Tacy złodzieje dzielą się na podgrupy: wielbicieli luksusowych przyjemności, jak kąpiel w czyimś jacuzzi, delektowanie się najdroższym koniakiem domowników i zwykłych konsumentów.
Przykładem jest historia opowiedziana przez Annę Dymną: - Jedno z nowo powstałych osiedli pod Krakowem. Właścicielka posesji wchodzi do domu. Na progu łazienki wita ją pies, który zachowuje się niespokojnie, warczy i szczeka. Ona zagląda więc do pomieszczenia, a tam... w wannie kąpie się starszy pan! Oniemiała. A pan spokojnym tonem tłumaczy: - Ja nic nie chciałem zabrać, chciałem tylko raz w życiu wykąpać się w luksusowej wannie... Takie historie budzą co najwyżej uśmiech, bo jaka tu szkodliwość czynu? - uśmiecha się aktorka.
Wśród policjantów króluje jednak historia włamywacza, który zasnął... w dziecinnym rozkładanym foteliku. Na przełomie października i listopada policjanci z Ciężkowic w Małopolsce zatrzymali 59-letniego mężczyznę, który włamał się do dwóch sąsiadujących domów. Złapali go, gdy... spał w łóżku w jednej z tych posiadłości. Włamywacz (jak się później okazało, wcale nie amator) wszedł do obu budynków po wybiciu szyb w oknach. Z pierwszego ukradł kilka konserw i słoików z przetworami. W drugim opróżnił butelkę koniaku. Policjanci zatrzymali go upojonego alkoholem, gdy smacznie chrapał pod kołdrą. Później wyszło na jaw, że 59-latek ma na koncie szereg innych włamań.
- Pamiętam sytuację sprzed kilku miesięcy, gdy w Bochni mężczyzna włamał się do domku jednorodzinnego. Właścicielka zastała go, gdy... siedział na ubikacji. Tak się wystraszył, że wyskoczył przez okno i złamał nogę - wspomina Anna Zbroja z zespołu prasowego małopolskiej policji.
Średnio na terenie jednej krakowskiej dzielnicy co dziesiąte/piętnaste włamanie to właśnie przypadek włamywaczy konsumentów.
- Przyjeżdżamy na oględziny po zgłoszeniu i dosłownie ręce opadają. Bo okazuje się, że z kuchni zginęły: cztery puszki piwa, dwa kawałki kiełbasy, pół chleba z szafki, cała zawartość zamrażalnika, paczki papierosów i zapasy alkoholu. Jak znajdą lekarstwa, to zabierają wszystko, co popadnie, nawet te, których przeznaczenia nie znają. A reszta nietknięta. Zdarzały się takie kuriozalne przypadki, że złodzieje otworzyli szufladę w komodzie, obejrzeli leżącą tam biżuterię i z powrotem odłożyli na miejsce! - opowiada policjant jednego z miejskich komisariatów.
W miejscowościach pod Krakowem takie włamania stanowią mniej więcej 10 procent wszystkich: - Jeśli chodzi o artykuły spożywcze, największym popytem cieszy się alkohol, zwłaszcza wódka - przyznaje Marek Korzonek, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Krakowie. Najwięcej takich włamań - bo aż 150 rocznie - jest do domków letniskowych, bo domownicy opuszczają je na zimę.
Dlaczego włamywacze konsumenci nie skuszą się na drogi sprzęt elektroniczny, biżuterię, wyposażenie domu? Bo zdaniem funkcjonariuszy nie mają kontaktu z półświatkiem, z paserami, którzy pomogliby im upłynnić skradziony towar. - Dlaczego w takim razie nie "zaopatrują się" w sklepach, przecież nie mają pewności, czy domowa lodówka i spiżarka nie będą puste? - pytam jednego z policjantów. - To proste. W sklepach są kamery, ochrona. Na chłopaków w kapturach czy obdartych bezdomnych każdy pracownik zwróci uwagę. A w pustym domu ryzyko złapania na gorącym uczynku jest mniejsze - kwituje mundurowy.
Ludzie, którym zniknął z lodówki de volaille, przyznają, że mimo małych strat sama obecność obcej osoby w domu jest nieprzyjemna. Dlatego żeby skutecznie zabezpieczyć mieszkanie przez nieproszonymi gośćmi, warto zaopatrzyć się w co najmniej dwa zamki w drzwiach, alarm, ale od znajomego elektryka, bo seryjne systemy zabezpieczeń są seryjnie wyłączane przez włamywaczy. Niezawodne są też sprawdzone sposoby, jak dobry kontakt z sąsiadem, który w razie naszej nieobecności przypilnuje dobytku, alarmowanie policji o podejrzanych osobach pod blokiem i niewpuszczanie do klatki każdego, kto zadzwoni domofonem pod byle pretekstem.
Polecamy także: Oszukiwał kobiety udając dziennikarza sportowego oraz inne informacje z Kroniki Kryminalnej