Rodzice mają prawo do żałoby

Małgorzata Skowrońska, Iwona Hajnosz
2009-11-15 , aktualizacja: 15.11.2009 22:29
A A A Drukuj
Stracili dzieci i domagają się prawa do żałoby. Zdarza się, że tego prawa nie dają im rodziny, szpitale, księża. Wsparł ich biskup tarnowski Wiktor Skworc, który rozesłał do szpitali i duchownych list w sprawie poronień.
Październik 2005, Warszawa - pierwszy pogrzeb poronionych dzieci,  zorganizowany przez fundację Nazaret
Październik 2005, Warszawa - pierwszy pogrzeb poronionych dzieci, zorganizowany przez fundację Nazaret
„Kiedy to wszystko się stało, podetknięto mi w szpitalu sterty papierów do podpisania: zgody na zabieg, na znieczulenie itp. Między innymi było tam oświadczenie, że pozostawiam »tkanki « w szpitalu. Byłam tak oszołomiona bólem, przede wszystkim psychicznym, że zalana łzami to podpisałam. Teraz żałuję. Może gdyby mój Aniołeczek miał prawdziwy grobek, mnie byłoby chociaż odrobinę lżej” - to fragment blogu aniolekmaciulek.blog.onet.pl, opublikowany w książce „Aniołkowe mamy. Historie kobiet, które poroniły” (wydawnictwo M, Kraków 2009).

Biskup Skworc napisał, że "rodzice mają niezbywalne prawo, aby pożegnać, opłakiwać i pochować swoje dziecko". Zaapelował też do lekarzy, pielęgniarek i księży o życzliwe podejście do rodziców przeżywających stratę.

- Szanujemy każdą decyzję rodziców. Jeśli wyrażają taką chęć i chcą pochować swe dziecko, nigdy nie robimy przeszkód - zapewnia Piotr Marszał, ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego Szpitala im. Rydygiera w Krakowie. Dodaje też, że "strata dziecka, nawet jeśli to był początek ciąży, to dramat".

Problem w tym, że nie wszystkie lecznice informują rodziców, jakie są ich prawa. - Zdarza się, że rodzice wychodzą ze szpitala w szoku. Okazuje się, że nie postarali się o odpowiednie dokumenty potrzebne do wydania ciała, bo nikt im o tym nie powiedział. Kiedy sami orientują się, jakiego dokumentu powinni się domagać, jest już za późno - mówi Marta Nawrocka, psychoterapeutka, która pomaga kobietom po poronieniach.

Problemy pojawiają się też w parafiach, gdy rodzice proszą o pochówek dziecka. Pół roku temu zgłosiła się do psychoterapeutki kobieta, która poroniła w szóstym tygodniu ciąży. Kiedy zgłosiła się do proboszcza, usłyszała, że pogrzebu urządzić nie można, bo dziecko nie było ochrzczone. - W końcu ksiądz zgodził się na pochówek, ale nie było mszy, tylko krótkie nabożeństwo - opowiada Nawrocka. Jak twierdzi, jednym z elementów żałoby jest pogrzeb i grób, nad którym swoje cierpienie można przeżywać. - Ciągle bagatelizujemy problem poronień i straty, jaką taka śmierć powoduje. Nawet rodziny odmawiają rodzicom prawa do żałoby, nie chcąc uczestniczyć w takim pogrzebie. Nie rozumieją, że ludzie, którzy stracili dziecko, chcą w ten sposób się z nim pożegnać - tłumaczy Nawrocka. I dodaje, że list hierarchy kościelnego do dyrektorów szpitali i duchownych "może pomóc w przełamaniu tabu".

Tymczasem polskie prawo zezwala na pochówek dziecka bez względu na tydzień, w którym zakończyła się ciąża (to prawo każdego dziecka, nawet jeśli medycznie jest to zarodek). A nawet bez względu na to, czy jest to całe ciało, czy tylko jego szczątki. W takich przypadkach szpital wystawia tzw. pisemne zgłoszenie urodzenia z informacją, że było martwe. Zgon poświadcza potem urząd stanu cywilnego, który wydaje akt zgonu (w tym przypadku akt rejestracji dziecka martwo urodzonego jest tożsamy z wydaniem aktu zgonu).

- Dla nas akt zgonu i rachunki związane z urządzeniem pogrzebu przedstawione przez rodziców są dowodem do wypłaty zasiłku pogrzebowego, jeśli rodzina była ubezpieczona - wyjaśnia Robert Kordaszewski, rzecznik prasowy krakowskiego ZUS-u.

Kobieta, która urodziła martwe dziecko, ma też prawo do ośmiotygodniowego urlopu macierzyńskiego. Według statystyk co roku ten dramat dotyka ok. 40 tys. rodzin w Polsce.

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów