Marszałek przeprasza Leokadię Wyspiańską za eksmisję
2009-10-17
, aktualizacja: 16.10.2009 22:59
Po petycji w obronie synowej wielkiego polskiego twórcy urząd marszałkowski wycofuje z sądu pozew o eksmisję z mieszkania Leokadii Wyspiańskiej. Marszałek do listu z przeprosinami dołączył bukiet kwiatów.
ZOBACZ TAKŻE
- Dlaczego Kraków chce eksmitować Leokadię Wyspiańską? (15-10-09, 09:00)
Leokadia Wyspiańska ponad pół wieku pracowała jako sekretarka w Szpitalu Psychiatrycznym im. Babińskiego w Krakowie. Mieszkała w 34-metrowej kawalerce, w bloku tuż przy lecznicy.
Urząd Marszałkowski w Krakowie, który jest jego właścicielem, od kilku lat stara się uregulować status prawny budynku. Ponieważ pani Leokadia nie wyraziła chęci zakupu lokalu, w dodatku przeprowadziła się do córki, urzędnicy wszczęli procedurę eksmisji kobiety z lokalu. - Nie na bruk oczywiście - zarzekał się Zdobysław Milewski, rzecznik prasowy urzędu marszałkowskiego. - Otrzymałaby lokal socjalny z zasobu gminy. Do momentu zapewnienia tego lokalu pozostałaby tam, gdzie mieszka. Orzeczenie o eksmisji nie oznacza przecież automatycznej wyprowadzki.
Po tym oświadczeniu petycję w obronie pani Leokadii przed eksmisją podpisało ponad 200 osób w całym kraju, w tym tak znane postaci jak Krystyna Janda i Joanna Szczepkowska. Żądali natychmiastowej pomocy dla Leokadii "synowej wielkiego polskiego twórcy, Stanisława Wyspiańskiego, która przez wiele dziesięcioleci była fenomenalną propagatorką dzieła i postaci swojego wielkiego teścia".
Artyści chcieli wycofania się urzędników z eksmisji, prawnicy bronili przepisów. - Urzędnik każdy przypadek powinien traktować z równą wnikliwością - tłumaczył prof. Zbigniew Ćwiąkalski, uznany krakowski adwokat, były minister sprawiedliwości. - Są oczywiście ludzie bardziej zasłużeni, ale formą docenienia ich wysiłku są np. medale i nagrody. W czysto administracyjnych sprawach pochodzenie nie może decydować, czy się komuś należy mieszkanie, czy nie.
W piątek udało się znaleźć kompromisowe rozwiązanie tego problemu. "Nasza decyzja o skierowaniu sprawy na drogę sądową motywowana była informacją, że mieszka Pani u córki w Lublinie. W takiej sytuacji w trosce o dobrą gospodarkę publicznym mieniem i w zgodzie z zapisami prawa uważaliśmy, że musimy wypowiedzieć umowę najmu. Nie byliśmy powiadomieni o wyprowadzeniu się Pani od córki, Pani chorobie i pobycie
w krakowskim szpitalu" - wyjaśnia wicemarszałek Roman Ciepiela. "Zapewniam Panią, że gdyby poinformowano nas o nowych okolicznościach wcześniej wycofalibyśmy wniosek o eksmisję. Szczerze Pani współczujemy i mamy nadzieję, że po szybkim powrocie do zdrowia wróci Pani do swego mieszkania".
Marszałek przekonywał, że decyzja zarządu nie wynika z faktu, że urząd specjalnie potraktował panią Leokadię ze względu na nazwisko. - Od 2007 roku, kiedy podejmowaliśmy tę decyzję, po prostu wiele się zmieniło w sytuacji pani Leokadii. Nie mieszka u córki, choruje - mówi Ciepiela.
Tymczasem w tym samym przyszpitalnym bloku jeszcze trzech innych lokatorów czeka podobny los, co panią Leokadię. Wypowiedziano im najem mieszkań (o powierzchni 46,4 metra, 33,8 i 33 metry). Jeśli słowa marszałka miałyby się okazać prawdą, to urzędnicy powinni zbadać i ich obecną sytuację życiową. Może im też należą się teraz przeprosiny i bukiety kwiatów. Zwłaszcza że autor petycji Remigiusz Grzela, kierownik literacki warszawskiego Teatru na Woli, mówił: - Gdyby chodziło o osobę z innym nazwiskiem, też bym się za nią ujął. Bez względu na to, kogo rzecz dotyczy, nieludzkie wydaje mi się ciąganie po sądach osób w podeszłym wieku i grożenie im eksmisją.
Urząd Marszałkowski w Krakowie, który jest jego właścicielem, od kilku lat stara się uregulować status prawny budynku. Ponieważ pani Leokadia nie wyraziła chęci zakupu lokalu, w dodatku przeprowadziła się do córki, urzędnicy wszczęli procedurę eksmisji kobiety z lokalu. - Nie na bruk oczywiście - zarzekał się Zdobysław Milewski, rzecznik prasowy urzędu marszałkowskiego. - Otrzymałaby lokal socjalny z zasobu gminy. Do momentu zapewnienia tego lokalu pozostałaby tam, gdzie mieszka. Orzeczenie o eksmisji nie oznacza przecież automatycznej wyprowadzki.
Po tym oświadczeniu petycję w obronie pani Leokadii przed eksmisją podpisało ponad 200 osób w całym kraju, w tym tak znane postaci jak Krystyna Janda i Joanna Szczepkowska. Żądali natychmiastowej pomocy dla Leokadii "synowej wielkiego polskiego twórcy, Stanisława Wyspiańskiego, która przez wiele dziesięcioleci była fenomenalną propagatorką dzieła i postaci swojego wielkiego teścia".
Artyści chcieli wycofania się urzędników z eksmisji, prawnicy bronili przepisów. - Urzędnik każdy przypadek powinien traktować z równą wnikliwością - tłumaczył prof. Zbigniew Ćwiąkalski, uznany krakowski adwokat, były minister sprawiedliwości. - Są oczywiście ludzie bardziej zasłużeni, ale formą docenienia ich wysiłku są np. medale i nagrody. W czysto administracyjnych sprawach pochodzenie nie może decydować, czy się komuś należy mieszkanie, czy nie.
W piątek udało się znaleźć kompromisowe rozwiązanie tego problemu. "Nasza decyzja o skierowaniu sprawy na drogę sądową motywowana była informacją, że mieszka Pani u córki w Lublinie. W takiej sytuacji w trosce o dobrą gospodarkę publicznym mieniem i w zgodzie z zapisami prawa uważaliśmy, że musimy wypowiedzieć umowę najmu. Nie byliśmy powiadomieni o wyprowadzeniu się Pani od córki, Pani chorobie i pobycie
w krakowskim szpitalu" - wyjaśnia wicemarszałek Roman Ciepiela. "Zapewniam Panią, że gdyby poinformowano nas o nowych okolicznościach wcześniej wycofalibyśmy wniosek o eksmisję. Szczerze Pani współczujemy i mamy nadzieję, że po szybkim powrocie do zdrowia wróci Pani do swego mieszkania".
Marszałek przekonywał, że decyzja zarządu nie wynika z faktu, że urząd specjalnie potraktował panią Leokadię ze względu na nazwisko. - Od 2007 roku, kiedy podejmowaliśmy tę decyzję, po prostu wiele się zmieniło w sytuacji pani Leokadii. Nie mieszka u córki, choruje - mówi Ciepiela.
Tymczasem w tym samym przyszpitalnym bloku jeszcze trzech innych lokatorów czeka podobny los, co panią Leokadię. Wypowiedziano im najem mieszkań (o powierzchni 46,4 metra, 33,8 i 33 metry). Jeśli słowa marszałka miałyby się okazać prawdą, to urzędnicy powinni zbadać i ich obecną sytuację życiową. Może im też należą się teraz przeprosiny i bukiety kwiatów. Zwłaszcza że autor petycji Remigiusz Grzela, kierownik literacki warszawskiego Teatru na Woli, mówił: - Gdyby chodziło o osobę z innym nazwiskiem, też bym się za nią ujął. Bez względu na to, kogo rzecz dotyczy, nieludzkie wydaje mi się ciąganie po sądach osób w podeszłym wieku i grożenie im eksmisją.
- 18 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
córka zostawiła starą matkę bez opieki ?
zgr-edo
20.10.09, 10:05
okropność»
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.






