Proces Pszon - Graczyk za książkę o Tygodniku

Sid
22.02.2012 , aktualizacja: 22.02.2012 21:43
A A A Drukuj
Przed krakowskim sądem rozpoczął się w środę proces, jaki syna Mieczysława Pszona, wieloletniego redaktora "Tygodnika Powszechnego", wytoczył Romanowi Graczykowi, autorowi książki na temat infiltracji pisma przez Służbę Bezpieczeństwa.
Akta
Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta
Akta
W książce „Cena przetrwania. SB wobec » Tygodnika Powszechnego «” autor, były dziennikarz „Tygodnika”, przytacza dokumenty SB znajdujące się w IPN-ie, które - jego zdaniem - wskazują na kontakty Mieczysława Pszona z funkcjonariuszami bezpieki. Miał on nosić kryptonim „Geza".

Jacek Pszon, syn nie żyjącego już redaktora "TP" uznał, że stwierdzenia te naruszyły jego dobra osobiste i domaga się przeprosin od autora książki i wydawcy, oficyny Czerwone i Czarne. - Chodzi o bezprawne opublikowanie materiałów SB, a przede wszystkim o ich interpretację i dokonanie ocen, które nie są adekwatne i w konsekwencji szkalują pamięć powoda o ojcu i jego uczucia do niego - tłumaczył mec. Krzysztof Bachmiński, pełnomocnik Pszona. W pozwie zarzuca, że autor książki "kontakty" utożsamia ze "współpracą". Wnosi także o wstrzymania dalszego rozpowszechniania "Ceny przetrwania".

- Jeżeli prawdą jest, że autor sugeruje, iż Mieczysław Pszon był współpracownikiem SB, i ocenę tę oparł wyłącznie na materiałach zgromadzonych w IPN, to jest ona bezpodstawna - powiedział na wczorajszej rozprawie Jan Widacki, były wiceminister spraw wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, powołując się na swoje doświadczenie z czasów, gdy zajmował się m.in. kwestią weryfikacji funkcjonariuszy SB. Przyznał, że nie widział samych materiałów dotyczących Mieczysława Pszona i nie czytał książki, lecz opiera się na doniesieniach prasowych na jej temat.

Henryk Woźniakowski, prezes wydawnictwa Znak, które pierwotnie miało opublikować "Cenę przetrwania", tłumaczył, dlaczego oficyna ostatecznie odmówiła wydania książki Romana Graczyka. - Chodziło o niewłaściwe pokazanie roli "Tygodnika" w latach 1956-76. Poza tym użycie w niej określenia "współpraca" wobec szeregu osób było krzywdzące dla nich, by nie powiedzieć uwłaczające. To było przekroczenie pewnej granicy - mówił Woźniakowski. Jego zdaniem nie uzasadniały takiej tezy przytoczone w książce materiały ani kontekst historyczny. - Miałem wrażenie, że nie przeprowadzono dostatecznie głębokiej krytyki źródeł. Znana mi droga życiowa Mieczysława Pszona zaprzecza temu, by można było go zakwalifikować jako współpracownika SB - podkreślał prezes Znaku.

- Książkę opublikowano zgodnie z prawem i nie naruszono dóbr osobistych - odrzucała wczoraj zarzuty pełnomocnik Romana Garczyka. Sam autor jeszcze przed procesem tłumaczył, że przed publikacją rozmawiał z Jackiem Pszonem, mówił, co w niej jest (powód twierdzi, że jego sugestie nie zostały jednak uwzględnione w książce). W odpowiedzi na pozew Roman Graczyk przekonuje też, że o Mieczysławie Pszonie pisał nie tylko w kontekście kontaktów z SB, zaś treść książki nie miała na celu jego szkalowanie. Zapewniał, że opierał się nie tylko na materiałach SB, ale też na dokumentach z archiwum KIK, Archiwum Państwowego w Krakowie i Archiwum Jerzego Turowicza.

Sąd postanowił wystąpić do IPN o udostępnienie kopii materiałów dotyczących Mieczysława Pszona, bo chce je przeanalizować przed przesłuchaniem pracowników IPN i posła PiS Ryszarda Terleckiego.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu