http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Kraków >  Archiwum

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Kraków Gazeta.pl

Urzędnik brał po trzy procent od każdego rolnika

Jarosław Sidorowicz
2009-11-20, ostatnia aktualizacja 2009-11-20 21:40

Urzędnik z małopolskiego oddziału ARiMR pisał za rolników wnioski o dotacje z unijnych funduszy, a potem je sam pozytywnie oceniał. Oczywiście nie za darmo.

Małopolskie krajobrazy
Fot. Krzysztof Karolczyk / AG
Małopolskie krajobrazy
Śledczy trafili na trop nieprawidłowości w małopolskiej Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa po doniesieniu złożonym w sierpniu zeszłego roku przez jej byłego dyrektora. Sprawą zajęła się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która m.in. zwalcza przestępstwa ekonomiczne. Okazało się, że nielegalny proceder kwitł przez blisko trzy lata, a zamieszany w niego jest urzędnik agencji Janusz F., zatrudniony na stanowisku głównego specjalisty w wydziale ds. wdrożeń małopolskiego oddziału ARiMR. Krakowska prokuratura po ponad rocznym śledztwie skierowała przeciwko niemu do sądu akt oskarżenia. Zarzuca mu, że w blisko 70 przypadkach przekroczył swoje uprawnienia, pomagając za pieniądze w uzyskaniu dofinansowania. Ale śledczy mają też dowody, że w kilku innych sam miał wręcz żądać łapówek od rolników za "specjalne względy" przy rozpatrywaniu wniosków.

Urzędnik nie będzie jedynym, którym stanie przed sądem w tej sprawie. W przestępczym łańcuszku była jeszcze bowiem firma doradcza Danuty D. To za jej pośrednictwem rolnicy trafili do Janusza F. Danuta D. i jej pracownik Dominik B., także zamieszany w przestępstwo, usłyszeli w prokuraturze również kilkadziesiąt zarzutów. - Z ustaleń śledztwa wynika, że cała trójka wspólnie działała dla osiągnięcia korzyści majątkowych - mówi Bogusława Marcinkowska, rzecznik krakowskiej prokuratury.

Kiedy w 2004 roku Polska została oficjalnie przyjęta do Unii Europejskiej do naszego kraju popłynął strumień pieniędzy z europejskich funduszy. Znaczna część była wsparciem dla polskich rolników. Według ustaleń prokuratury już wtedy zaczął działać Janusz F. Urzędnik zajmował się w pracy oceną wniosków składanych przez rolników o dofinansowanie inwestycji ze środków publicznych pochodzących z funduszy unijnych. Wydawał opinie czy spełniają wymogi, potem kierował je do odpowiednich komórek. Rolnicy, którzy chcieli być pewni, że dostaną dotację z unijnych funduszy, płacili za jego "pomoc". Oficjalnie wnioski o dofinansowanie sporządzano w firmie doradczej Danuty D. Jak ustaliła jednak ABW i prokuratura, w rzeczywistości osobiście w ich sporządzaniu uczestniczył Janusz F. Ale jego rola na tym się nie kończyła: potem tak przygotowany wniosek oceniał pozytywnie, po czym dbał, żeby doszło na jego podstawie do wypłaty dofinansowania. Nie robił tego za darmo. Urzędnik i jego wspólnicy za każdy wniosek brali 3 proc. z przyznanej kwoty dotacji. Przeciętnie było to od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Na podstawie zeznań rolników prokuratura wyliczyła, że w ten sposób do kieszeni urzędnika trafiło blisko 88 tysięcy złotych. Jego wspólnicy zarobili po około 85 tysięcy złotych.

Proceder kwitł aż do jesieni 2008 roku, kiedy to ABW zatrzymała Janusza F. oraz dwoje jego wspólników. Urzędnik od roku przebywa w areszcie, trafiła tam też Danuta D. Oboje nie przyznają się do udziału w nielegalnym procederze. Ale o tym, w jaki sposób uzyskiwano korzyści majątkowe, opowiedział w śledztwie trzeci z podejrzanych. Całej trójce grozi teraz do 10 lat więzienia.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.7

15 głosów