Firmowe poparcie dla toru w Krynicy

Aneta Zadroga, Jarosław Sidorowicz
2009-12-17 , aktualizacja: 17.12.2009 21:04
A A A Drukuj
Przedstawiciel rady nadzorczej gminnej spółki w Krynicy namawiał zatrudnionych w niej do poparcia budowy toru saneczkowego, który chcą wznieść władze miasta. - Odebraliśmy to jako szantaż - mówią oburzeni pracownicy.
Mostek i droga na Górę Parkową gdzie ma być wybudowany tor saneczkowy
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Mostek i droga na Górę Parkową gdzie ma być wybudowany tor saneczkowy
Wokół budowy toru na Górze Parkowej w Krynicy od kilku miesięcy toczy się burzliwa dyskusja. Przeciwko inwestycji są naukowcy, którzy ostrzegają, że kompleks w tym miejscu zniszczy wody mineralne, do budowy zaś prze burmistrz miasta Emil Bodziony. Sprawa toru po skardze wojewody, który uznał, że brakuje wszystkich niezbędnych uzgodnień, trafiła do Sądu Administracyjnego w Krakowie. Ministerstwo Sportu wstrzymało granty, a dyrekcja Lasów Państwowych - wycinkę drzew na Górze Parkowej.

Lepiej poprzeć tor...

Po tym, jak "Gazeta" pod koniec sierpnia opisała kontrowersje i zagrożenia dla uzdrowiska związane z inwestycją, zwolennicy toru na Górze Parkowej zaczęli zbierać podpisy pod - jak to nazwali - "protestem przeciwko zakrojonym na szeroką skalę działaniom przeciw budowie". Jednocześnie miał to być wyraz poparcia mieszkańców Krynicy dla inwestycji w tym miejscu. Na przełomie września i października Małopolski Okręgowy Związek Sportów Saneczkowych, który stał za akcją, triumfalnie ogłosił, że zebrał ponad 1700 podpisów. Jest to też jeden z argumentów, którym posługuje się burmistrz Krynicy w rozmowach z mediami.

Tymczasem "Gazeta" dotarła do bulwersujących informacji odsłaniających kulisy zbiórki. Wynika z nich, że podpisy zbierano między innymi w Miejskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej, gminnej spółce. Opowiedzieli nam o tym pracownicy MPGK. Wszyscy proszą o anonimowość, bo boją się utraty pracy.

Pracownik 1: - W godzinach urzędowania przyszedł do mnie z listą członek rady nadzorczej firmy, a zarazem pracownik MPGK. Powiedział, że to ważna sprawa i jest z polecenia burmistrza. Chciał, by podpisać się i poprzeć tor.

Pracownik 2: - Mówił, że burmistrz będzie osobiście sprawdzał listy. I pytał, czy chcę tu dalej pracować.

Nasi rozmówcy nie kryją, że część załogi była oburzona i zaniepokojona taką sytuacją. - Zdania co do toru są podzielone, jednym pomysł się podoba, innym nie. Ale ludzie są zbulwersowani, że członek rady nadzorczej ich firmy zbierał podpisy w pracy i robił to w formie, którą wiele osób odebrało jako szantaż - opowiada pracownik MPGK. Przyznaje, że niektóre osoby uległy naciskowi i dla świętego spokoju podpisały się pod protestem.

Nie do wiary? A jednak

Według naszych informacji członkiem rady nadzorczej zbierającym podpisy w MPGK był Andrzej Gulewicz. Prezes spółki Adam Wawrosz zapewnia, że nic o zbiórce nie wiedział. - Nikt nie zwracał się do mnie z prośbą o zgodę na taką akcję. W godzinach pracy nie powinno się czegoś takiego robić w firmie - przyznaje prezes Wawrosz. - Zażądam w tej sprawie wyjaśnień od pana Gulewicza - zapewnia.

- Prawie w głowie mi się nie mieści, że ktoś mógł wymyślić taki scenariusz rzekomego zbierania podpisów - twierdzi burmistrz Emil Bodziony. - To pewnie stuprocentowa plotka. O ile znam członków rady nadzorczej, to podejrzewam, że żaden z nich nie zbierał podpisów. Słyszałem już przeróżne zarzuty, m.in. takie, że z listami chodziły dzieci. Były także inne próby podważenia tego protestu. Zresztą to nie nasza inicjatywa i ja nikomu żadnych poleceń nie wydawałem - ucina.

Gulewicz przyznaje, że zbierał podpisy na terenie firmy komunalnej. Prezesa o zgodę nie prosił, zapytał go tylko, czy jest za torem. - Co w tym złego? - pyta - Jestem za budową toru. Sam pytałem kilka osób, zajęło mi to może 20 minut, resztę list zostawiłem kierownikom poszczególnych działów. Nie mówiłem, że jestem z polecenia burmistrza, nikogo też nie szantażowałem - zarzeka się w rozmowie z "Gazetą". Pytany, kto więc zachęcił go do zbiórki, tłumaczy, że byli to "ludzie, którzy chcą wybudować tor". I im też przekazał podpisy. O kogo konkretnie chodzi? Tego nie chce powiedzieć.

- Jestem w szoku. Aż mi się wierzyć nie chce, że doszło do czegoś takiego - nie kryje zdziwienia Henryk Czarny, prezes MZSS. - Osobiście nie znam tego pana, nie wiem nawet, że w ogóle zbierał podpisy. Akcja były inicjatywą ludzi związanych z saneczkarstwem, chcieliśmy pomóc zwolennikom budowy toru - tłumaczy. - Jeżeli było tak, jak mówicie, to jest to przerażające.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Firmowe poparcie dla toru w Krynicy sprawazlewa 18.12.09, 07:33

    Oczywiście oburzeni są (anonimowo) ci, którzy nie podpisali. Szanowna Redakcjo, takim sposobem opisywania spraw osiągacie już dno dziennikarskie, chociaż dodatek krakowski GW nigdy nie »

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu