Na narty w kasku i z polisą ubezpieczeniową
2010-02-01
, aktualizacja: 31.01.2010 21:05
Od niedzieli każde dziecko do 15. roku musi założyć kask, by legalnie jeździć w Polsce na nartach czy snowboardzie. Właściciele stoków zaczynają także troszczyć się o dodatkowe ubezpieczenie dla narciarzy
ZOBACZ TAKŻE
- Ekolodzy nie chcą więcej narciarzy w Tatrach (09-02-10, 10:00)
- Zakopane zapłaci karę za reklamowanie hazardu? (26-01-10, 08:00)
- Nie będzie już góralskich wyścigów sań (15-01-10, 08:00)
- Szpilki na Giewoncie, czyli o górach bez TOPR-u (13-02-10, 11:00)
- Subiektywny przewodnik po narciarskich stokach (18-01-10, 15:01)
- TPN wysłucha opinii o narciarstwie (12-01-10, 18:44)
- Zakopane: Oby tego szaleństwa nigdy nie zabrakło (24-01-10, 23:00)
RAPORTY
Teraz na polskich stokach powinno być choć trochę bezpieczniej. Obowiązek posiadania na stokach kasków przez dzieci i młodzież egzekwować policjanci patrolujący trasy zimowych ośrodków. Za brak kasku u dziecka rodzic lub opiekun może zapłacić mandat w wysokości do 500 zł.
Górscy ratownicy dodają, że w kaskach powinni jeździć także dorośli, bo dzięki takiej ochronie głowy narciarze mogą uniknąć groźnych urazów. Poprzedniej zimy nie posłuchał tej rady marszałek Małopolski Marek Nawara, który wybrał się na narty w austriackie Alpy. Podczas jazdy dosyć łagodnym stokiem doznał małego wylewu. Upadł na głowę chronioną jedynie czapką i doznał wstrząśnienia mózgu. Przed dziewięć miesięcy dochodził do siebie pod opieką lekarską. Przed miesiącem wrócił do pracy, ale cały czas trwa jego rehabilitacja.
Ratownicy górscy podają jednak, że do urazu głowy na stoku dochodzi stosunkowo rzadko. Najczęściej narciarze i snowboardziści odnoszą kontuzje rąk i nóg. Tak jak pan Piotr z Poznania, który w środę 20 stycznia tak nieszczęśliwie upadł podczas jazdy na nartach w Białce Tatrzańskiej, że uszkodził sobie rękę.
- Jakoś tak wywróciłem się na oblodzeniu - westchnął, krzywiąc się, bo ręka nie chciała przestać boleć.
- Na szczęście uraz jest niezbyt poważny, ale nadgarstek trzeba będzie usztywnić - ocenił fachowo Piotr Jasieński z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którego tej zimy można spotkać na stokach Kotelnicy Białczańskiej. Opatrzył poszkodowanego i polecił udać się do szpitala na dokładne badanie.
Na przełomie grudnia i stycznia oddział ratunkowy zakopiańskiego szpitala przyjął 1160 pacjentów, głównie narciarzy i snowboardzistów. Przez ferie ta liczba potroi się - prognozują górscy ratownicy i lekarze.
By zrekompensować koszty wypadku na stoku, ośrodek Rusiń-Ski w Bukowinie Tatrzańskiej jako pierwszy w Polsce w tym sezonie oferuje w cenie karnetu dodatkowe ubezpieczenie. Chce w ten sposób przyciągnąć do siebie więcej turystów.
- W sytuacji, gdy dojdzie do wypadku na stoku, pomoc niosą górscy ratownicy. Opieka medyczna w szpitalu udzielana jest w ramach podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego, pod warunkiem że poszkodowany płaci składkę zdrowotną. Naszą intencją jest udzielenie pomocy również podczas procesu dalszego leczenia i rekonwalescencji - tłumaczy Rafał Topolski, prezes ośrodka Rusiń-ski. - Ubezpieczenie w cenie karnetu ma umożliwić refundację przynajmniej części kosztów osobie, która ulegnie wypadkowi na stoku - dodaje.
Maksymalna wysokość ubezpieczenia za wypadek na stoku to 5 tys. zł odszkodowania plus 500 zł na zakup lekarstw czy rehabilitację.
- 5 tys. zł jest wypłacane w przypadku stwierdzenia stuprocentowego uszczerbku na zdrowiu. Najczęstsza narciarska kontuzja, czyli uraz stawu kolanowego, to od 10 do 20 proc. uszczerbku na zdrowiu. Czyli za taką kontuzję ubezpieczyciel wypłaci od 500 zł do 1 tys. zł. Ale poszkodowany dostanie także dodatkowo do 500 zł na zakup lekarstw czy rehabilitację nawet w przypadku, gdy poniesie jednoprocentowy uszczerbek na zdrowiu - mówi Topolski. - Zgłoszenie o wypadku przyjmują ratownicy TOPR-u dyżurujący na stoku. Na tej podstawie poszkodowany może wypełnić formularz zgłoszeniowy, który dostępny jest w ośrodku i na naszej stronie internetowej. Po wysłaniu zgłoszenia czeka na decyzję o wysokości przyznanego odszkodowania, które zostanie wpłacone przez ubezpieczyciela na konto poszkodowanego - dodaje Topolski.
Takie rozwiązanie chwalą ratownicy górscy.
- Zdaję sobie sprawę, że to chwyt marketingowy, który ma przyciągnąć narciarzy na ten stok. Ale to rozwiązanie idące w dobrym kierunku. Bo, niestety, w Polsce mało który narciarz ubezpiecza się przed wyjściem na stok - żałuje Adam Marasek, ratownik TOPR-u.
Górscy ratownicy dodają, że w kaskach powinni jeździć także dorośli, bo dzięki takiej ochronie głowy narciarze mogą uniknąć groźnych urazów. Poprzedniej zimy nie posłuchał tej rady marszałek Małopolski Marek Nawara, który wybrał się na narty w austriackie Alpy. Podczas jazdy dosyć łagodnym stokiem doznał małego wylewu. Upadł na głowę chronioną jedynie czapką i doznał wstrząśnienia mózgu. Przed dziewięć miesięcy dochodził do siebie pod opieką lekarską. Przed miesiącem wrócił do pracy, ale cały czas trwa jego rehabilitacja.
Ratownicy górscy podają jednak, że do urazu głowy na stoku dochodzi stosunkowo rzadko. Najczęściej narciarze i snowboardziści odnoszą kontuzje rąk i nóg. Tak jak pan Piotr z Poznania, który w środę 20 stycznia tak nieszczęśliwie upadł podczas jazdy na nartach w Białce Tatrzańskiej, że uszkodził sobie rękę.
- Jakoś tak wywróciłem się na oblodzeniu - westchnął, krzywiąc się, bo ręka nie chciała przestać boleć.
- Na szczęście uraz jest niezbyt poważny, ale nadgarstek trzeba będzie usztywnić - ocenił fachowo Piotr Jasieński z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którego tej zimy można spotkać na stokach Kotelnicy Białczańskiej. Opatrzył poszkodowanego i polecił udać się do szpitala na dokładne badanie.
Na przełomie grudnia i stycznia oddział ratunkowy zakopiańskiego szpitala przyjął 1160 pacjentów, głównie narciarzy i snowboardzistów. Przez ferie ta liczba potroi się - prognozują górscy ratownicy i lekarze.
By zrekompensować koszty wypadku na stoku, ośrodek Rusiń-Ski w Bukowinie Tatrzańskiej jako pierwszy w Polsce w tym sezonie oferuje w cenie karnetu dodatkowe ubezpieczenie. Chce w ten sposób przyciągnąć do siebie więcej turystów.
- W sytuacji, gdy dojdzie do wypadku na stoku, pomoc niosą górscy ratownicy. Opieka medyczna w szpitalu udzielana jest w ramach podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego, pod warunkiem że poszkodowany płaci składkę zdrowotną. Naszą intencją jest udzielenie pomocy również podczas procesu dalszego leczenia i rekonwalescencji - tłumaczy Rafał Topolski, prezes ośrodka Rusiń-ski. - Ubezpieczenie w cenie karnetu ma umożliwić refundację przynajmniej części kosztów osobie, która ulegnie wypadkowi na stoku - dodaje.
Maksymalna wysokość ubezpieczenia za wypadek na stoku to 5 tys. zł odszkodowania plus 500 zł na zakup lekarstw czy rehabilitację.
- 5 tys. zł jest wypłacane w przypadku stwierdzenia stuprocentowego uszczerbku na zdrowiu. Najczęstsza narciarska kontuzja, czyli uraz stawu kolanowego, to od 10 do 20 proc. uszczerbku na zdrowiu. Czyli za taką kontuzję ubezpieczyciel wypłaci od 500 zł do 1 tys. zł. Ale poszkodowany dostanie także dodatkowo do 500 zł na zakup lekarstw czy rehabilitację nawet w przypadku, gdy poniesie jednoprocentowy uszczerbek na zdrowiu - mówi Topolski. - Zgłoszenie o wypadku przyjmują ratownicy TOPR-u dyżurujący na stoku. Na tej podstawie poszkodowany może wypełnić formularz zgłoszeniowy, który dostępny jest w ośrodku i na naszej stronie internetowej. Po wysłaniu zgłoszenia czeka na decyzję o wysokości przyznanego odszkodowania, które zostanie wpłacone przez ubezpieczyciela na konto poszkodowanego - dodaje Topolski.
Takie rozwiązanie chwalą ratownicy górscy.
- Zdaję sobie sprawę, że to chwyt marketingowy, który ma przyciągnąć narciarzy na ten stok. Ale to rozwiązanie idące w dobrym kierunku. Bo, niestety, w Polsce mało który narciarz ubezpiecza się przed wyjściem na stok - żałuje Adam Marasek, ratownik TOPR-u.
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
5000 złociszy dla tetraplegika???
turpin
01.02.10, 09:21
Kolejny ubezpieczeniowy szwindel dla naiwnych, podobny do 'ubezpieczeń' NW dla dzieci w szkołach i przedszkolach. Złoty interes dla ubezpieczyciela i ajenta.»
-
Re: Na narty w kasku i z polisą ubezpieczeniową
happyski_pl
22.11.10, 16:00
są różne kaski ale ważne żeby spełniały normy a tylko takie są w sprzedaży, większość kasków tych markowych i mniej markowych (jak np. kask genesis za 100 zł można kupic) produkowane są w »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Ewakuowali hejnalistę z Wieży Mariackiej ...
- Wielki cyc jednak na kopcu Wandy, a nie ...
- Zakładali kominiarki, wypatrzył to policjant
- Zamiast ośmiodniowej wycieczki - jedna ...
- Jest list gończy za ministrem transportu ...
- Proces podwyższonego ryzyka - krakowski ...
- Romowie: zastraszają nas członkowie gangu ...
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.



