Tak parkują, że wszystko blokują
2009-10-02
, aktualizacja: 02.10.2009 11:54
Dwa źle zaparkowane auta po raz kolejny wstrzymały w czwartek komunikację miejską w Krakowie. MPK alarmuje: - To już poważny problem! Ale miasto nie ma skutecznej metody walki z nieodpowiedzialnymi kierowcami.
ZOBACZ TAKŻE
- Wyrzucić auta z centrum! (01-10-09, 13:36)
- Kraków stoi, bo ma za mało lawet (16-07-09, 20:05)
- Znalazł się bat na auta blokujące przejazd tramwajom (26-01-10, 07:00)
- Blokada ulicy: Laweta wreszcie na czas (30-11-09, 14:51)
- Samochód znowu zablokował Rakowice (25-10-09, 13:22)
- Laweciarze: ściąganie aut z torów to nie biznes (20-10-09, 23:50)
- Pl. Nowy jak plac parkingowy. Wyrzucić auta? (20-10-09, 06:00)
- Listy. Wyrzucić samochody z centrum? Oczywiście! (16-10-09, 15:58)
- Listy. Ograniczyć ruch także dla mieszkańców (12-10-09, 15:07)
- Listy. Kto i po co jeździ do centrum (10-10-09, 19:22)
- Powtarzam: Wyrzucić samochody z centrum! (09-10-09, 07:00)
- Listy. Krakowianie i samochody (07-10-09, 12:00)
- Listy. Ruch w centrum: tak, ale wyselekcjonowany (06-10-09, 14:03)
- Listy. Ruch w centrum jest konieczny (05-10-09, 14:42)
- Auto na torach? To przesuwamy (05-10-09, 14:30)
- Obywatelskie donosy na źle parkujących (05-10-09, 09:00)
- List. Tak, wyrzucić auta z centrum! (02-10-09, 23:00)
Znowu to samo. Samochód zaparkowany zbyt blisko torów na ul. Piłsudskiego zablokował przejazd tramwaju. Właściciel auta zauważył, że narozrabiał, i jeszcze przed przyjazdem straży miejskiej usunął samochód. Upiekło mu się, choć kilkudziesięciu pasażerów tramwaju na pewno nie było zadowolonych z opóźnienia. Podobnie jak wiele innych osób korzystających z komunikacji miejskiej, które nawet nie wiedziały, dlaczego tramwaje się spóźniają. Rozkład jazdy na całej linii posypał się bowiem na co najmniej godzinę.
Ten sam dzień i podobna sytuacja: źle zaparkowane auto blokuje torowisko prowadzące na cmentarz Rakowicki. Na szczęście po kilku minutach pojawia się właściciel samochodu.
- Od początku roku zanotowaliśmy już 178 takich incydentów - mówi Marek Gancarczyk, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Większość tych blokad jest podobna do wczorajszych. Tory zablokowane są przez kilka minut. - Wczoraj kierowcy szybko wrócili do aut i je przestawili, ale nawet takie przerwy w rozkładzie są dużym problemem. Kiedy dojdzie do poważniejszych zatrzymań, nie tylko korkuje się centrum miasta. Wiele kursów innych linii, których tramwaje przejeżdżają przez zablokowane miejsce, wypada z rozkładów. Tracimy zarówno my, jak i pasażerowie czekający na spóźniające się tramwaje - dodaje.
W tym roku zdarzały się jednak już i takie sytuacje, że na kilka godzin stawało w korkach nawet pół miasta. Największe blokady torowisk miały miejsce:
* 15 stycznia na ul. Rakowickiej. Godz. 7.43. Źle zaparkowane auto blokuje tramwaj linii 2. Przerwa w ruchu komunikacji miejskiej trwa godzinę i 15 minut.
* 11 lutego na odcinku ul. Starowiślnej między ul. Dietla a Pocztą Główną. Godz. 14.26. Wystający na jezdnię jeep blokuje przejazd tramwaju linii 24. Służby nie mogą znaleźć właściciela auta. Laweta zabiera samochód dopiero po godzinie.
* 15 lipca na ul. Karmelickiej. Tuż przed godz. 14 tramwaj linii nr 8 staje zablokowany przez nieudolnie zaparkowany na chodniku samochód. Policja nie może namierzyć kierowcy. Co gorsza, w pobliżu nie ma wolnych lawet. Blokada linii tramwajowej trwa przeszło 80 minut. Krakowianie do centrum dostają się pieszo.
W takich sytuacjach tramwaje jeżdżą objazdami, a za pokonywane przez nie dodatkowe kilometry i za tymczasowe połączenia autobusowe płaci miasto. Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu nie wypracował dotąd sposobu na ograniczenie liczby takich sytuacji. Ten najbardziej skuteczny, czyli przepchnięcie auta, jest nielegalny.
- Czasem zdarza się, że pasażerowie biorą sprawy w swoje ręce i przesuwają samochód - opowiada jeden z krakowskich motorniczych. Zaznacza jednak, że on sam może tylko wezwać na miejsce policję bądź straż miejską.
Służby z kolei także nie chcą dotknąć auta, by nie narazić się na oskarżenie o uszkodzenie pojazdu. Jeżeli kierowca nie odnajdzie się w kilka minut, dzwonią po lawetę i wystawiają mandat. Cała procedura może trwać nawet półtorej godziny, co udowodnił choćby przypadek blokady z lipca tego roku.
Nikt w mieście nie zabrał się do tej pory za opracowanie systemu, który pozwoliłby szybko i sprawnie usuwać blokady. Kierowcy źle zaparkowanych aut kończą zwykle z mandatem rzędu 200-300 zł oraz jednym punktem karnym, czasem jeszcze opłatą za holowanie auta - 200 zł.
Sytuację ma zmienić nowa procedura wypracowana ostatnio przez ZIKiT. - Po każdym zatrzymaniu komunikacji miejskiej będziemy liczyli, ile nas to kosztowało. Jeżeli z rachunków wyjdzie nam, że opłaca się dochodzić odszkodowania na drodze sądowej, to będziemy składać pozwy - zapewnia Michał Pyclik z ZIKiT.
Komentarz Bartosza Piłata
Niedawno ustaliliśmy, dlaczego tak długo czekamy na przyjazd lawety, która usunęłaby zawalidrogę. Pojazdów jest zbyt mało, a laweciarze nie spieszą się na wezwanie straży miejskiej czy policji. Służby wzywają lawety z opóźnieniem, bo "kierowcę często udaje się znaleźć po kilku minutach i nie ma sensu, by laweta jechała na darmo". Zastanawia mnie, dlaczego za darmo? Usługa holowania auta, za którą płaci kierowca, powinna rozpoczynać się w momencie wezwania. Nawet jeśli auto nie będzie odholowane, jego kierowca powinien zapłacić za przyjazd lawety. A dodatkowo słono zapłacić za holowanie i parking.
Ten sam dzień i podobna sytuacja: źle zaparkowane auto blokuje torowisko prowadzące na cmentarz Rakowicki. Na szczęście po kilku minutach pojawia się właściciel samochodu.
- Od początku roku zanotowaliśmy już 178 takich incydentów - mówi Marek Gancarczyk, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Większość tych blokad jest podobna do wczorajszych. Tory zablokowane są przez kilka minut. - Wczoraj kierowcy szybko wrócili do aut i je przestawili, ale nawet takie przerwy w rozkładzie są dużym problemem. Kiedy dojdzie do poważniejszych zatrzymań, nie tylko korkuje się centrum miasta. Wiele kursów innych linii, których tramwaje przejeżdżają przez zablokowane miejsce, wypada z rozkładów. Tracimy zarówno my, jak i pasażerowie czekający na spóźniające się tramwaje - dodaje.
W tym roku zdarzały się jednak już i takie sytuacje, że na kilka godzin stawało w korkach nawet pół miasta. Największe blokady torowisk miały miejsce:
* 15 stycznia na ul. Rakowickiej. Godz. 7.43. Źle zaparkowane auto blokuje tramwaj linii 2. Przerwa w ruchu komunikacji miejskiej trwa godzinę i 15 minut.
* 11 lutego na odcinku ul. Starowiślnej między ul. Dietla a Pocztą Główną. Godz. 14.26. Wystający na jezdnię jeep blokuje przejazd tramwaju linii 24. Służby nie mogą znaleźć właściciela auta. Laweta zabiera samochód dopiero po godzinie.
* 15 lipca na ul. Karmelickiej. Tuż przed godz. 14 tramwaj linii nr 8 staje zablokowany przez nieudolnie zaparkowany na chodniku samochód. Policja nie może namierzyć kierowcy. Co gorsza, w pobliżu nie ma wolnych lawet. Blokada linii tramwajowej trwa przeszło 80 minut. Krakowianie do centrum dostają się pieszo.
W takich sytuacjach tramwaje jeżdżą objazdami, a za pokonywane przez nie dodatkowe kilometry i za tymczasowe połączenia autobusowe płaci miasto. Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu nie wypracował dotąd sposobu na ograniczenie liczby takich sytuacji. Ten najbardziej skuteczny, czyli przepchnięcie auta, jest nielegalny.
- Czasem zdarza się, że pasażerowie biorą sprawy w swoje ręce i przesuwają samochód - opowiada jeden z krakowskich motorniczych. Zaznacza jednak, że on sam może tylko wezwać na miejsce policję bądź straż miejską.
Służby z kolei także nie chcą dotknąć auta, by nie narazić się na oskarżenie o uszkodzenie pojazdu. Jeżeli kierowca nie odnajdzie się w kilka minut, dzwonią po lawetę i wystawiają mandat. Cała procedura może trwać nawet półtorej godziny, co udowodnił choćby przypadek blokady z lipca tego roku.
Nikt w mieście nie zabrał się do tej pory za opracowanie systemu, który pozwoliłby szybko i sprawnie usuwać blokady. Kierowcy źle zaparkowanych aut kończą zwykle z mandatem rzędu 200-300 zł oraz jednym punktem karnym, czasem jeszcze opłatą za holowanie auta - 200 zł.
Sytuację ma zmienić nowa procedura wypracowana ostatnio przez ZIKiT. - Po każdym zatrzymaniu komunikacji miejskiej będziemy liczyli, ile nas to kosztowało. Jeżeli z rachunków wyjdzie nam, że opłaca się dochodzić odszkodowania na drodze sądowej, to będziemy składać pozwy - zapewnia Michał Pyclik z ZIKiT.
Komentarz Bartosza Piłata
Niedawno ustaliliśmy, dlaczego tak długo czekamy na przyjazd lawety, która usunęłaby zawalidrogę. Pojazdów jest zbyt mało, a laweciarze nie spieszą się na wezwanie straży miejskiej czy policji. Służby wzywają lawety z opóźnieniem, bo "kierowcę często udaje się znaleźć po kilku minutach i nie ma sensu, by laweta jechała na darmo". Zastanawia mnie, dlaczego za darmo? Usługa holowania auta, za którą płaci kierowca, powinna rozpoczynać się w momencie wezwania. Nawet jeśli auto nie będzie odholowane, jego kierowca powinien zapłacić za przyjazd lawety. A dodatkowo słono zapłacić za holowanie i parking.
Wyrzucić auta z centrum! Zgadzasz się, jesteś przeciw? Podyskutuj!
- 40 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Powinien placic miejski architekt
garnek_z_neolitu
02.10.09, 10:25
Tak sie dziwnie sklada, ze blokady powstaja na ulicach remontowanych iprzebudowanych przez miejskich geniuszy. Dawniej nie bylo problemu z tymiulicami, dopiero po ich zwezeniu nagle (o »
Najczęściej czytane24 htydzień







więcej zdjęć

