Pseudopostój pseudotaksówek przy ul. Lubicz
04.02.2010
, aktualizacja: 03.02.2010 22:44
Stary zdezelowany maluch a na nim wielki napis Taxi. Tak pseudotaksówkarze z ul. Lubicz wabią turystów. Ci, nieświadomi, że nie są to prawdziwe taksówki, płacą nawet 90 zł za przejechany kilometr. Po naszej interwencji sprawą zajęła się straż miejska
ZOBACZ TAKŻE
- Pseudotaksówkarze - festiwal niemocy z naciągaczami w tle (27-03-10, 17:00)
- Prokuratura bierze się za pseudotaksówkarzy (24-03-10, 23:00)
- Kara grzywny dla pseudotaksówkarzy za zawyżenie opłat (24-02-10, 23:00)
- 14 tysięcy za 2,5 km przejechane taksówką (09-02-10, 09:00)
- Prokuratura przewiezie pseudotaksówkarzy do sądu (04-05-10, 08:00)
- Pasażer powinien wiedzieć, że jedzie drogą taksówką (30-04-10, 13:52)
- Pseudotaksówkarz pozwał klientów. Teraz sam ma kłopoty (29-04-10, 15:18)
- Pseudopostoju już nie ma, ale naciągacze wciąż są (05-03-10, 22:00)
SERWISY
We wtorek opisaliśmy w "Gazecie" praktyki kierowców przewozu osób, którzy, podszywając się pod popularną ostatnimi czasy i do tego tanią firmę iCar, naciągają pasażerów, żądając za kurs astronomicznych kwot. Pomylić się bardzo łatwo, bo ich samochody oznaczone są niemal identycznie, jak te jeżdżące dla iCara.
Oczywiście, kierowcy tych pseudotaksówek nie zdradzają pasażerom swojego cennika przed rozpoczęciem kursu, a jedyna informacja o stawkach to drobny napis przyklejony na drzwiach pojazdu. Mimo że sprawą zajęła się prokuratura, to pseudotaksówkarze wciąż okupują ul. Lubicz, polując na nieświadomych klientów.
Mało tego! Żeby zwrócić uwagę na swoją "ofertę", codziennie montują przenośną reklamę.
"Na starym zdezelowanym maluchu instalują wielki napis "Taxi", wprowadzając w błąd turystów wychodzących z dworca" - napisał w liście do "Gazety" pan Leszek. "Maluch jest w bardzo kiepskim stanie technicznym, do tego stopnia, że podpierają go cegły. Nie ma przedniej i bocznej szyby, jednak straż miejska nie uznała go za wrak. Również kontrolujący abonamenty postojowe do tej pory ani razu nie ukarali właścicieli mandatem" - dodaje nasz Czytelnik. "Wygląda na to, że pseudotaksówkarze nie tylko działają poza prawem, ale również w pewnym sensie są przez nie chronieni" - konkluduje.
W środę wybraliśmy się na miejsce, żeby zrobić zdjęcia wrakowi. Gdy się pojawiliśmy, stała koło niego jedna z pseudotaksówek. Co jakiś czas wysiadał z niej kierowca i miotełką usuwał z napisu padający śnieg.
O sprawie poinformowaliśmy straż miejską. - Nieprawdą jest, że nie zajmujemy się wrakiem malucha. Prowadzimy postępowanie w tej sprawie. Próbujemy ustalić jego właściciela, jeżeli się to nie uda, to odholujemy samochód na koszt gminy, ale potrwa to trochę dłużej - tłumaczy Marek Anioł, rzecznik SM. - W środę na miejscu pseudopostoju pojawili się nasi funkcjonariusze. Kierowcy, których zastaliśmy przy maluchu, tłumaczyli, że nie wiedzą, do kogo należy auto i nie mają z nim nic wspólnego, a że przy okazji czekają tam na klientów to czysty przypadek - opowiada Anioł. - Podejrzewamy, że po prostu kłamią, dlatego będziemy bacznie przyglądać się sytuacji, również incognito - dodaje rzecznik.
Oczywiście, kierowcy tych pseudotaksówek nie zdradzają pasażerom swojego cennika przed rozpoczęciem kursu, a jedyna informacja o stawkach to drobny napis przyklejony na drzwiach pojazdu. Mimo że sprawą zajęła się prokuratura, to pseudotaksówkarze wciąż okupują ul. Lubicz, polując na nieświadomych klientów.
Mało tego! Żeby zwrócić uwagę na swoją "ofertę", codziennie montują przenośną reklamę.
"Na starym zdezelowanym maluchu instalują wielki napis "Taxi", wprowadzając w błąd turystów wychodzących z dworca" - napisał w liście do "Gazety" pan Leszek. "Maluch jest w bardzo kiepskim stanie technicznym, do tego stopnia, że podpierają go cegły. Nie ma przedniej i bocznej szyby, jednak straż miejska nie uznała go za wrak. Również kontrolujący abonamenty postojowe do tej pory ani razu nie ukarali właścicieli mandatem" - dodaje nasz Czytelnik. "Wygląda na to, że pseudotaksówkarze nie tylko działają poza prawem, ale również w pewnym sensie są przez nie chronieni" - konkluduje.
W środę wybraliśmy się na miejsce, żeby zrobić zdjęcia wrakowi. Gdy się pojawiliśmy, stała koło niego jedna z pseudotaksówek. Co jakiś czas wysiadał z niej kierowca i miotełką usuwał z napisu padający śnieg.
O sprawie poinformowaliśmy straż miejską. - Nieprawdą jest, że nie zajmujemy się wrakiem malucha. Prowadzimy postępowanie w tej sprawie. Próbujemy ustalić jego właściciela, jeżeli się to nie uda, to odholujemy samochód na koszt gminy, ale potrwa to trochę dłużej - tłumaczy Marek Anioł, rzecznik SM. - W środę na miejscu pseudopostoju pojawili się nasi funkcjonariusze. Kierowcy, których zastaliśmy przy maluchu, tłumaczyli, że nie wiedzą, do kogo należy auto i nie mają z nim nic wspólnego, a że przy okazji czekają tam na klientów to czysty przypadek - opowiada Anioł. - Podejrzewamy, że po prostu kłamią, dlatego będziemy bacznie przyglądać się sytuacji, również incognito - dodaje rzecznik.
- 16 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
z tymi wrakami to są jaja
zgr-edo
04.02.10, 07:32
właściciele takich pojazdów muszą posiadać ważne badania techniczne i ubezpieczenie pojazdu. Auto musi być zabezpieczone przez własciciela aby nie podpadało pod przepisy p-poż. Można też »
-
Pseudopostój pseudotaksówek przy ul. Lubicz
marekkli
04.02.10, 08:06
"Próbujemy ustalić jego właściciela, jeżeli się to nie uda, to odholujemy samochód na koszt gminy, ale potrwa to trochę dłużej - tłumaczy Marek Anioł, rzecznik SM" chrońcie mnie przed takim »
-
Pseudopostój pseudotaksówek przy ul. Lubicz
lukilukk
05.02.10, 22:26
jak autko na cegłach to cięzko założyć blokadkę :)))»
Najczęściej czytane24 htydzień




