Śmierć fotoreporterki: Śledztwo pełne zaniedbań
14.02.2011
, aktualizacja: 13.02.2011 22:17
Przez dwa miesiące od odnalezienia ciała Urszuli Olszowskiej w Tatrach policjanci niewiele zrobili, by wyjaśnić jej tajemniczą śmierć. Nie było wizji lokalnej, nie przesłuchano świadków ani nie sprawdzono połączeń z jej komórki! Sprawę przejęli właśnie krakowscy policjanci i apelują o pomoc w jej rozwikłaniu.
ZOBACZ TAKŻE
- "W nocy nie śpimy". Seria podpaleń samochodów i garaży (15-02-11, 23:00)
- Zakrada się, podkłada ogień, zostawia kartki (16-02-11, 10:30)
- Urszula zginęła, ale nie wiadomo jak. Sprawa zamknięta (21-02-12, 07:00)
- Urszula nie chciała odebrać sobie życia (20-09-11, 23:00)
- Zaniedbania w sprawie śmierci fotoreporterki. Jest kontrola (03-04-11, 15:15)
- Dlaczego spalili policję w Kamionce (01-04-11, 01:00)
- W Tatrach policja cię nie poszuka (22-03-11, 07:45)
- Co zignorowały służby w sprawie śmierci Urszuli (02-03-11, 08:00)
- Ratownicy nie poszli śladem zaginionej Urszuli (15-09-10, 15:52)
- W Krakowie zaginęła 24-latka. Rodzina prosi o pomoc (08-09-10, 20:58)
- Umówiła się na Rynku. Zniknęła bez śladu (01-07-11, 10:00)
- Jak pani Jadwiga policję i sądy za nos wodzi (29-01-11, 09:00)
W ostatni piątek w mediach ukazał się apel Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie w sprawie zaginięcia i śmierci Urszuli Olszowskiej. Policjanci "proszą o kontakt osoby, które mają informacje pomocne w ustaleniu okoliczności jej pobytu na Podhalu oraz zaginięcia."
Urszula Olszowska, fotoreporterka "Gazety Krakowskiej", zaginęła 28 lipca zeszłego roku. Jej ciało odnaleziono w Tatrach 15 września. Wtedy pierwsza o tej sprawie napisała "Gazeta".
Dlaczego dopiero teraz - pięć miesięcy od odnalezienia ciała i ponad pół roku od zaginięcia kobiety - ukazuje się taki apel? Dotarliśmy do materiałów zebranych przez prokuraturę w tej sprawie, po tym jak na prośbę rodziny ofiary krakowski poseł Jan Widacki zwrócił się o interwencję do Prokuratury Generalnej.
Okazuje się, że od momentu odnalezienia ciała w potoku Roztoka, niedaleko dosyć łatwego szlaku, policjanci nie zrobili nic, by wyjaśnić sprawę. "Przez dwa miesiące nie odbyła się wizja lokalna w miejscu znalezienia zwłok. Nie przesłuchano świadków, którzy znaleźli plecak ofiary. Nie sprawdzono jej telefonu komórkowego" - czytamy w materiałach prokuratury, która po zawiadomieniu przez posła zajęła się tą sprawą. Z prokuratorskich ustaleń wynika, że policjanci nie sprawdzili telefonu komórkowego, bo ten... rozładował się, a na komendzie nie było ładowarki do tego typu modelu.
- Przyznaję, że sprawa z telefonem była niefortunna - mówi Kazimierz Pietruch, naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem. - Co do wyjścia w góry, to nie poszliśmy, bo nie mamy takich umiejętności, by prowadzić czynności w Tatrach. A wcześniejsze przesłuchanie świadków nie miało już takiego znaczenie, można to było zrobić później - twierdzi.
Policjantów w czynnościach śledczych wyręczał ojciec ofiary. Na początku października w rejonie Siklawy odnalazł kurtkę córki. Gdy dowiedział się, że nie sprawdzono telefonu komórkowego, przywiózł także policjantom ładowarkę. - Skala zaniedbań w tej sprawie jest bulwersująca. Mam nadzieję, że zostaną wyciągnięte konsekwencje służbowe - komentuje poseł Jan Widacki, członek sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych.
Po ujawnieniu sposobu prowadzenia śledztwa sprawę odebrano zakopiańskiej komendzie. Przejęli ją krakowscy policjanci. Stąd opublikowany w piątek apel Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji.
- Szczególnie pomocne mogą okazać się informacje od osób, z którymi być może Urszula Olszowska kontaktowała się, zanim przyjechała na Podhale, na przykład aby zapytać o warunki wynajmu pokoju lub zarezerwować nocleg w okresie od 28 lipca 2010 roku do końca sierpnia 2010 roku - mówi Katarzyna Padło z biura prasowego małopolskiej policji. - Niewykluczone, że rozmawiała także z różnymi osobami w czasie podróży na Podhale lub - będąc już na miejscu - z mieszkańcami Podhala czy przebywającymi tam turystami. Informacje o takich rozmowach także mogą okazać się przydatne dla postępowania - dodaje.
Tłumaczyć musi się także Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Już kilka dni po zaginięciu kobiety jej plecak wraz z dokumentami znaleźli turyści w rejonie Doliny Pięciu Stawów i zanieśli do schroniska. We wrześniu ratownicy TOPR-u odnaleźli ciało dziewczyny. Poszukiwania zostały wtedy wszczęte po interwencji ojca Urszuli, który dotarł do schroniska, gdzie przykleił plakat z wizerunkiem córki. Pracownicy rozpoznali na zdjęciu dziewczynę widniejącą na dokumentach ze znalezionego plecaka. Okazało się, że choć powiadomiono w lipcu TOPR o znalezieniu plecaka z dokumentami kobiety, dyżurny ratownik nie zapytał policji, czy poszukują takiej osoby. Także policja nie zgłosiła w TOPR-ze zaginięcia.
Raport TOPR-u trafił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, któremu ratownicy podlegają. TOPR przyznaje się do winy. Ratownik, który pełnił wtedy dyżur, nie potrafi wyjaśnić, dlaczego nie dopełnił formalności. Tłumaczy się natłokiem zajęć w szczycie sezonu turystycznego.
Komentarz
O zaginięciu Urszuli Olszowskiej po raz pierwszy napisaliśmy we wrześniu ubiegłego roku. Już wtedy pojawiły się zastrzeżenia co do pracy śledczych. Mimo że kobieta zaginęła dwa miesiące wcześniej, policja nie podjęła żadnych działań w górach. Teraz okazuje się, że był to jedynie wierzchołek góry lodowej bezczynności i popełnionych w tej sprawie błędów, zarówno ze strony zakopiańskich funkcjonariuszy, jak i pracowników TOPR-u. I jeszcze ta kompromitacja z rozładowanym telefonem komórkowym! Brzmi jak dowcip o milicjantach rodem z PRL-u.
Bartłomiej Kuraś
Urszula Olszowska, fotoreporterka "Gazety Krakowskiej", zaginęła 28 lipca zeszłego roku. Jej ciało odnaleziono w Tatrach 15 września. Wtedy pierwsza o tej sprawie napisała "Gazeta".
Dlaczego dopiero teraz - pięć miesięcy od odnalezienia ciała i ponad pół roku od zaginięcia kobiety - ukazuje się taki apel? Dotarliśmy do materiałów zebranych przez prokuraturę w tej sprawie, po tym jak na prośbę rodziny ofiary krakowski poseł Jan Widacki zwrócił się o interwencję do Prokuratury Generalnej.
Okazuje się, że od momentu odnalezienia ciała w potoku Roztoka, niedaleko dosyć łatwego szlaku, policjanci nie zrobili nic, by wyjaśnić sprawę. "Przez dwa miesiące nie odbyła się wizja lokalna w miejscu znalezienia zwłok. Nie przesłuchano świadków, którzy znaleźli plecak ofiary. Nie sprawdzono jej telefonu komórkowego" - czytamy w materiałach prokuratury, która po zawiadomieniu przez posła zajęła się tą sprawą. Z prokuratorskich ustaleń wynika, że policjanci nie sprawdzili telefonu komórkowego, bo ten... rozładował się, a na komendzie nie było ładowarki do tego typu modelu.
- Przyznaję, że sprawa z telefonem była niefortunna - mówi Kazimierz Pietruch, naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem. - Co do wyjścia w góry, to nie poszliśmy, bo nie mamy takich umiejętności, by prowadzić czynności w Tatrach. A wcześniejsze przesłuchanie świadków nie miało już takiego znaczenie, można to było zrobić później - twierdzi.
Policjantów w czynnościach śledczych wyręczał ojciec ofiary. Na początku października w rejonie Siklawy odnalazł kurtkę córki. Gdy dowiedział się, że nie sprawdzono telefonu komórkowego, przywiózł także policjantom ładowarkę. - Skala zaniedbań w tej sprawie jest bulwersująca. Mam nadzieję, że zostaną wyciągnięte konsekwencje służbowe - komentuje poseł Jan Widacki, członek sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych.
Po ujawnieniu sposobu prowadzenia śledztwa sprawę odebrano zakopiańskiej komendzie. Przejęli ją krakowscy policjanci. Stąd opublikowany w piątek apel Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji.
- Szczególnie pomocne mogą okazać się informacje od osób, z którymi być może Urszula Olszowska kontaktowała się, zanim przyjechała na Podhale, na przykład aby zapytać o warunki wynajmu pokoju lub zarezerwować nocleg w okresie od 28 lipca 2010 roku do końca sierpnia 2010 roku - mówi Katarzyna Padło z biura prasowego małopolskiej policji. - Niewykluczone, że rozmawiała także z różnymi osobami w czasie podróży na Podhale lub - będąc już na miejscu - z mieszkańcami Podhala czy przebywającymi tam turystami. Informacje o takich rozmowach także mogą okazać się przydatne dla postępowania - dodaje.
Tłumaczyć musi się także Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Już kilka dni po zaginięciu kobiety jej plecak wraz z dokumentami znaleźli turyści w rejonie Doliny Pięciu Stawów i zanieśli do schroniska. We wrześniu ratownicy TOPR-u odnaleźli ciało dziewczyny. Poszukiwania zostały wtedy wszczęte po interwencji ojca Urszuli, który dotarł do schroniska, gdzie przykleił plakat z wizerunkiem córki. Pracownicy rozpoznali na zdjęciu dziewczynę widniejącą na dokumentach ze znalezionego plecaka. Okazało się, że choć powiadomiono w lipcu TOPR o znalezieniu plecaka z dokumentami kobiety, dyżurny ratownik nie zapytał policji, czy poszukują takiej osoby. Także policja nie zgłosiła w TOPR-ze zaginięcia.
Raport TOPR-u trafił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, któremu ratownicy podlegają. TOPR przyznaje się do winy. Ratownik, który pełnił wtedy dyżur, nie potrafi wyjaśnić, dlaczego nie dopełnił formalności. Tłumaczy się natłokiem zajęć w szczycie sezonu turystycznego.
Komentarz
O zaginięciu Urszuli Olszowskiej po raz pierwszy napisaliśmy we wrześniu ubiegłego roku. Już wtedy pojawiły się zastrzeżenia co do pracy śledczych. Mimo że kobieta zaginęła dwa miesiące wcześniej, policja nie podjęła żadnych działań w górach. Teraz okazuje się, że był to jedynie wierzchołek góry lodowej bezczynności i popełnionych w tej sprawie błędów, zarówno ze strony zakopiańskich funkcjonariuszy, jak i pracowników TOPR-u. I jeszcze ta kompromitacja z rozładowanym telefonem komórkowym! Brzmi jak dowcip o milicjantach rodem z PRL-u.
Bartłomiej Kuraś
- 118 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
49 głosów
-
Śledztwo pełne zaniedbań-ważniejsza modlitwa.
jimir
14.02.11, 07:59
Naprawdę jest Mi przykro z powodu śmierci tej dziewczyny!!!Biorę jednak w obronę Policjantów i ratowników z TOPR.Ludzie!!!!! nie można ich ganić za zaniedbania ani jednych,ani drugich.To »
-
Policjanty-górole pewnikiem do umartego papiża się
w.zboralski
14.02.11, 12:17
modliły coby jakim cudakiem przycyne umarnięcia panienki miastowej na niebie oświtlił. No, ale ichni polsko-ukraiński papiż w nibie musikiem na samochodowegoi Kubice pozirać musiał i jego »
-
Śmierć fotoreporterki: Śledztwo pełne zaniedbań
xtc3
14.02.11, 13:16
ze wszystkich subkultur w Polsce najbardziej obawiam się Policji. »
Najczęściej czytane24 htydzień






