Kierowca i pasażerka. Zabił, bo dziewczyna nie wysiadała

Jarosław Sidorowicz
19.12.2012 13:08
A A A Drukuj
34 centymetry miał przewód zakończony mosiężną śrubą, którym kierowca autobusu krakowskiego MPK uderzał pasażerkę - angielską studentkę, bo nie chciała wysiąść. Sąd skazał go na 15 lat więzienia.
- Wina oskarżonego nie budzi wątpliwości - podkreślała wczoraj, ogłaszając wyrok, sędzia Katarzyna Wysokińska-Walenciak.

Ta zbrodnia wstrząsnęła rok temu Krakowem. Ciało 21-letniej Catherine Z., studentki historii sztuki na jednej z brytyjskich uczelni, znaleziono pod koniec lipca. Zabójcę kilka tygodni później. Mirosław Ł. nie był etatowym pracownikiem MPK, pracował w spółce świadczącej usługi dla miejskiej komunikacji. To był jego ostatni kurs. Catherine Z., wracając o godz. 3 nad ranem, zasnęła w autobusie i przejechała swój przystanek.

Scysja i atak

Na ostatnim kierowca budził pasażerów, by wysiedli. Catherine Z. ociągała się z wyjściem. Mirosław Ł. chciał zaś, by jak najszybciej opuściła autobus. Doszło do scysji. "Jest pan niemiły, złożę na pana skargę" - powiedziała dziewczyna. Powtórzyła to, wysiadając chwilę później z autobusu. "Traktowała mnie jak zero. Moje zdenerwowanie narastało, a incydent z tą dziewczyną spowodował, że przestałem panować nad sobą" - tłumaczył się później w sądzie.

Gdy dziewczyna wysiadła, zgasił silnik, wyciągnął z torby przewód i pobiegł za nią. Zaatakował od tyłu, zadając kilkanaście ciosów w głowę. Doszło do szarpaniny. Oboje wpadli do rowu z błotem. Kobieta nie podniosła się już. Jak ustaliła sekcja zwłok, bezpośrednią przyczyną śmierci było zachłyśnięcie się wodą z rowu. - Oskarżony dopuścił się tego czynu bez żadnego racjonalnego powodu - argumentowała sędzia Wysokińska-Walenciak.

Mirosław Ł. w śledztwie od początku przekonywał, że nie zamierzał zabić. Na rozprawie przepraszał rodziców Catherine Z., tłumaczył się kłopotami rodzinnymi i zawodowymi. Ale sąd nie miał wątpliwości, że kierowca, bijąc ofiarę, godził się co najmniej na jej śmierć. - Dla każdego oczywiste jest, że już samo zadawanie ciosów w głowę może skutkować zgonem - zaznaczała sędzia Wysokińska-Walenciak.

Zacieranie śladów

Sędzia podkreślała, że przeciwko kierowcy świadczy drobiazgowe zacieranie śladów po zabójstwie (wyrzucił przewód, którym bił, zakrwawione ubranie schował w kontenerze na śmieci, na drugi dzień po zajściu wyjechał z Krakowa). Sam też przyznał, że wychodząc z rowu, do którego wpadł z dziewczyną, widział, że się nie rusza. - Zachowywał się tak, jakby miał pełną świadomość, że jego ofiara nie żyje - zaznaczał sąd.

Dodatkowo Mirosław Ł. będzie musiał zapłacić 100 tys. zł zadośćuczynienia rodzicom zabitej studentki. - Nie będę komentował wyroku sądu, który ma ostatnie słowo. Dla mnie to oczywiście nie jest satysfakcjonujące, bo moje dziecko nie żyje. My będziemy do końca swojego życia żyć z tym. On kiedyś z więzienia wyjdzie, a dla nas więzienie nigdy się nie skończy - powiedział po ogłoszeniu wyroku ojciec ofiary.

Wyrok nie jest prawomocny.

Zobacz także
Tematy ważne dla Krakowa
Dzielnice, osiedla
Komunikacja
Uczelnie
Edukacja
Region
Historia
Tematy
Nieruchomości
Praca