Leopard po skoku. Kolejne zarzuty dla deweloperów
11.02.2012
, aktualizacja: 10.02.2012 22:38
Oszustwo klientów to niejedyne zarzuty, jakie usłyszeli szefowie spółki deweloperskiej Leopard. "Gazeta" dowiedziała się, że prokuratura oskarżyła trójkę biznesmenów o wyprowadzenie w tym samym czasie 14 milionów złotych z majątku krakowskiej firmy Telkom-Telos. Podejrzani trafili do aresztu na trzy miesiące.
ZOBACZ TAKŻE
- Klienci Leoparda pozywają fundusz Manchester (12-05-12, 06:00)
- Sprawę więzień CIA zbada krakowska prokuratura (13-02-12, 12:08)
- Leopard: Klienci wygrali, prezesi aresztowani (10-02-12, 07:00)
- Pokrzywdzeni przez deweloperów apelują do Senatu (14-09-11, 22:30)
- Klienci Leoparda szukają sprawiedliwości (21-07-11, 06:00)
- List klientów firmy Leopard (21-07-11, 06:00)
- Klienci Leoparda: nie oddamy mieszkań (23-11-09, 07:00)
Informacje o zarzutach dla szefów Leoparda od kilku dni nie schodzą z czołówek krakowskich gazet. Według prowadzącej śledztwo Prokuratury Okręgowej w Krakowie Jacek P., były prezes Leoparda, jego zastępca Bogusław Z. oraz Grzegorz A. oszukali ponad 200 klientów firmy deweloperskiej na dziesiątki milionów złotych.
Kiedy ludzie tracili mieszkania, w tym samym czasie trwała operacja wyprowadzania pieniędzy przez szefów Leoparda z innej krakowskiej spółki. Chodziło o ogromne kwoty: zarzuty mówią o milionach złotych. Jak ustaliliśmy, akt oskarżenia w tej sprawie jest już w sądzie. Na ławie oskarżonych zasiądzie ta sama trójka: Jacek P., Bogusław Z. i Grzegorz A.
Z prokuratorskich zarzutów wyłania się obraz skomplikowanej operacji gospodarczej przeprowadzonej niczym jak w najlepszym filmie sensacyjnym w ciągu zaledwie kilku dni. Śledczy nie mają wątpliwości: cała akcja była wcześniej zaplanowana z wytyczonymi rolami dla jej uczestników. Celem była krakowska spółka Telkom-Telos SA, powstała na gruzach dawnego państwowego przedsiębiorstwa. Firma miała pieniądze i atrakcyjnie położone, warte wiele milionów złotych nieruchomości w samym centrum Krakowa przy ul. Lubelskiej. Jej akcjonariuszem była Firma Inwestycyjna Leopard SA. Kiedy Leopard znalazł się w tarapatach, jego szefowie wpadli na pomysł, jak zdobyć fundusze: zaproponowali Telkom-Telosowi obligacje swojej firmy. By złamać jakikolwiek opór, ostatniego dnia stycznia 2008 roku zmieniono prezesa Telkomu. Nowym został Bogusław Z. Miał władzę absolutną, bo zarząd Telkomu był odtąd jednoosobowy. I zdaniem oskarżenia z niej skorzystał. Już kilka dni po powołaniu nowy szef Telkomu podjął uchwały o zawarciu umowy w sprawie nabycia obligacji wyemitowanych przez Leoparda oraz sprzedaży nieruchomości przy Lubelskiej. Zasady objęcia obligacji ustalił... zarząd Telkomu w osobie Bogusława Z. Według prokuratury mógł liczyć na wsparcie Jacka P., który zasiadał w radzie nadzorczej T-T. I jeszcze tego samego dnia rada podjęła uchwały akceptujące obie transakcje. Potem co kilka miesięcy uruchamiane były transze z obligacjami Leoparda, które nabywał Telkom-Telos. Niektóre sięgały nawet 6 milionów złotych. Firma płaciła za nie z własnej kasy bądź pieniędzmi pochodzącymi ze sprzedaży nieruchomości przy ul. Lubelskiej. Ostatnie obligacje Leoparda Telkom-Telos kupił pod koniec listopada 2008 roku. W maju 2009 roku sąd ogłosił upadłość dewelopera.
Prokuratura nie ma wątpliwości: w zarzutach zaznacza, że sytuacja gospodarcza i finansowa FI Leopard SA nie dawała racjonalnych podstaw do przyjęcia, że we wskazanym terminie obligacje zostaną przez firmę wykupione od Telkom-Telos. Według śledczych w całej tej operacji za sznurki pociągać miał Grzegorz A. Formalnie nie pełnił żadnych funkcji w Leopardzie, ale to jego polecenia zdaniem prokuratury mieli wykonywać dwaj postali oskarżeni: Jacek P. i Bogusław Z. Wszyscy mają zarzuty wyrządzenia szkody wielkich rozmiarów w majątku firmy Telkom-Telos sięgającej 14 milionów złotych.
Oskarżeni szefowie Leoparda nie przyznają się do winy i zaprzeczają zarzutom. Od czwartku cała trójka siedzi za kratkami, aresztowana decyzją sądu na trzy miesiące za oszukanie klientów dewelopera. Ci ostatni w czwartek odnieśli sukces w walce o odzyskanie swoich mieszkań. Sąd Najwyższy zdecydował o cofnięciu hipotek z mieszkań przy ul. Wierzbowej na rzecz amerykańskiego funduszu Manchester (były zabezpieczeniem wielomilionowej pożyczki dla Leoparda od Manchesteru). Wyrok jest ostateczny, otwiera dla poszkodowanych klientów szansę do odzyskania mieszkań, w których utopili dorobek całego życia. - Ten wyrok oznacza, że powinni być traktowani od teraz przy zaspokajaniu roszczeń w ten sam sposób jak pozostali wierzyciele, na przykład fundusz Manchester. Bo ten ostatni był dotąd w uprzywilejowanej pozycji - komentował orzeczenie sądu adwokat Łukasz Gładki, reprezentujący klientów dewelopera.
Wczoraj otrzymaliśmy też komentarz Petera Truella, rzecznika Manchester Securities Corporation w Nowym Jorku. "Wyrok ten wprowadza niepewność do polskiego systemu prawnego, podważając fundamentalne zasady kredytowania przedsiębiorców z wykorzystaniem zabezpieczeń hipotecznych i w konsekwencji może istotnie ograniczyć dostęp do finansowania potrzebnego dla rozwoju rynku nieruchomości oraz kraju. Czekamy na uzasadnienie wyroku i jesteśmy gotowi podjąć wszelkie dostępne działania prawne zmierzające do ochrony naszych inwestycji w Polsce" - napisał.
Kiedy ludzie tracili mieszkania, w tym samym czasie trwała operacja wyprowadzania pieniędzy przez szefów Leoparda z innej krakowskiej spółki. Chodziło o ogromne kwoty: zarzuty mówią o milionach złotych. Jak ustaliliśmy, akt oskarżenia w tej sprawie jest już w sądzie. Na ławie oskarżonych zasiądzie ta sama trójka: Jacek P., Bogusław Z. i Grzegorz A.
Z prokuratorskich zarzutów wyłania się obraz skomplikowanej operacji gospodarczej przeprowadzonej niczym jak w najlepszym filmie sensacyjnym w ciągu zaledwie kilku dni. Śledczy nie mają wątpliwości: cała akcja była wcześniej zaplanowana z wytyczonymi rolami dla jej uczestników. Celem była krakowska spółka Telkom-Telos SA, powstała na gruzach dawnego państwowego przedsiębiorstwa. Firma miała pieniądze i atrakcyjnie położone, warte wiele milionów złotych nieruchomości w samym centrum Krakowa przy ul. Lubelskiej. Jej akcjonariuszem była Firma Inwestycyjna Leopard SA. Kiedy Leopard znalazł się w tarapatach, jego szefowie wpadli na pomysł, jak zdobyć fundusze: zaproponowali Telkom-Telosowi obligacje swojej firmy. By złamać jakikolwiek opór, ostatniego dnia stycznia 2008 roku zmieniono prezesa Telkomu. Nowym został Bogusław Z. Miał władzę absolutną, bo zarząd Telkomu był odtąd jednoosobowy. I zdaniem oskarżenia z niej skorzystał. Już kilka dni po powołaniu nowy szef Telkomu podjął uchwały o zawarciu umowy w sprawie nabycia obligacji wyemitowanych przez Leoparda oraz sprzedaży nieruchomości przy Lubelskiej. Zasady objęcia obligacji ustalił... zarząd Telkomu w osobie Bogusława Z. Według prokuratury mógł liczyć na wsparcie Jacka P., który zasiadał w radzie nadzorczej T-T. I jeszcze tego samego dnia rada podjęła uchwały akceptujące obie transakcje. Potem co kilka miesięcy uruchamiane były transze z obligacjami Leoparda, które nabywał Telkom-Telos. Niektóre sięgały nawet 6 milionów złotych. Firma płaciła za nie z własnej kasy bądź pieniędzmi pochodzącymi ze sprzedaży nieruchomości przy ul. Lubelskiej. Ostatnie obligacje Leoparda Telkom-Telos kupił pod koniec listopada 2008 roku. W maju 2009 roku sąd ogłosił upadłość dewelopera.
Prokuratura nie ma wątpliwości: w zarzutach zaznacza, że sytuacja gospodarcza i finansowa FI Leopard SA nie dawała racjonalnych podstaw do przyjęcia, że we wskazanym terminie obligacje zostaną przez firmę wykupione od Telkom-Telos. Według śledczych w całej tej operacji za sznurki pociągać miał Grzegorz A. Formalnie nie pełnił żadnych funkcji w Leopardzie, ale to jego polecenia zdaniem prokuratury mieli wykonywać dwaj postali oskarżeni: Jacek P. i Bogusław Z. Wszyscy mają zarzuty wyrządzenia szkody wielkich rozmiarów w majątku firmy Telkom-Telos sięgającej 14 milionów złotych.
Oskarżeni szefowie Leoparda nie przyznają się do winy i zaprzeczają zarzutom. Od czwartku cała trójka siedzi za kratkami, aresztowana decyzją sądu na trzy miesiące za oszukanie klientów dewelopera. Ci ostatni w czwartek odnieśli sukces w walce o odzyskanie swoich mieszkań. Sąd Najwyższy zdecydował o cofnięciu hipotek z mieszkań przy ul. Wierzbowej na rzecz amerykańskiego funduszu Manchester (były zabezpieczeniem wielomilionowej pożyczki dla Leoparda od Manchesteru). Wyrok jest ostateczny, otwiera dla poszkodowanych klientów szansę do odzyskania mieszkań, w których utopili dorobek całego życia. - Ten wyrok oznacza, że powinni być traktowani od teraz przy zaspokajaniu roszczeń w ten sam sposób jak pozostali wierzyciele, na przykład fundusz Manchester. Bo ten ostatni był dotąd w uprzywilejowanej pozycji - komentował orzeczenie sądu adwokat Łukasz Gładki, reprezentujący klientów dewelopera.
Wczoraj otrzymaliśmy też komentarz Petera Truella, rzecznika Manchester Securities Corporation w Nowym Jorku. "Wyrok ten wprowadza niepewność do polskiego systemu prawnego, podważając fundamentalne zasady kredytowania przedsiębiorców z wykorzystaniem zabezpieczeń hipotecznych i w konsekwencji może istotnie ograniczyć dostęp do finansowania potrzebnego dla rozwoju rynku nieruchomości oraz kraju. Czekamy na uzasadnienie wyroku i jesteśmy gotowi podjąć wszelkie dostępne działania prawne zmierzające do ochrony naszych inwestycji w Polsce" - napisał.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






