Należności z poślizgiem. Czyj ten szyld i za ile?
14.02.2012
, aktualizacja: 13.02.2012 21:13
Kraków nie panuje nad tym, co umieszczane jest w publicznej przestrzeni, na jezdniach, słupach, chodnikach - ocenia Najwyższa Izba Kontroli. - Tak było, ale działamy coraz sprawniej. Pieniądze nam nie uciekną - zapewniają urzędnicy. Chodzi zaś o blisko 12 mln zł zaległych płatności.
ZOBACZ TAKŻE
- Radni PO szukają oszczędności nie tam, gdzie trzeba (17-02-12, 07:00)
- Janosikowe: ile zapłacą najbogatsze samorządy (16-02-12, 09:00)
- Park kulturowy: znikną szyldy, anteny i uliczni handlarze (07-12-11, 08:00)
- Stare Miasto tylko z ładnymi szyldami (26-07-11, 09:00)
- Szyldy na stadionie Cracovii bez wiedzy plastyka (08-02-11, 09:00)
- Bydgoszcz wygrywa z szyldami. A Kraków? (21-07-10, 10:00)
- Młodzi krakowianie walczą o piękne ulice (22-03-10, 09:00)
- Przez rok legalizował szyld (20-10-08, 22:00)
- Ulgi tylko z legalnymi szyldami (15-09-08, 22:21)
Za postawienie rusztowania na chodniku lub ustawienie stolików kawiarnianych albo też za wywieszenie plakatu na słupach miejskich należy się zapłata - za "zajętość pasa drogowego". Według kontrolerów NIK Kraków nieskutecznie zajmuje się rozliczaniem takich przypadków. W raporcie, który przygotowali, wyjaśniają, że Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu - który odpowiada za sprawy "zajętości" - nie notuje wszystkich przypadków i z opóźnieniem zajmuje się ściąganiem należności.
- Nawet NIK przyznaje, że nasze zaległości wynikają częściowo z niedoboru ludzi, którzy mogliby się zajmować rozliczaniem zajmowania publicznej przestrzeni - tłumaczy Jacek Bartlewicz, rzecznik prasowy ZIKiT.
Jednak kłopoty personalne to nie wszystko. NIK zwrócił auwagę, że dopiero od dwóch lat ZIKiT prowadzi skuteczną politykę upominania się o należności za zajmowanie przestrzeni publicznej. Zaległości sięgają tymczasem wielu lat wstecz. W efekcie w chwili zakończenia kontroli (we wrześniu 2011 r.) do rozliczenia pozostawało ponad 16 tys. przypadków, w sprawie których Zarząd nie wysłał żądania zapłaty należności - łącznie były one warte ponad 12 mln zł. Według kontrolerów przyczyną tych zaległości był - ogólnie rzecz biorąc - bałagan w dokumentacji: część decyzji nie miała dat, nie dało się więc wyznaczyć okresu naliczania odsetek karnych, część nie została odpowiednio oznaczona i nie można było ich przyporządkować do odpowiednich przypadków zajęcia drogi. W związku z tym niechlujnie prowadzono księgowość.
Dużym kłopotem, na który również zwraca uwagę NIK, jest brak dokładnego wyznaczenia przestrzeni, w której można pobierać opłaty. O ile ścisłe centrum miasta jest dobrze opisane przez wydział geodezji, to w bardziej odległych od Rynku dzielnicach czasem nie ma podstaw do tego, by pobierać opłaty. Nie wiadomo bowiem, gdzie są granice między przestrzenią prywatną a publiczną.
ZIKiT zapewnia, że zalecenia pokontrolne potraktowano poważnie. Do wydziału zajmującego się pobieraniem opłat za zajmowanie przestrzeni publicznej przesunięto dodatkowych pracowników. Przez ostatnie miesiące zeszłego roku wystawili oni ponad 14 tys. wezwań do zapłaty, w sumie wartych ponad 4 mln zł. Teraz Zarząd ma pięć lat na ściągnięcie tych należności.
- Testem na skuteczność dokonanych zmian w zarządzaniu zajmowania ulic, który naszym zdaniem przeszliśmy pozytywnie, były zeszłoroczne wybory parlamentarne - twierdzi Bartlewicz. Zapewnia, że dzięki zmianom udało się politykom i komitetom wyborczym wystawić faktury na ponad 100 tys. zł za niezgłaszane przez nich plakaty. - Gdybyśmy działali na wcześniejszych zasadach, nie byłoby szans na ściągnięcie tych pieniędzy. Jednak odbyło się to pewnym kosztem. Ludzie, którzy na co dzień zajmują się pracą biurową, wyszli na ulice. Na kilka tygodni spowolniliśmy więc wydawanie wezwań do spłaty zobowiązań - opisuje Bartlewicz.
Urzędnicy ZIKiT najbardziej skupiają się teraz na kontrolowaniu ulic Starego Miasta - od grudnia zeszłego roku obowiązuje tu uchwała o parku kulturowym, która na nowo ustala, co i na jakich zasadach można umieszczać na chodnikach i kamienicach. Zmieniły się również regulacje dotyczące cennika.
- Nawet NIK przyznaje, że nasze zaległości wynikają częściowo z niedoboru ludzi, którzy mogliby się zajmować rozliczaniem zajmowania publicznej przestrzeni - tłumaczy Jacek Bartlewicz, rzecznik prasowy ZIKiT.
Jednak kłopoty personalne to nie wszystko. NIK zwrócił auwagę, że dopiero od dwóch lat ZIKiT prowadzi skuteczną politykę upominania się o należności za zajmowanie przestrzeni publicznej. Zaległości sięgają tymczasem wielu lat wstecz. W efekcie w chwili zakończenia kontroli (we wrześniu 2011 r.) do rozliczenia pozostawało ponad 16 tys. przypadków, w sprawie których Zarząd nie wysłał żądania zapłaty należności - łącznie były one warte ponad 12 mln zł. Według kontrolerów przyczyną tych zaległości był - ogólnie rzecz biorąc - bałagan w dokumentacji: część decyzji nie miała dat, nie dało się więc wyznaczyć okresu naliczania odsetek karnych, część nie została odpowiednio oznaczona i nie można było ich przyporządkować do odpowiednich przypadków zajęcia drogi. W związku z tym niechlujnie prowadzono księgowość.
Dużym kłopotem, na który również zwraca uwagę NIK, jest brak dokładnego wyznaczenia przestrzeni, w której można pobierać opłaty. O ile ścisłe centrum miasta jest dobrze opisane przez wydział geodezji, to w bardziej odległych od Rynku dzielnicach czasem nie ma podstaw do tego, by pobierać opłaty. Nie wiadomo bowiem, gdzie są granice między przestrzenią prywatną a publiczną.
ZIKiT zapewnia, że zalecenia pokontrolne potraktowano poważnie. Do wydziału zajmującego się pobieraniem opłat za zajmowanie przestrzeni publicznej przesunięto dodatkowych pracowników. Przez ostatnie miesiące zeszłego roku wystawili oni ponad 14 tys. wezwań do zapłaty, w sumie wartych ponad 4 mln zł. Teraz Zarząd ma pięć lat na ściągnięcie tych należności.
- Testem na skuteczność dokonanych zmian w zarządzaniu zajmowania ulic, który naszym zdaniem przeszliśmy pozytywnie, były zeszłoroczne wybory parlamentarne - twierdzi Bartlewicz. Zapewnia, że dzięki zmianom udało się politykom i komitetom wyborczym wystawić faktury na ponad 100 tys. zł za niezgłaszane przez nich plakaty. - Gdybyśmy działali na wcześniejszych zasadach, nie byłoby szans na ściągnięcie tych pieniędzy. Jednak odbyło się to pewnym kosztem. Ludzie, którzy na co dzień zajmują się pracą biurową, wyszli na ulice. Na kilka tygodni spowolniliśmy więc wydawanie wezwań do spłaty zobowiązań - opisuje Bartlewicz.
Urzędnicy ZIKiT najbardziej skupiają się teraz na kontrolowaniu ulic Starego Miasta - od grudnia zeszłego roku obowiązuje tu uchwała o parku kulturowym, która na nowo ustala, co i na jakich zasadach można umieszczać na chodnikach i kamienicach. Zmieniły się również regulacje dotyczące cennika.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Szklany kort do squasha stanie koło ...
- Górka Narodowa wywalczyła zmiany w komunikacji
- Pedofil fotografował 8-latkę w szpitalnej ...
- Squattersi z ul. Zamoyskiego zatrzymani ...
- Porażony prądem kilka godzin leżał na łące
- Centrum grzęźnie w korkach, przerwy w ...
- Budowali autostradę A4. Teraz zwalniają ...




