Szkoły: które do połączenia, które do likwidacji

Olga Szpunar
2010-01-12 , aktualizacja: 11.01.2010 21:48
A A A Drukuj
Listy protestacyjne mieszkańców, bunty rodziców i nauczycieli - są już pierwsze reakcje na porządkowanie sieci szkół, za którą zabrało się miasto. Urzędnicy nie kryją - będą likwidacje i łączenia.
W szkole
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja
W szkole
W krakowskim wydziale edukacji trwają dyskusje i analizy, którą szkołę zlikwidować, którą z którą połączyć. - Nie będzie tego wiele. Pójdziemy małymi kroczkami, ale konsekwentnie do przodu - mówi dyrektor Jan Żądło.

Podkreśla, że likwidować i łączyć trzeba nie tylko po to, by szukać oszczędności w miejskiej kasie, ale również by uporać się z nadchodzącym niżem demograficznym. Według szacunków wydziału edukacji w najbliższych latach liczba uczniów w szkołach podstawowych zmaleje o 1 tys., w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych o ponad 2 tys.

Żądło nie chce na razie mówić, które szkoły miasto chce zlikwidować, a które połączyć w zespoły. Na razie światło dzienne ujrzał jeden pomysł wydziału. I już mamy pierwsze protesty.

W piątek mieszkańcy Kozłówka zaczęli zbierać podpisy przeciwko przenoszeniu na osiedle Zespołu Szkół Ogólnokształcących Przemysłu Skórzanego. Miasto chce połączyć tę placówkę w jedną z Gimnazjum nr 31. Problem w tym, że w zespole mieści się Gimnazjum nr 80 skupiające uczniów, którzy nie rokują ukończenia gimnazjum w normalnym trybie. Powtarzają rok, dwa, trzy... Prócz trudności z nauką sprawiają kłopoty wychowawcze, niektórzy są po wyrokach sądowych.

Jeśli połączenie doszłoby do skutku, do 120 gimnazjalistów z "trzydziestki jedynki" dołączyłoby 85 takich uczniów. - Jak można robić taki eksperyment?! Przecież w takiej sytuacji poziom nauczania w szkole drastycznie spadnie, nie mówiąc już o kłopotach wychowawczych, które na pewno się pojawią - prorokuje jeden z ojców.

- Nigdy nie byliśmy oazą spokoju i bezpieczeństwa. Sprowadzenie tu trudnej młodzieży nie poprawi tego stanu - argumentują mieszkańcy. Pod protestem zebrali już kilkaset podpisów. A rodzice uczniów z Gimnazjum nr 31 już zapowiadają, że zabiorą ze szkoły swoje dzieci.

Żądło problemu, jaki może wyniknąć ze sprowadzenia tzw. trudnej młodzieży do "normalnej" szkoły, nie widzi. Widzi za to korzyści płynące z takiego rozwiązania. - Budynek przy ul. Millana, w którym obecnie mieści się zespół, nie nadaje się na szkołę. Jest zimny, korytarze są wąskie. Za to w Gimnazjum nr 31 jest dużo pustego miejsca. Jeśli go nie wypełnimy, szkołę w końcu trzeba będzie zamknąć - zapowiada.

To zdają się rozumieć wszyscy. Dlatego w ostatnich dniach w radzie dzielnicy Kozłówek pojawił się pomysł, by szkołę połączyć, ale nie z zespołem, a z podstawówką nr 123. Zdziwieni rodzice uczniów podstawówki, którzy twierdzą, że nikt na ten temat z nimi nie rozmawiał, dziś wybierają się na posiedzenie komisji edukacji, by przeciw temu zaprotestować.

Zespół Szkół Ogólnokształcących Przemysłu Skórzanego, którego przenosiny budzą kontrowersje, liczy 200 uczniów (gimnazjum, liceum, technikum i szkoły zawodowej). Liceum w ubiegłym roku z powodu braku chętnych nie otworzyło pierwszej klasy. - Zamiast zastanawiać się, gdzie przenieść tę szkołę, może ją po prostu zlikwidować. To też miastu przyniesie upragnione oszczędności bez konieczności robienia zamieszania w innych placówkach - mówi Grzegorz Mazur z rady rodziców podstawówki nr 123.

O tym jednak wydział edukacji nie chce słyszeć. - Likwidacja to ostateczność, która w tym przypadku nie jest potrzebna - mówi Żądło. I przekonuje, że umieszczenie szkoły zawodowej na Kozłówku podniesie jego edukacyjną ofertę.

Urzędnicy jeszcze nie obliczyli, ile miasto zyska na reorganizacji sieci placówek oświatowych. Niewykluczone, że opuszczony przez zespół budynek przy ul. Millana zostanie sprzedany lub wynajęty. Uda się również zaoszczędzić na połączeniu w jeden czterech Międzyszkolnych Ośrodków Sportowych (ich pracownicy też protestowali, ale bezskutecznie).

Decyzje co do innych likwidacji muszą zapaść do końca lutego. O łączeniu szkół można decydować przez cały rok. Wszystkie pomysły muszą zaakceptować miejscy radni.

Komentarz Olgi Szpunar

Miało zniknąć pięć szkół średnich, nie zamknięto żadnej. Lista likwidowanych przedszkoli skurczyła się z siedmiu do trzech, a szkół podstawowych z 11 do dwóch - tak zakończyła się szumnie zapowiadana reorganizacja sieci placówek oświatowych w 2004 r. "Naszej szkoły nie oddamy, bo bardzo ją kochamy", "Kto z tej szkoły wychodzi, dobrze mu się w życiu powodzi" - takie hasła na transparentach wypisywali rodzice i nauczyciele licznie protestujący na sesji rady miasta przeciw likwidacjom. W roku przedwyborczym radni im ulegli.

Czy teraz będzie podobnie? Nauczyciele dalej kochają swoją szkołę, a rodzice nadal są gotowi jej bronić. Dla nich i dla swoich dzieci.

Problem w tym, że w budżecie edukacji co roku mamy kilkudziesięciomilionową dziurę (jaka będzie w tym roku, okaże się we wrześniu, gdy premier ogłosi nowe stawki wynagrodzeń nauczycieli). Brakuje na kredy i gąbki, dachy przeciekają, okna są nieszczelne... Jeśli nie zaczniemy racjonalizować wydatków, edukację może czekać katastrofa. Potrzebujemy radnych, którzy nad swoją popularność postawią rozsądek, i urzędników, którzy będą podejmowali przemyślane decyzje. Czy taką jest połączenie Zespołu Szkół Ogólnokształcących Przemysłu Skórzanego z Gimnazjum nr 31 lub podstawówką nr 123? A może lepiej tę szkołę - jak postuluje część rodziców - zlikwidować? Można dyskutować. Ale przestraszyć się protestujących i wycofać się rakiem z pomysłu na pewno nie.

Podziel się

  • 23 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.