Urząd antymonopolowy: to nie jest klinika
2010-02-08
, aktualizacja: 08.02.2010 20:15
Roman Grzywacz, szef kliniki medycyny manualnej, został ukarany przez Urząd Konkurencji i Konsumentów. Kontrolerzy zaczęli przyglądać się jego praktyce po tym, jak wystawił pacjentowi rachunek na 110 tys. zł za miesięczny pobyt w "klinice", która mieści się w nowohuckim bloku.
ZOBACZ TAKŻE
- Specjalista od masażu skreślony z listy biegłych (24-02-10, 23:00)
- Dawcy szpiku - nie ma pieniędzy na badania (24-02-10, 10:00)
- Szpitalny oddział, nad którym czuwają anioły (19-02-10, 23:00)
- Arcydzieło sztuki medycznej i... finansowej (01-07-09, 07:00)
Maciej Ż. z Piły w ubiegłym roku miał ciężki wypadek samochodowy. Nie może chodzić. Rodzina szukała dla niego pomocy wszędzie, w internecie znalazła ofertę Prywatnej Indywidualnej Kliniki Medycyny Manualnej i Rehabilitacji Leczniczej Romana Grzywacza. Maciej Ż. opowiada w "Życiu Piły": - Na początku zostaliśmy poinformowani, że rehabilitacja będzie kosztować 160 tys. zł miesięcznie. Później łaskawie dostałem rabat i ostateczna kwota do zapłaty za pierwszy miesiąc wyniosła 110 tys. Następny miał kosztować już 160 tys. W trzy miesiące miałem zostać postawiony na nogi. Człowiek w takiej sytuacji zgodzi się na wszystko. Do Krakowa przyjechaliśmy późno w nocy. Kiedy rano otworzyłem oczy, byłem przerażony. Klinika znajduje się na parterze bloku w Nowej Hucie. To trzypokojowe mieszkanie. W jednym pokoju leżałem ja, drugi był przeznaczony do ćwiczeń, a w trzecim mieszkała matka pana Grzywacza.
Historię pobytu i rehabilitacji oraz rachunku Macieja Ż. opisaliśmy w ubiegłym roku w "Gazecie" w tekście "Arcydzieło sztuki medycznej i finansowej". Afera wybuchła, bo rachunek wystawiony przez dyrektora Grzywacza był wysoki, ale też dlatego, że rodzina pacjenta zgodziła się go zapłacić, po czym zażądała zwrotu 80 tys. zł ze 110 płaconych.
Po opisaniu przez nas sprawy praktyce dyrektora Grzywacza zaczęły przyglądać się urzędy, sąd, prokuratura. Najpierw zareagował sąd. Na pieczątce, którą 15 lipca 2008 roku Grzywacz przypieczętował przyjęcie pieniędzy od rodziny Ż., poza informacją, że jest specjalistą medycyny manualnej, odcisnęło się też: Biegły Sądu Okręgowego w Krakowie. Okazało się, że Grzywacz jest biegłym w chiroterapii, czyli masażu leczniczym. Sąd się oburzył, bo zabrania biegłym w działalności komercyjnej używać informacji, że wydają dla niego opinie.
Praktykę Grzywacza prześwietlił też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Kontrolerzy zakazali mu używania w nazwie placówki słowa "klinika". Za bezprawne uznali też to, że od pacjentów umawiających się na wizytę pobierano 200 zł, które w przypadku rezygnacji z usługi nie było zwracane. Urząd antymonopolowy ustalił też, że firma nie jest zakładem opieki zdrowotnej, została wpisana tylko do rejestru działalności gospodarczej, a sam Roman Grzywacz jest technikiem masażystą i terapii manualnej. UOKiK nałożył na placówkę karę w wysokości 1227 zł.
Grzywacz przedstawia siebie dużo barwniej: - Jestem byłym żołnierzem, komandosem, spadochroniarzem. To jest mój pierwszy zawód. Drugi zawód - od przeszło 20 lat - to rehabilitant z terapią manualną. Jestem po dwuipółletnim studium medycznym, Wydział Masażu Leczniczego i Fizjoterapii, po państwowych egzaminach, plus dodatkowe szkolenia już w Polsce - typowo lekarskie. Moja znajomość fizjologii i anatomii jest na tyle duża, z racji pracy w prosektorium, że mogę sobie pozwolić na takie bardzo wysokie wzniesienia, jeżeli chodzi o medycynę. Podstawa leczenia pacjenta to zawsze "primum non nocere" - "po pierwsze nie szkodzić". Mało: znać perfekcyjnie anatomię i fizjologię, czego pewnym ludziom brakuje, i później próbują to komentować. Nie potrafią się ze mną spotkać, bo mają zbyt małą wiedzę merytoryczną. To taka pewna bojaźń (wypowiedź dla "Życia Piły").
Decyzja prezesa Urzędu Konkurencji i Konsumentów o karach nie jest ostateczna. Spółka Romana Grzywacza odwołała się od niej do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
- Dziś prawdopodobnie zapadnie decyzja, czy skreślamy pana Romana Grzywacza z listy naszych biegłych - informuje Waldemar Żurek, rzecznik prasowy krakowskiego sądu.
Maciej Ż. porusza się na wózku inwalidzkim. Czy 80 tys. zł pozostanie u Romana Grzywacza czy wróci do Macieja Ż., zdecyduje sąd.
Historię pobytu i rehabilitacji oraz rachunku Macieja Ż. opisaliśmy w ubiegłym roku w "Gazecie" w tekście "Arcydzieło sztuki medycznej i finansowej". Afera wybuchła, bo rachunek wystawiony przez dyrektora Grzywacza był wysoki, ale też dlatego, że rodzina pacjenta zgodziła się go zapłacić, po czym zażądała zwrotu 80 tys. zł ze 110 płaconych.
Po opisaniu przez nas sprawy praktyce dyrektora Grzywacza zaczęły przyglądać się urzędy, sąd, prokuratura. Najpierw zareagował sąd. Na pieczątce, którą 15 lipca 2008 roku Grzywacz przypieczętował przyjęcie pieniędzy od rodziny Ż., poza informacją, że jest specjalistą medycyny manualnej, odcisnęło się też: Biegły Sądu Okręgowego w Krakowie. Okazało się, że Grzywacz jest biegłym w chiroterapii, czyli masażu leczniczym. Sąd się oburzył, bo zabrania biegłym w działalności komercyjnej używać informacji, że wydają dla niego opinie.
Praktykę Grzywacza prześwietlił też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Kontrolerzy zakazali mu używania w nazwie placówki słowa "klinika". Za bezprawne uznali też to, że od pacjentów umawiających się na wizytę pobierano 200 zł, które w przypadku rezygnacji z usługi nie było zwracane. Urząd antymonopolowy ustalił też, że firma nie jest zakładem opieki zdrowotnej, została wpisana tylko do rejestru działalności gospodarczej, a sam Roman Grzywacz jest technikiem masażystą i terapii manualnej. UOKiK nałożył na placówkę karę w wysokości 1227 zł.
Grzywacz przedstawia siebie dużo barwniej: - Jestem byłym żołnierzem, komandosem, spadochroniarzem. To jest mój pierwszy zawód. Drugi zawód - od przeszło 20 lat - to rehabilitant z terapią manualną. Jestem po dwuipółletnim studium medycznym, Wydział Masażu Leczniczego i Fizjoterapii, po państwowych egzaminach, plus dodatkowe szkolenia już w Polsce - typowo lekarskie. Moja znajomość fizjologii i anatomii jest na tyle duża, z racji pracy w prosektorium, że mogę sobie pozwolić na takie bardzo wysokie wzniesienia, jeżeli chodzi o medycynę. Podstawa leczenia pacjenta to zawsze "primum non nocere" - "po pierwsze nie szkodzić". Mało: znać perfekcyjnie anatomię i fizjologię, czego pewnym ludziom brakuje, i później próbują to komentować. Nie potrafią się ze mną spotkać, bo mają zbyt małą wiedzę merytoryczną. To taka pewna bojaźń (wypowiedź dla "Życia Piły").
Decyzja prezesa Urzędu Konkurencji i Konsumentów o karach nie jest ostateczna. Spółka Romana Grzywacza odwołała się od niej do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
- Dziś prawdopodobnie zapadnie decyzja, czy skreślamy pana Romana Grzywacza z listy naszych biegłych - informuje Waldemar Żurek, rzecznik prasowy krakowskiego sądu.
Maciej Ż. porusza się na wózku inwalidzkim. Czy 80 tys. zł pozostanie u Romana Grzywacza czy wróci do Macieja Ż., zdecyduje sąd.
- 31 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
15 głosów
-
zanim sie cos kupi, warto kopnac w opony
hetmanwiechu
08.02.10, 23:29
rozumiem ze to tragedia dla poszkodowanego, ale nic nigdy nie stoi naprzeszkodzie zeby wypadac teren zanim zdecydujemy sie na wydanie takiego szmalu. To ze facet jest super znawaca anatomi z»
-
pijaczyna z prosektorium bieglym?
wybitniemadry
09.02.10, 00:53
przeciez to jest dziad ktory okrada zwloki ze zlotych zebow, i dostal koryto w sadzie?»
-
facet nie wywiązał się z umowy
6x9
09.02.10, 19:30
nie postawił poszkodowanego na nogi czyli powinien zwrócić kasę»
Najczęściej czytane24 htydzień






