Policja i straż miejska usunęła koczujących z Rynku [FOTO i WIDEO]
25.05.2012
, aktualizacja: 25.05.2012 12:15
Kwadrans po godz. 6 rano obok namiotów zajmowanych przez uczestników protestu zjawili się policjanci, strażnicy miejscy i przedstawiciele miasta. Wezwali koczujących do opuszczenia Rynku. Ci odmówili. Służby zlikwidowały obozowisko, dwie stawiające opór osoby zatrzymano. Przed południem prezydent Majchrowski na konferencji prasowej wyjaśniał powody usunięcia demonstrantów.
ZOBACZ TAKŻE
- Miasto mówi dość! Czy to koniec namiotowego protestu? (23-05-12, 19:40)
- Namiotowy protest. Rynek coraz bardziej oburzony (23-05-12, 00:00)
- Namioty, leżaki - to nie biwak, ale protest na Rynku Głównym (22-05-12, 08:00)
- Anarchiści wykrzykiwali: "Majchrowski jak Putin i Łukaszenka!" (15-06-12, 14:41)
- Protest namiotowy. Teraz pod Bunkrem, potem na Rynku? (09-06-12, 08:00)
- Voina na Rynku. Rosyjski artysta stał się krakowskim oburzonym (25-05-12, 20:03)
Służby miejskie zaskoczyły okupujących Rynek. Kiedy urzędnicy miejscy w asyście około dwudziestu strażników miejskich i takiego samego zastępu policjantów zmierzali w kierunku pola namiotowego, jeden z czuwających protestujących włączył sygnał alarmu. Po chwili z namiotów wychodzili zaspani krakowscy oburzeni.
Katarzyna Kwiatkowska urzędniczka miejska, oraz Adam Młot pełnomocnik prezydenta Krakowa do spraw bezpieczeństwa rozpoczęli rozmowę z przedstawicielami okupujących Rynek. - W związku ze stwierdzeniem zbyt małej liczby osób protestujących, zgromadzenie uległo samorozwiązaniu. Wzywamy państwa do opuszczenia płyty Rynku Głównego - oznajmiła Kwiatkowska. Okupujący Rynek stwierdzili, że urzędnicy nie mają podstaw do rozwiązania zgromadzenia. - My się stąd nie ruszamy. Jeśli będzie taka konieczność, wejdziemy z miastem na drogę sądową - odpowiedzieli.
Namioty zniknęły
Policja dała organizatorom pięć minut na sprzątnięcie pola namiotowego. Do tego jednak nie doszło, w związku z tym służby miejskie przystąpiły do likwidacji obozowiska. Podczas gdy policjanci spisywali wszystkich obecnych na Rynku Głównym, pracownicy Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu rozpoczęli demontowanie namiotów. Okupujący Rynek nie poddali się, prosili każdego policjanta o wylegitymowanie się. - Mam nadzieję, że nikt nie będzie stawiał oporu. Miasto chce rozwiązać ten problem pokojowo - mówił "Gazecie" Adam Młot.
Okupujący siedzieli w grupie na środku demontowanego pola namiotowego. Rozpoczęły się okrzyki. "To jest wasza demokracja", "Najpierw ludzie, potem zyski!".
Problem pojawił się podczas demontażu ostatniego namiotu. Pracownicy ZIKIT-u nie mogli poradzić sobie z kobietą i mężczyzną, stawiającymi opór. Czterech policjantów wyciągnęło parę siłą. Ciągnąc ich po płycie Rynku, doprowadzili do radiowozów. Część okupujących Rynek chciała "odbić" swoich kompanów. Zatrzymani zostali przewiezieni na komendę policji na ulicy Szerokiej.
Akcja demontażu pola namiotowego zakończyła się kwadrans po godzinie 7. Oburzeni, którzy zostali na Rynku, postanowili przejść na ulicę Szeroką i domagać się uwolnienia dwójki zatrzymanych.
Prezydent: To nie zgromadzenie, więc zostali usunięci
Podczas zwołanej dziś konferencji prasowej prezydent Jacek Majchrowski wyjaśnił powody usunięcia demonstrantów z Rynku Głównego. Tłumaczył, że już we wtorek w namiotach pod pomnikiem Mickiewicza przebywało mniej niż piętnaście osób. - Jak policzyli strażnicy miejscy, było tam pięć osób. Zgodnie z prawem nie jest to już zgromadzenie publiczne, więc namioty na Rynku musiały zostać usunięte - wyjaśniał prezydent Majchrowski. - Miasto nie wydaje zgody na demonstracje, jedynie przyjmuje do wiadomości ich zgłoszenie. Jeśli nie występuje zagrożenie dla zdrowia, życia i zdrowia mieszkańców, nie ma przeszkód, by zgromadzenie się odbyło.
Po konferencji demonstranci zebrani pod magistratem skandowali przez chwilę hasła "to jest wasza demokracja" i "policja chroni bogatych przed biednymi". Protestujący nie wykluczają powrotu na Rynek.
O co ten protest?
Namioty pojawiły się na Rynku Głównym, obok pomnika Adama Mickiewicza, w poniedziałek. Postulaty osób biorących udział w proteście są bardzo szerokie. Znaleźli się tam m.in. lokatorzy niezadowoleni z polityki mieszkaniowej miasta, przeciwnicy spopielarni zwłok w Podgórkach Tynieckich oraz anarchiści, studenci, bezrobotni, emeryci i młodzi ludzie zatrudnieni na umowach śmieciowych.
W środę, po przeliczeniu osób biorących udział w akcji miasto uznało, że protest uległ "samorozwiązaniu". I nakazało protestującym opuszczenie Rynku. - Nie zamierzamy się stąd ruszać - odpowiedzieli i pozostali w namiotach.
-
Dlaczego ci Państwo tak długo zaśmiecali...
angiolomazzoni
25.05.12, 08:05
swoim słabym happeningiem przestrzeń publiczną?»
-
Bardzo dobrze !!!!
big_gadu
25.05.12, 13:23
Niech sie wezma do pracy !Mam takich meneli w bloku i pod sklepem !Miasto im daje gratis mieszkanie i jedzenie,za co ?»
-
Wstyd
baalsaack
25.05.12, 13:26
Majchrowski spędził już tyle lat na swoim prezydenckim stołku, że jedyne, o czym potrafi myśleć, to jak dogodzić turystom i biznesowi.»










