Poszukiwania fotoreporterki pod lupą śledczych
16.12.2010
, aktualizacja: 16.12.2010 21:30
Prokuratorzy z Nowego Sącza i policjanci z Krakowa przejęli postępowanie dotyczące śmierci Urszuli Olszowskiej - byłej fotoreporterki "Gazety Krakowskiej".
ZOBACZ TAKŻE
- Urszula zginęła, ale nie wiadomo jak. Sprawa zamknięta (21-02-12, 07:00)
- Zaniedbania w sprawie śmierci fotoreporterki. Jest kontrola (03-04-11, 15:15)
- W Tatrach policja cię nie poszuka (22-03-11, 07:45)
- Co zignorowały służby w sprawie śmierci Urszuli (02-03-11, 08:00)
- Rok w policji. Najgłupszy napad, absurdalna kara... (31-12-10, 12:00)
- Oszust wyłudza pieniądze w centrum Krakowa (18-12-10, 12:31)
- Zapłacą, bo nie zabrali broni gangsterowi (18-12-10, 11:00)
- Badania DNA potwierdziły tożsamość turystki (06-10-10, 13:35)
- Ciało znalezione w górach to zwłoki zaginionej Urszuli (22-09-10, 14:13)
- Ratownicy nie poszli śladem zaginionej Urszuli (15-09-10, 15:52)
- W Krakowie zaginęła 24-latka. Rodzina prosi o pomoc (08-09-10, 20:58)
Historię Urszuli jako pierwsi opisali reporterzy "Gazety Wyborczej", którzy dotarli do informacji o opieszałości działania służb w związku z zaginięciem dziewczyny.
24-letnia Urszula zniknęła pod koniec lipca. Wyszła z domu, mówiąc, że jedzie na spotkanie z kolegą. Potem ślad po niej zaginął. Rodzina oraz pracownicy "Itaki" szukali jej w górach, podejrzewając, że mogła samotnie wybrać się na szlak. Już kilka dni po zaginięciu jej plecak wraz z dokumentami znaleźli turyści w rejonie Doliny Pięciu Stawów i zanieśli do schroniska. We wrześniu ratownicy TOPR-u odnaleźli w pobliżu ciało dziewczyny. Poszukiwania zostały wtedy wszczęte po interwencji ojca Urszuli, który dotarł do schroniska, gdzie przykleił plakat z wizerunkiem córki. Pracownicy rozpoznali na zdjęciu dziewczynę widniejącą na dokumentach ze znalezionego plecaka. Okazało się, że choć powiadomiono wtedy TOPR o znalezisku, dyżurny ratownik nie zapytał policji, czy poszukują takiej osoby. Także policja nie zgłosiła w TOPR zaginięcia.
Teraz Prokuratura w Nowym Sączu sprawdzi, czy ze strony służb nie doszło do zaniedbań. Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie natomiast przejęli od zakopiańskich funkcjonariuszy postępowanie mające ustalić przyczyny śmierci 24-latki. Niewykluczone, że mundurowi pojadą na miejsce wypadku (24-latka wpadła do strumienia) i tam przeprowadzą oględziny.
24-letnia Urszula zniknęła pod koniec lipca. Wyszła z domu, mówiąc, że jedzie na spotkanie z kolegą. Potem ślad po niej zaginął. Rodzina oraz pracownicy "Itaki" szukali jej w górach, podejrzewając, że mogła samotnie wybrać się na szlak. Już kilka dni po zaginięciu jej plecak wraz z dokumentami znaleźli turyści w rejonie Doliny Pięciu Stawów i zanieśli do schroniska. We wrześniu ratownicy TOPR-u odnaleźli w pobliżu ciało dziewczyny. Poszukiwania zostały wtedy wszczęte po interwencji ojca Urszuli, który dotarł do schroniska, gdzie przykleił plakat z wizerunkiem córki. Pracownicy rozpoznali na zdjęciu dziewczynę widniejącą na dokumentach ze znalezionego plecaka. Okazało się, że choć powiadomiono wtedy TOPR o znalezisku, dyżurny ratownik nie zapytał policji, czy poszukują takiej osoby. Także policja nie zgłosiła w TOPR zaginięcia.
Teraz Prokuratura w Nowym Sączu sprawdzi, czy ze strony służb nie doszło do zaniedbań. Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie natomiast przejęli od zakopiańskich funkcjonariuszy postępowanie mające ustalić przyczyny śmierci 24-latki. Niewykluczone, że mundurowi pojadą na miejsce wypadku (24-latka wpadła do strumienia) i tam przeprowadzą oględziny.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






