Sylwester w klasztorze, czyli ucieczka od szampana

Małgorzata Skowrońska
2009-12-30 , aktualizacja: 30.12.2009 09:50
A A A Drukuj
Opactwo benedyktynów w Tyńcu - pokój w domu dla gości Fot. Stanisław Rozpędzik / AG Opactwo benedyktynów w Tyńcu - pokój w domu dla gości
Jedni lubią fajerwerki i hektolitry szampana. Dla innych sylwestrowe szaleństwo to choroba, przed którą najlepiej uciec. Gdzie? Do klasztoru.
Odkąd tynieccy benedyktyni zorganizowali w ubiegłym roku antysylwestra, moda na ascezę w Nowy Rok przetoczyła się przez Polskę. - Zakonnicy wstrzelili się w niszę, bo nie wszyscy lubią spędzać sylwestra, bawiąc się w tłumie ludzi. Tynieckie opactwo pozwala osobom spragnionym spokoju schować się za grubymi murami, za którymi nie słuchać szaleństwa, jakie ogarnia świat w ostatni dzień starego roku. Dlatego wiadomość o benedyktyńskim antysylwestrze obiegła nie tylko Polskę, ale też pojawiła się w zagranicznych serwisach informacyjnych - mówi specjalista od PR Mikołaj Minkiewicz. W tym roku u benedyktynów antysylwestra spędzi ponad 80 osób. Większość rezerwowała miejsca kilka miesięcy wcześniej.

Wiele małopolskich klasztorów poszło śladem benedyktynów. Duchowni, którzy organizują antysylwestry, twierdzą, że to oferta nie tylko dla wierzących. Bernardyni z Kalwarii Zebrzydowskiej zapraszają wszystkich, którzy potrzebują wyciszenia. Przykład z zakonników wzięły też mniszki, które tego dnia organizują rekolekcje dla dziewcząt. Takiego antysylwestra spędziła u krakowskich albertynek 19-letnia Joanna. - Na razie nie zamierzam wstępować do klasztoru, ale ciekawiło mnie, jak wygląda życie za klasztornym murem. To było niezwykłe doświadczenie. Przekonałam się, w jak surowych warunkach żyją siostry - opowiada.

U krakowskich dominikanek antysylwestra spędzi dziesięć osób. Dla większej liczby kobiet, bo tylko płeć piękną zakonnice przyjmują, nie ma miejsca. Mniszki chodzą spać codziennie o godz. 21. W ostatni dzień roku nie robią wyjątku. Dlatego msza, która w innych klasztorach zaczyna się o północy, u dominikanek rozpocznie się o godz. 18.

Klasztory wykorzystują antysylwestra do podreperowania budżetu. Koszt noworocznej ascezy waha się między 80 a 120 zł. Są i takie, które nie biorą ani grosza, traktując sylwestrowe spotkanie jako okazję przyciągnięcia kandydatów do zgromadzeń zakonnych. W ofercie jest nie tylko nocleg w klasztornej celi, ale też zwiedzanie kościoła, poznawanie historii zakonu, wspólne śpiewanie i skromny posiłek (odtrutka po świątecznym przejedzeniu).

Dlaczego uciekamy przed sylwestrowym szaleństwem do klasztoru? Psycholog Anna Pilecka twierdzi, że to przez dyktat zabawy. - Sylwester to w gruncie rzeczy przymusowa zabawa. Wydajemy mnóstwo pieniędzy na kreacje i bale, a potem czujemy rozczarowanie, bo zabawa nie była taka przednia. Ci, którzy wiedzą, że męczy ich sylwestrowe szaleństwo, wybierają ascetyczny sposób wkraczania w nowy rok. Warto ten czas wykorzystać egoistycznie. Para ma czas i okazję, by pobyć ze sobą sam na sam. Single, jeśli tylko mają ochotę, mogą spojrzeć na siebie z dystansu albo zrobić świecki rachunek sumienia - radzi.

Podziel się

  • 19 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów

Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.