Czy bać się Google Books?

Magdalena Kursa, Rafał Romanowski
2009-11-06 , aktualizacja: 06.11.2009 23:38
A A A Drukuj
Philipp Colombet Fot.Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta Philipp Colombet
Philipp Colombet przyjechał do Krakowa, by rozwiać lęki autorów i wydawców związane z powstaniem wielkiej internetowej biblioteki - Google Books. Niestety, nie rozwiał.
Philipp Colombet
Fot.Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta
Philipp Colombet
Philipp Colombet
Fot.Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta
Philipp Colombet
Philipp Colombet
Fot.Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta
Philipp Colombet
Philipp Colombet odpowiedzialny w Google za współpracę z wydawcami w Europie przyjechał do Krakowa w nieprzypadkowym terminie. Targi Książki, które przyciągnęły wydawców z całej Polski, to dobra okazja, by rozwiać kontrowersje narosłe wokół projektu Google Books.

Przypomnijmy: na potrzeby tworzonej od czterech lat największej na świecie internetowej czytelni Google chce zeskanować wszystkie książki dostępne w amerykańskich bibliotekach, w tym polskie. Do tej pory zeskanowano 7 mln tomów. Problem w tym, że Google nie pyta o zdanie w tej sprawie właścicieli praw autorskich. A to jest sprzeczne z europejskim prawem. Choć Google tłumaczy, że skanuje i archiwizuje książki dla dobra ludzkości, aby każdy w najbardziej odległym zakątku globu mógł odnaleźć dany tytuł, polscy wydawcy patrzą na projekt sceptycznie.

O tym, czym jest Google Books, przekonaliśmy się na własnej skórze, gdy kilka miesięcy temu zobaczyliśmy w polskiej edycji programu naszą książkę "KRK. Książka o Krakowie", która w googlowskiej czytelni znalazła się bez naszej wiedzy i zgody. Śledztwo mające odpowiedzieć na pytanie, kto ją tam wrzucił, opisaliśmy w "Dużym Formacie", magazynie reporterów "Gazety". Odpowiedzialnym za transfer książki do internetu okazał się były pracownik Znaku. Przy okazji wyszło na jaw, jak bardzo zagubieni wobec globalnego projektu Google są polscy wydawcy.

Czy wysłannikowi Google udało się przekonać sceptyków? Nie bardzo.

Ilu polskich wydawców przystąpiło do programu partnerskiego Google Books, w ramach którego wrzucają do sieci fragmenty swoich książek? - zaczęliśmy rozmowę z Colombetem.

- Kilku, przede wszystkim wydawnictwa specjalizujące się w tematyce prawno-ekonomicznej - odpowiedział.

Ile zarobili polscy wydawcy, którzy zgodzili się na umieszczanie obok swoich książek linków sponsorowanych? - pytamy dalej.

- Dochody z reklam to dla wydawców tylko wisienka na torcie. Nasz serwis jest dla nich przede wszystkim bezpłatnym narzędziem marketingowym - odpowiadał przedstawiciel Google. Nie potrafił jednak odpowiedzieć, czy komukolwiek w Polsce wypłacono już pieniądze w ramach podziału zysków z reklam. Zachwalał natomiast marketingowe korzyści dla wydawców. - Do każdego z nich co tydzień spływają dane, ile osób odwiedziło strony z książką. Jeśli wydawca chce, obok skanu książki zamieszczamy też linki do jego strony i do internetowych sklepów - mówił Colombet, przyznając, że w Polsce projekt Google Books na razie raczkuje.

Nie bierze w nim udział żadna polska biblioteka. Polscy wydawcy czekają z decyzjami do najbliższego poniedziałku, gdy ma zostać przedstawione nowe porozumienie Google z wydawcami amerykańskimi. Poprzednią ugodę zakwestionował amerykański sąd federalny.

Goszczący w Krakowie Colombet, który sam jest autorem książki, którą chciałby wrzucić do googlowskiej sieci (nie może tego zrobić, bo oddał wydawcy prawa autorskie), mówił o projekcie z prawdziwą pasją. Szkoda jednak, że przedstawiciele Google, firmy znanej przecież z prowadzenia szczegółowych analiz wszystkiego, co dzieje się w sieci, nie potrafili odpowiedzieć na kilka najbardziej podstawowych dla rynku polskiego pytań.

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów