Czad zabija mieszkańców bloku przy ulicy Łokietka
11.02.2012
, aktualizacja: 10.02.2012 21:09
W miniony weekend tlenek węgla zabił 61-letnią mieszkankę budynku przy ul. Łokietka 13. Dwa lata wcześniej czadem zatruła się tam cała rodzina. Mieszkańcy śpią przy otwartych oknach i domagają się remontu bloku. Władze spółdzielni twierdzą, że problemem jest nie tylko stary komin, ale postępowanie lokatorów.
ZOBACZ TAKŻE
- Ze strachu przed czadem uciekają z mieszkań (18-02-12, 07:00)
- Starsze małżeństwo zatruło się czadem (16-02-12, 12:22)
- Czad zabija. Ból głowy, wymioty, senność... (13-02-12, 09:00)
- To już 23 ofiary pożarów w Małopolsce (11-02-12, 09:35)
- Wieliczka. Kolejna ofiara tlenku węgla (10-02-12, 18:45)
- Kraków: zatrucie czadem podczas kąpieli (04-02-12, 13:31)
- Mróz groźny w Małopolsce: dwie ofiary i zatrucia czadem (02-02-12, 10:56)
- Ul. Łokietka. Wciąż nie mogą wrócić po pożarze (13-12-11, 01:00)
- Pożar przy ul. Łokietka. Ewakuowano 40 osób (10-12-11, 17:53)
- Cichy zabójca. Czadu nie widać i nie czuć (22-11-11, 19:03)
Panią Bożenę, mieszkankę bloku przy ul. Łokietka 13, w nocy z soboty na niedzielę zaniepokoił szum wody w mieszkaniu sąsiadki. - Coś za długo ta woda się lała, zaczęłam dzwonić, ale sąsiadka nie odbierała telefonów, nie odpisywała na SMS-y - opowiada kobieta. Pani Bożena zadzwoniła więc do rodziny pani Małgorzaty. Syn, który przyjechał, znalazł matkę w łazience. Nie żyła. Strażacy stwierdzili wysokie stężenie tlenku węgla w mieszkaniu.
Tragiczna historia 61-letniej Małgorzaty Sz., którą zabił czad, nie jest pierwszą w tym budynku. Już dwa lata wcześniej czteroosobowa rodzina pani Bożeny zatruła się tlenkiem węgla. - Córka kąpała się pod prysznicem. Usłyszałam huk. Wpadłam tam, a ona leżała nieprzytomna w kabinie. My również wylądowaliśmy w szpitalu - mówi kobieta. Mieszkańcy mają żal do władz Spółdzielni Mieszkaniowej "Piast", że od dwóch lat nie wyremontowali komina. - Żyjemy w strachu. Syn bał się kąpać w naszej łazience; jak mógł, to brał prysznic na siłowni. - dodaje pani Bożena. Rodzina zamontowała czujniki stężenia tlenku węgla. Te ciągle pokazują alarmujące parametry. Ostatnio - 280 mg/m sześc. To stężenie, które powoduje bóle głowy, ale może też prowadzić do osłabienia, mdłości czy wymiotów. - Po zatruciu dwa lata temu kominiarz powiedział nam, że winne są zbyt szczelne okna i za mała kratka. Wycięliśmy większą dziurę w kafelkach, robimy dodatkową wentylację, a mimo to dalej alarmują nas czujniki.
Sąsiadka pani Bożeny się oburza: - Dziwne, że te incydenty dzieją się głównie w jednym pionie z trzech klatek. Tu nie mieszkają bogacze. Jest fundusz remontowy, ale do tej pory wyremontowali balkony zamiast kominów.
Sytuacja w bloku przy ul. Łokietka nie jest jednak tak prosta. Budynek powstał 33 lata temu. Budowano wtedy kominy murowane, bez wkładów. Spółdzielnia zbadała stan komina kamerą. Okazało się, że w środku są ubytki. Władze spółdzielni chciałyby oprócz generalnego remontu sięgnąć po najbezpieczniejsze rozwiązania, jakimi są instalacja MPEC lub zamontowanie pieców z zamkniętą komorą spalania. Tyle że te są drogie i mieszkańcy nie chcą się na to zgodzić.
- Nie wiadomo, czy sam remont komina pomoże, jeżeli ludzie dalej będą używać pieców z otwartą komorą. W budynku działa wentylacja grawitacyjna, która jest uzależniona od warunków atmosferycznych. Bywa zawodna, zwłaszcza w Krakowie, nad którym unosi się smog. Dlatego wymyślono czujniki. - mówi wiceprezes spółdzielni Piast Bogusława Szydło. Dodaje, że mieszkańcy nie stosują się do ich zaleceń. - W mieszkaniu, gdzie zatruła się rodzina, zdemontowano wannę i zamontowano kabinę prysznicową. To zmienia kubaturę łazienki, jest niebezpieczne. Ludzie muszą zrozumieć, że sami sobie szkodzą. Czad jest cięższy od powietrza. Jeżeli nie będzie nawiewu, to cofnie się do mieszkania. A mieszkańcy oszczędzają ciepło i zatykają kratki, wymieniają okna. Rzadko się zdarza, żeby kanał kominowy był zatkany, chyba że wpadnie tam martwy ptak. Zazwyczaj przyczyną zatruć jest uszczelnianie pomieszczeń, przez co brak jest cyrkulacji powietrza w mieszkaniu. Problemem są też stare piece, które źle spalają. Informujemy o tym bez przerwy. A balkony wyremontowaliśmy, bo przyszła do nas mieszkanka z kawałkiem tynku, który odpadł z balkonu - tłumaczy wiceprezes Szydło.
Pan Grzegorz, syn zmarłej w miniony weekend kobiety, skierował sprawę do prokuratury. Choć przyznaje, że biegły uznał mieszkanie jego matki za zbyt szczelne. - Dopiero kiedy otworzy się okno, w kuchni pojawia się ciąg powietrza. W takiej sytuacji zarządca powinien nakazać mamie założyć wywietrzniki. Gdyby się nie zastosowała do tego polecenia, to wtedy odłącza się gaz. Nikt mamy jednak nie ostrzegł - przekonuje mężczyzna.
Wiesław Marszałek z Korporacji Kominiarzy Polskich: - Trzeba zobaczyć, co jest w protokołach z przeglądów kominów. Jeżeli były nieszczelne i nic z tym nie zrobiono, to spółdzielnia ponosi odpowiedzialność. Jak są usterki, to wiadomo, że prędzej czy później ktoś się zatruje.
***
Tlenek węgla był wczoraj przyczyną ewakuacji pięciu osób z bloku przy ul. Aleksandry 27 w Krakowie. Pięć osób - w tym dwoje dzieci - zostało zabranych do szpitala. Ich życie nie było na szczęście zagrożone.
Tragiczna historia 61-letniej Małgorzaty Sz., którą zabił czad, nie jest pierwszą w tym budynku. Już dwa lata wcześniej czteroosobowa rodzina pani Bożeny zatruła się tlenkiem węgla. - Córka kąpała się pod prysznicem. Usłyszałam huk. Wpadłam tam, a ona leżała nieprzytomna w kabinie. My również wylądowaliśmy w szpitalu - mówi kobieta. Mieszkańcy mają żal do władz Spółdzielni Mieszkaniowej "Piast", że od dwóch lat nie wyremontowali komina. - Żyjemy w strachu. Syn bał się kąpać w naszej łazience; jak mógł, to brał prysznic na siłowni. - dodaje pani Bożena. Rodzina zamontowała czujniki stężenia tlenku węgla. Te ciągle pokazują alarmujące parametry. Ostatnio - 280 mg/m sześc. To stężenie, które powoduje bóle głowy, ale może też prowadzić do osłabienia, mdłości czy wymiotów. - Po zatruciu dwa lata temu kominiarz powiedział nam, że winne są zbyt szczelne okna i za mała kratka. Wycięliśmy większą dziurę w kafelkach, robimy dodatkową wentylację, a mimo to dalej alarmują nas czujniki.
Sąsiadka pani Bożeny się oburza: - Dziwne, że te incydenty dzieją się głównie w jednym pionie z trzech klatek. Tu nie mieszkają bogacze. Jest fundusz remontowy, ale do tej pory wyremontowali balkony zamiast kominów.
Sytuacja w bloku przy ul. Łokietka nie jest jednak tak prosta. Budynek powstał 33 lata temu. Budowano wtedy kominy murowane, bez wkładów. Spółdzielnia zbadała stan komina kamerą. Okazało się, że w środku są ubytki. Władze spółdzielni chciałyby oprócz generalnego remontu sięgnąć po najbezpieczniejsze rozwiązania, jakimi są instalacja MPEC lub zamontowanie pieców z zamkniętą komorą spalania. Tyle że te są drogie i mieszkańcy nie chcą się na to zgodzić.
- Nie wiadomo, czy sam remont komina pomoże, jeżeli ludzie dalej będą używać pieców z otwartą komorą. W budynku działa wentylacja grawitacyjna, która jest uzależniona od warunków atmosferycznych. Bywa zawodna, zwłaszcza w Krakowie, nad którym unosi się smog. Dlatego wymyślono czujniki. - mówi wiceprezes spółdzielni Piast Bogusława Szydło. Dodaje, że mieszkańcy nie stosują się do ich zaleceń. - W mieszkaniu, gdzie zatruła się rodzina, zdemontowano wannę i zamontowano kabinę prysznicową. To zmienia kubaturę łazienki, jest niebezpieczne. Ludzie muszą zrozumieć, że sami sobie szkodzą. Czad jest cięższy od powietrza. Jeżeli nie będzie nawiewu, to cofnie się do mieszkania. A mieszkańcy oszczędzają ciepło i zatykają kratki, wymieniają okna. Rzadko się zdarza, żeby kanał kominowy był zatkany, chyba że wpadnie tam martwy ptak. Zazwyczaj przyczyną zatruć jest uszczelnianie pomieszczeń, przez co brak jest cyrkulacji powietrza w mieszkaniu. Problemem są też stare piece, które źle spalają. Informujemy o tym bez przerwy. A balkony wyremontowaliśmy, bo przyszła do nas mieszkanka z kawałkiem tynku, który odpadł z balkonu - tłumaczy wiceprezes Szydło.
Pan Grzegorz, syn zmarłej w miniony weekend kobiety, skierował sprawę do prokuratury. Choć przyznaje, że biegły uznał mieszkanie jego matki za zbyt szczelne. - Dopiero kiedy otworzy się okno, w kuchni pojawia się ciąg powietrza. W takiej sytuacji zarządca powinien nakazać mamie założyć wywietrzniki. Gdyby się nie zastosowała do tego polecenia, to wtedy odłącza się gaz. Nikt mamy jednak nie ostrzegł - przekonuje mężczyzna.
Wiesław Marszałek z Korporacji Kominiarzy Polskich: - Trzeba zobaczyć, co jest w protokołach z przeglądów kominów. Jeżeli były nieszczelne i nic z tym nie zrobiono, to spółdzielnia ponosi odpowiedzialność. Jak są usterki, to wiadomo, że prędzej czy później ktoś się zatruje.
***
Tlenek węgla był wczoraj przyczyną ewakuacji pięciu osób z bloku przy ul. Aleksandry 27 w Krakowie. Pięć osób - w tym dwoje dzieci - zostało zabranych do szpitala. Ich życie nie było na szczęście zagrożone.
- 13 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Czad zabija mieszkańców bloku przy ulicy Łokietka
tmk123
11.02.12, 08:37
Mam podobną sytuację. Kominiarze stwierdzili niedrożny komin wentylacyjny. Podobno nic się z tym nie da zrobić.!!! Administracja napisała, żeby NIE uzywać piecyka gazowego. Grzeję wodę na »
Najczęściej czytane24 htydzień






