"Nie zabijam, nie kradnę, nie cudzołożę, nie wierzę" - to treść jednego z transparentów, który kołysał się nad głowami maszerujących w sobotę po Krakowie ateistów i agnostyków. Dobrze oddawał przesłanie organizatorów marszu, jakie chcieli przekazać mieszkańcom Krakowa. - Chodzi nam o to, by przekonać choć część ludzi, że agnostyk i ateista nie są osobami amoralnymi, złymi czy zboczonymi. Niestety, często jesteśmy tak postrzegani - deklarowała Ewelina Podsiad, rzeczniczka prasowa Młodych Wolnomyślicieli, którzy zorganizowali marsz. W Krakowie, bo tu działają Wolnomyśliciele.
Uczestnicy wydarzenia, w znacznej mierze studenci, nieśli transparenty z hasłami: "Wierzę w wiedzę", "Żyj bez grzechu, bądź ateistą", "Świat nie jest czarno-biały".
Marsz ruszył spod Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pod opieką ok. 50 policjantów uczestnicy przeszli Plantami do Bramy Floriańskiej i dalej na Rynek. Stamtąd Grodzką i koło Wawelu doszli pod pomnik Tadeusza Boya-Żeleńskiego (jednego z najzagorzalszych przedwojennych ateistów). Chcieli przypomnieć w ten sposób jego postać. Marsz przebiegał spokojnie i jedynie pod pomnikiem Boya natrafił na kilkunastoosobową niezapowiedzianą kontrmanifestację. Po drodze, pod pomnikiem Mickiewicza, maszerujący przedstawili swoje postulaty. Skupiały się one głównie na wzmocnieniu przestrzegania przez państwo zawartej w konstytucji zasady neutralności światopoglądowej. Dlatego przypominali o konieczności całkowitego oddzielenia sfer polityki i religii w życiu społecznym.
Domagali się także neutralności światopoglądowej w polskich szkołach publicznych oraz rzetelnej i opartej na najnowszych osiągnięciach nauki edukacji seksualnej w szkołach.
Wśród blisko pięciuset - zgodnie z szacunkami policji - uczestników marszu większość stanowili przyjezdni z całej Polski. Deszczowa pogoda nie zachęcała krakowian do wyjścia z domu, ale ci, którzy pokonali często kilkaset kilometrów, by zamanifestować swoje poglądy, deszczu się nie przestraszyli. - Dla mnie to bardzo ważne wydarzenie. Jestem z Gdańska, ale u mnie na taki marsz nie ma co liczyć. Cieszę się, że młodzi ludzie z Krakowa zdecydowali się na organizację tego wydarzenia - mówił dobiegający pięćdziesiątki Tadeusz, nauczyciel z Gdańska. - Mogę o sobie powiedzieć "wojujący ateista". I będę nim dotąd, póki państwo nie zostanie jasno i zdecydowanie oddzielone od Kościoła - dodawał jego kolega.
Krakowianie, którzy stanowili mniejszość wśród maszerujących, licznie stawili się za to wieczorem w klubie Pod Jaszczurami na dyskusji "Moralność bez Boga". Tłum ludzi w każdym wieku (największą grupę stanowili studenci) wylewał się z sali, gdzie m.in. prof. Jan Woleński i dr Jan Hartmann rozmawiali ze zgromadzonymi.
Polecamy także: Chcą nam zabetonować Dunajec!