Szkoło, z czym do sześciolatka?

Olga Szpunar
2009-09-02 , aktualizacja: 02.09.2009 12:19
A A A Drukuj
Rozpoczęcie roku szkolnego w SP nr 55 w Krakowie Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta Rozpoczęcie roku szkolnego w SP nr 55 w Krakowie
Gdyby 55 krakowskich podstawówek, w których rozpoczynają naukę sześciolatki, połączyć w jedną, powstałaby szkoła prawie na miarę reformy. Jedne mają małe mebelki, ale nie mają dywaników, inne mają dywaniki, za to mebelków brak. Żadna nie stworzyła dla maluchów wspólnej klasy.
Rok 2009: Rozpoczęcie roku szkolnego w SP nr 78 w Krakowie
fot. Krzysztof Karolczyk / AG
Rok 2009: Rozpoczęcie roku szkolnego w SP nr 78 w Krakowie
SERWISY
W Krakowie naukę w pierwszych klasach szkół podstawowych rozpoczyna 130 sześciolatków. To niewiele ponad 2 proc. wszystkich sześcioletnich dzieci w mieście. W porównaniu z Gdynią, gdzie do szkół pójdzie 20 proc. sześciolatków, to bardzo mało. Mało również w porównaniu z Warszawą, gdzie w szkolnej ławce zasiądzie co 10. maluch.

Ośmiu uczniów w trzech klasach

Gdynia dla swoich sześciolatków tworzy odrębne klasy, w których pracować będzie po dwóch nauczycieli. W Warszawie takich klas będzie 30. W Krakowie do żadnej ze szkół nie zapisano tyle maluchów, by stworzyć z nich odrębną klasę. Najwięcej - bo ośmiu - sześciolatków trafiło do SP nr 55, gdzie będą się uczyć w trzech różnych klasach (podobnie jak sześciolatki z SP nr 4 i 114). Czy nie lepiej, by najmłodsi uczniowie zapisani do jednej szkoły stanowili część wspólnej klasy? Dyrektorzy tłumaczyli nam, że dla rodziców sześciolatków zapisywanych do pierwszych klas to bez znaczenia, więc sami o tym nie pomyśleli.

Skąpe zakupy

Pomyśleli za to o zakupach. Zgodnie z reformą uczniowie klas I-III mają mieć w szkole zorganizowane kąciki zabaw, a przed szkołą plac zabaw. Ponieważ resort edukacji na zmiany nie dał do tej pory samorządom ani złotówki, szkoły robiły zakupy za to co miały. A miały niewiele. To dlatego w SP nr 4 w najmłodszych klasach są dywaniki (nauczyciele zdobyli wykładzinę za 120 zł i obszyli, żeby była ładniejsza), ale nie ma jeszcze tzw. zabawek (MEN wymaga kolorowych piłek, klocków, a nawet zestawów do pokonywania wysokości i torów przeszkód). W SP nr 114 są małe mebelki, stoliczki i szafeczki, za to brak dywaników i wydzielonych na kąciki miejsc. W miarę wyposażone kąciki (jeden za 4 tys. zł), jednak bez fajerwerków w postaci torów przeszkód, ma podstawówka nr 55. Ma też specjalną salkę do ćwiczeń dla maluchów, ale placu zabaw brak.

W Krakowie własny kawałek ziemi z drabinkami ma tylko 10 szkół (na 97 podstawówek). Reszta stoi w kolejce po sprzęt, który MEN obiecał w ramach programu "Radosna szkoła". W sumie krakowskie podstawówki złożyły wnioski na przystosowanie szkolnych kącików i placów na kwotę ok. 3 mln. zł.

- Dobrze będzie - nie traci optymizmu Bożena Mikoś, dyrektor SP nr 114. Tyle że dopiero będzie, a sześciolatki w szkołach już są. - To, w jakim procencie rodzice posyłają sześcioletnie dzieci do szkół, świadczy o tym, na ile w reformę zaangażowali się samorządowcy i dyrektorzy szkół - uważa minister edukacji Katarzyna Hall.

Samorządowcy powinni byli się postarać we własnym interesie. Sześciolatki w szkołach oznaczają wolne miejsca w przedszkolach, których w całym kraju, a zwłaszcza w Krakowie, jest jak na lekarstwo.

Na razie tylko garstka

Kraków w porównaniu z Gdynią, która akcję propagandową rozpętała nawet w kościołach, zrobił bardzo niewiele. Nakręcił jedynie 6-minutowy film reklamujący dobry stan zerówek w miejskich podstawówkach. Zapomniał jednak, że do tych zerówek pójdą właśnie te dzieci, których rodzice nie zapiszą do szkół. Sprzedawał więc towar już sprzedany.

Być może miejscy urzędnicy uznali, że dla garstki zainteresowanych nie ma się co tak bardzo starać. Być może jednak ta "garstka" byłaby większa, gdyby się postarali. A gdyby garstka była większa, to może i szkoły byłyby lepiej na przyjęcie maluchów przygotowane.

Dyrektorzy krakowskich szkół, do których zapisano sześciolatki, nie kryją podejrzeń, że bez względu na reformę te dzieci i tak by do nich trafiły. Co roku bowiem część rodziców sama podejmuje decyzję, by ich pociechy szybciej zaczęły naukę. Dyrektorzy pewnie mają rację. Trudno bowiem uwierzyć, że to przystosowanie krakowskich podstawówek do reformy nakłoniło garstkę rodziców, by posłali dzieci rok wcześniej do szkoły.

Polecamy: Po 1 września pijani uczniowie leżą na ulicy



Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy