najbardziej zaskakuje sposób, w jaki policjanci natrafili na zwłoki.
ZOBACZ TAKŻE
- Młodzi Francuzi na wycieczce okradali galerie handlowe (09-02-12, 14:16)
- Biegli: na ciele Małgorzaty są ślady obrażeń (07-02-12, 13:10)
- Znaleziono zwłoki Małgorzaty Szabatowskiej. Zabójstwo? (07-02-12, 10:08)
- Zagadkowa śmierć studenta w Krakowie (21-01-12, 08:00)
- "Kuśnierz" ciągle niezłapany (07-01-12, 20:00)
- Tajemnica zaginęcia Pawła Krasnego (15-11-11, 07:00)
- Zaginęła bez śladu. Śledztwo umorzone (04-10-11, 07:00)
"Małgosia nie żyje. Znaleziono jej ciało. Dziękujemy wszystkim za pomoc w poszukiwaniach" - napisała na jednym z regionalnych portali internetowych siostra poszukiwanej od ponad roku Małgorzaty Szabatowskiej. To właśnie od niej przyjaciółka Małgorzaty Magdalena Biltek dowiedziała się o odnalezieniu zwłok koleżanki. - To była bardzo krótka rozmowa. Powiedziała, że Gosia nie żyje i że pogrzeb będzie w czwartek - opowiada.
Ciało zaginionej w listopadzie 2010 roku Małgorzaty Szabatowskiej znaleziono 1 stycznia. Było zakopane na terenie działki rolnej niedaleko Liszek w Małopolsce. - Wykonano badania DNA, które potwierdziły, że są to zwłoki poszukiwanej 31-letniej kobiety. Najprawdopodobniej została zabita i jak wskazuje rozkład zwłok, stało się to w dniu zaginięcia - poinformował Dariusz Nowak z małopolskiej policji. Sekcja zwłok wykazała złamanie nosa i dwóch żeber. Są to obrażenia czynne, czyli przez kogoś zadane. Jednak szczątki leżały w ziemi zbyt długo, by można było stwierdzić ślady pobicia. - Nadal nie znamy przyczyn śmierci pokrzywdzonej, dlatego wystąpiliśmy o szczegółowe badania medyczne, by je poznać - mówi Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Małgorzata Szatabowska pracowała w krakowskim oddziale Eurobanku. Pochodziła z Podkarpacia, studiowała w Warszawie. W Krakowie mieszkała pięć lat. Miała wąskie grono przyjaciół, udzielała się w środowisku katolickim. 16 listopada 2010 r. koleżanka z banku Magdalena Biltek, którą przełożeni zaalarmowali o tym, że jej przyjaciółka nie stawiła się w pracy i nie odbiera komórki, poszła do jej mieszkania, do którego miała klucze. - W zlewie stał talerz z niedojedzoną zupą, na szafce nierozpakowane zakupy. Buty, płaszcz były w domu. Nie było tylko Gośki - opowiadała. Policja przez rok sprawdzała wszystkie możliwe ślady. Ale z każdym następnym tropem sprawa komplikowała się coraz bardziej.
Zabójstwo z premedytacją?
Przede wszystkim sprawdzono logowania jej dwóch telefonów komórkowych w dniu zaginięcia. Odtworzenie trasy na tej podstawie wykazało, że Małgorzata musiała przemierzyć odcinek z domu na Kurdwanowie do ul. Zakopiańskiej, zanim urwał się sygnał. Nie wiadomo w jakim czasie - to dałoby odpowiedź, czy była w samochodzie, czy szła pieszo. Prawie nikt nie widział, jak wychodziła z domu. - Idącą kobietę zauważyli ok. godz. 18 robotnicy z pobliskiej budowy. Na podstawie ich zeznań trudno jednak powiedzieć, czy wyszła z domu ponownie, czy też wracała z zakupami - mówi Dariusz Nowak. Sygnały w obu aparatach urwały się w okolicach Zakrzówka. Zalew przeczesywano kilka razy - płetwonurkowie z sonarem szukali w wodzie, antyterroryści sprawdzali na półkach skalnych. Bez efektów. Czy ktoś celowo wrzucił aparaty lub karty SIM do wody, by zatrzeć ślady? Telefonów, mimo zastosowania najnowszych technologii, nigdy nie odnaleziono. Prokuratura zakwalifikowała sprawę jako "pozbawienie wolności".
Kto się boi wykrywacza kłamstw
W mieszkaniu na Kurdwanowie sprawdzonym przez lampy UV nie znaleziono śladów walki. Ten fakt oraz inne (np. niedojedzona zupa, pozostawiona odzież) mogą wskazywać na to, że Małgorzatę wywabił stamtąd ktoś znajomy. 16 kamer z osiedlowego monitoringu niczego jednak nie zarejestrowało. Co ciekawe, mieszkanie Małgorzaty po tym, jak zaginęła, było zamknięte na dolny zamek, którego właścicielka nie używała, bo się zacinał. Z okolic Zakrzówka, gdzie urwał się sygnał komórki, do Liszek jest kilkanaście kilometrów. Prokuratura zwróciła się do kilku osób z grona Małgorzaty o zgodę na zbadanie wykrywaczem kłamstw (nie jest to obowiązkowe, a wynik badania nie stanowi dowodu w sądzie). Nie zgodziła się jedna osoba: to mężczyzna, emocjonalnie związany z Małgorzatą.
Tajemniczy szabrownik z Liszek
Sposób, w jaki natrafiono na ciało Małgorzaty, jest najbardziej zaskakującym zwrotem w tym śledztwie. Miejsce zakopania Szabatowskiej wskazał bowiem mężczyzna, który... ściągnął z jej zwłok zegarek. Nie wiadomo, skąd wiedział o miejscu, w którym były zakopane szczątki kobiety. Czy był przy ukrywaniu ciała, czy zabrał biżuterię później? Śledczy milczą.
Wiadomo tylko, że policjanci rozpoznali zegarek. Mężczyzna po przesłuchaniu wskazał miejsce, w którym znajdowały się zwłoki.
Mężczyzna ma opinię "zbieracza", żyje z szabrownictwa. To wskazywałoby na to, że nie brał udziału w zbrodni. Prokuratura na razie nie informuje o postawieniu mu zarzutów.
- Odnalezienie zwłok było przypadkowe - ucina prokurator Marcinkowska.
Jeżeli Małgorzatę zabiłby ktoś dla rabunku, to dlaczego w mieszkaniu nie było śladów walki czy plądrowania i nic nie zginęło? Tropem do odpowiedzi na to pytanie może być wątek, który wcześniej badano. W pomieszczeniach znajdujących się piętro wyżej nad mieszkaniem Małgorzaty często nocowali bezdomni. Kobieta im pomagała, m.in. dzieląc się jedzeniem. Jeden z bezdomnych zniknął z Kurdwanowa w tym samym czasie, kiedy zaginęła Szabatowska. Śledczy do niego dotarli, ale przesłuchanie nic nie wniosło.
Po odnalezieniu zwłok sprawę przejął wydział śledczy Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Co jest powodem tej decyzji? - Ciężar gatunkowy oraz zawiłość sprawy - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska.
Ciało zaginionej w listopadzie 2010 roku Małgorzaty Szabatowskiej znaleziono 1 stycznia. Było zakopane na terenie działki rolnej niedaleko Liszek w Małopolsce. - Wykonano badania DNA, które potwierdziły, że są to zwłoki poszukiwanej 31-letniej kobiety. Najprawdopodobniej została zabita i jak wskazuje rozkład zwłok, stało się to w dniu zaginięcia - poinformował Dariusz Nowak z małopolskiej policji. Sekcja zwłok wykazała złamanie nosa i dwóch żeber. Są to obrażenia czynne, czyli przez kogoś zadane. Jednak szczątki leżały w ziemi zbyt długo, by można było stwierdzić ślady pobicia. - Nadal nie znamy przyczyn śmierci pokrzywdzonej, dlatego wystąpiliśmy o szczegółowe badania medyczne, by je poznać - mówi Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Małgorzata Szatabowska pracowała w krakowskim oddziale Eurobanku. Pochodziła z Podkarpacia, studiowała w Warszawie. W Krakowie mieszkała pięć lat. Miała wąskie grono przyjaciół, udzielała się w środowisku katolickim. 16 listopada 2010 r. koleżanka z banku Magdalena Biltek, którą przełożeni zaalarmowali o tym, że jej przyjaciółka nie stawiła się w pracy i nie odbiera komórki, poszła do jej mieszkania, do którego miała klucze. - W zlewie stał talerz z niedojedzoną zupą, na szafce nierozpakowane zakupy. Buty, płaszcz były w domu. Nie było tylko Gośki - opowiadała. Policja przez rok sprawdzała wszystkie możliwe ślady. Ale z każdym następnym tropem sprawa komplikowała się coraz bardziej.
Zabójstwo z premedytacją?
Przede wszystkim sprawdzono logowania jej dwóch telefonów komórkowych w dniu zaginięcia. Odtworzenie trasy na tej podstawie wykazało, że Małgorzata musiała przemierzyć odcinek z domu na Kurdwanowie do ul. Zakopiańskiej, zanim urwał się sygnał. Nie wiadomo w jakim czasie - to dałoby odpowiedź, czy była w samochodzie, czy szła pieszo. Prawie nikt nie widział, jak wychodziła z domu. - Idącą kobietę zauważyli ok. godz. 18 robotnicy z pobliskiej budowy. Na podstawie ich zeznań trudno jednak powiedzieć, czy wyszła z domu ponownie, czy też wracała z zakupami - mówi Dariusz Nowak. Sygnały w obu aparatach urwały się w okolicach Zakrzówka. Zalew przeczesywano kilka razy - płetwonurkowie z sonarem szukali w wodzie, antyterroryści sprawdzali na półkach skalnych. Bez efektów. Czy ktoś celowo wrzucił aparaty lub karty SIM do wody, by zatrzeć ślady? Telefonów, mimo zastosowania najnowszych technologii, nigdy nie odnaleziono. Prokuratura zakwalifikowała sprawę jako "pozbawienie wolności".
Kto się boi wykrywacza kłamstw
W mieszkaniu na Kurdwanowie sprawdzonym przez lampy UV nie znaleziono śladów walki. Ten fakt oraz inne (np. niedojedzona zupa, pozostawiona odzież) mogą wskazywać na to, że Małgorzatę wywabił stamtąd ktoś znajomy. 16 kamer z osiedlowego monitoringu niczego jednak nie zarejestrowało. Co ciekawe, mieszkanie Małgorzaty po tym, jak zaginęła, było zamknięte na dolny zamek, którego właścicielka nie używała, bo się zacinał. Z okolic Zakrzówka, gdzie urwał się sygnał komórki, do Liszek jest kilkanaście kilometrów. Prokuratura zwróciła się do kilku osób z grona Małgorzaty o zgodę na zbadanie wykrywaczem kłamstw (nie jest to obowiązkowe, a wynik badania nie stanowi dowodu w sądzie). Nie zgodziła się jedna osoba: to mężczyzna, emocjonalnie związany z Małgorzatą.
Tajemniczy szabrownik z Liszek
Sposób, w jaki natrafiono na ciało Małgorzaty, jest najbardziej zaskakującym zwrotem w tym śledztwie. Miejsce zakopania Szabatowskiej wskazał bowiem mężczyzna, który... ściągnął z jej zwłok zegarek. Nie wiadomo, skąd wiedział o miejscu, w którym były zakopane szczątki kobiety. Czy był przy ukrywaniu ciała, czy zabrał biżuterię później? Śledczy milczą.
Wiadomo tylko, że policjanci rozpoznali zegarek. Mężczyzna po przesłuchaniu wskazał miejsce, w którym znajdowały się zwłoki.
Mężczyzna ma opinię "zbieracza", żyje z szabrownictwa. To wskazywałoby na to, że nie brał udziału w zbrodni. Prokuratura na razie nie informuje o postawieniu mu zarzutów.
- Odnalezienie zwłok było przypadkowe - ucina prokurator Marcinkowska.
Jeżeli Małgorzatę zabiłby ktoś dla rabunku, to dlaczego w mieszkaniu nie było śladów walki czy plądrowania i nic nie zginęło? Tropem do odpowiedzi na to pytanie może być wątek, który wcześniej badano. W pomieszczeniach znajdujących się piętro wyżej nad mieszkaniem Małgorzaty często nocowali bezdomni. Kobieta im pomagała, m.in. dzieląc się jedzeniem. Jeden z bezdomnych zniknął z Kurdwanowa w tym samym czasie, kiedy zaginęła Szabatowska. Śledczy do niego dotarli, ale przesłuchanie nic nie wniosło.
Po odnalezieniu zwłok sprawę przejął wydział śledczy Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Co jest powodem tej decyzji? - Ciężar gatunkowy oraz zawiłość sprawy - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska.
- 9 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Szklany kort do squasha stanie koło ...
- Górka Narodowa wywalczyła zmiany w komunikacji
- Pedofil fotografował 8-latkę w szpitalnej ...
- Squattersi z ul. Zamoyskiego zatrzymani ...
- Porażony prądem kilka godzin leżał na łące
- Centrum grzęźnie w korkach, przerwy w ...
- Budowali autostradę A4. Teraz zwalniają ...




