Co zignorowały służby w sprawie śmierci Urszuli

Dominika Maciejasz, współpraca:Bartłomiej Kuraś
02.03.2011 , aktualizacja: 02.03.2011 11:16
A A A Drukuj
Gdyby nie przytomność umysłu pracownicy górskiego schroniska, prawdopodobnie przepadłby kluczowy dowód w sprawie śmierci Urszuli Olszowskiej. Dotarliśmy do faktów obnażających skandaliczną bezczynność służb porządkowych i ratowniczych.
Urszula Olszowska
ARCHIWUM PRYWATNE
Urszula Olszowska
Na czyje wsparcie może liczyć zrozpaczona rodzina, która w tajemniczych okolicznościach straciła córkę? Z licznej grupy policjantów, prokuratorów i ratowników górskich jedyną osobą, która nie zignorowała sygnałów mogących pomóc w odnalezieniu Urszuli Olszowskiej, okazała się recepcjonistka ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów. "Gazeta" dotarła do nowych okoliczności zaginięcia 24-letniej fotoreporterki "Gazety Krakowskiej".

Plecak między skałami

Urszula Olszowska zaginęła w lipcu zeszłego roku. Miała się spotkać z kolegą, ale ojca dziewczyny zaniepokoił jej duży plecak i górski ekwipunek, który zabrała ze sobą. Ze "spotkania" (nie wiadomo, czy w ogóle do niego doszło), już nie wróciła. Zamilkł też jej telefon. Zrozpaczony Adam Olszowski, tato Urszuli, obdzwonił wszystkie polskie schroniska. Tam, gdzie się nie dodzwonił, ruszał pieszo. W poszukiwaniach przemierzył szlaki od Tatr po Karkonosze, rozklejając plakaty z wizerunkiem córki.

Jednym z takich schronisk było to w Dolinie Pięciu Stawów. Przyszedł tam we wrześniu i wówczas nastąpił nieoczekiwany przełom. Pracownica schroniska, którą wypytywał o córkę, skojarzyła uśmiechniętą dziewczynę z plakatu z tą ze zdjęcia na dowodzie osobistym, który razem z plecakiem przynieśli do schroniska ponad miesiąc wcześniej przypadkowi turyści!

"Gazeta" dotarła teraz do wstrząsających szczegółów tego zdarzenia. Turyści, którzy przynieśli znalezisko, mieli być bardzo zdenerwowani. - Obok plecaka leżała zakrwawiona chusteczka Urszuli oraz jej ubrania. Na plecaku i w środku także były plamy krwi. Ci ludzie bardzo się martwili, że właścicielka bagażu może potrzebować pomocy, nalegali, by zawiadomić odpowiednie służby, zostawili swój numer telefonu - mówi nasze źródło. Kobieta, która odebrała od nich plecak, przekazała go dyżurującemu w schronisku ratownikowi TOPR-u. Mężczyzna jednak schował go do magazynu, zamiast przekazać policji.

Dopiero po wizycie ojca Urszuli pracownica zawiadomiła policję, a ta poleciła TOPR-owi przeczesać okolice, z których przyniesiono plecak. W potoku Roztoka, około 150 m od wskazanego przez turystów miejsca, znaleziono ciało dziewczyny. - Niestety, sekcja zwłok nie dała odpowiedzi na pytanie o przyczynę śmierci pokrzywdzonej. Nie stwierdzono urazów, które mogłyby tłumaczyć zgon. Badania wykazały też, że urazy, które były na jej ciele, musiały powstać po jej śmierci - mówi prokurator Beata Stępień-Warzecha z Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu, nadzorującej śledztwo.

Tajemnicze ślady w górach

Zdruzgotana śmiercią córki i bezczynnością śledczych rodzina postanowiła na własną rękę dowiedzieć się, dlaczego dziewczyna zginęła. Ojciec Urszuli w październiku sam poszedł w rejon potoku Roztoka. - Dokonał wstrząsającego odkrycia. Tato Urszuli znalazł jej pelerynę oraz ślady, które wskazywały na to, że dziewczyna mogła się szarpać albo nawet uciekać. Zrobił zdjęcia i chciał je oddać policji albo prokuraturze, ale nigdzie nie chciano ich przyjąć. Narzekano, że zdjęcia są zbyt dużego formatu - mówi osoba z otoczenia Urszuli.

Po prasowych publikacjach obnażających zaniedbania śledczych z Zakopanego i ratowników TOPR-u wszczęto postępowanie w sprawie niedopełnienia przez nich obowiązków, a śledztwo przekazano do Krakowa. - Okazało się, że nie przesłuchano nawet turystów, którzy znaleźli plecak, a na miejscu znalezienia zwłok nie było ani policjantów, ani prokuratora - mówił poseł Jan Widacki, który zainteresował się sprawą Urszuli. Ale śledczy z Zakopanego nie mają sobie nic do zarzucenia. W oficjalnych pismach tłumaczyli, że "tak postępuje się we wszystkich tego typu przypadkach, bo policjanci nie są przeszkoleni do wędrówek w niedostępne Tatry Wysokie". - To znaczy, że nikt nie szuka ludzi zaginionych w górach? - denerwuje się jedna z koleżanek Urszuli. Policjanci w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że "winien jest system, bo policji brakuje ludzi, sprzętu, pieniędzy na szkolenia".

Ratownik, który pełnił wtedy dyżur, nie potrafi wyjaśnić, dlaczego nie dopełnił formalności. Tłumaczy się natłokiem zajęć w szczycie sezonu turystycznego. MSWiA, nadzorujące policję i TOPR, "przygląda się sprawie". - Po zakończeniu prokuratorskiego śledztwa będziemy analizowali, czy zawiniły tu procedury, czy były to wyłącznie ludzkie błędy. Od tych ustaleń uzależniamy nasze postępowanie w tym przypadku - poinformowała nas wczoraj Małgorzata Woźniak, rzeczniczka MSWiA. Adam Olszowski nie chce już rozmawiać na temat córki. - Liczę, że policjantom z Krakowa uda się wyjaśnić, co wydarzyło się w górach - mówi z gasnącą nadzieją.

Podziel się

  • 55 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    51 głosów

  • A to Polska właśnie. turpin 02.03.11, 09:01

    Moja znajoma zachorowała na raka. Nikt nie wytłumaczył jej planu leczenia i nie powiedział dlaczego ma być zastosowana chemioterapia (nie jest to standard w tym rodzaju raka). Zgłosiwszy »

  • Re: Co zignorowały służby w sprawie śmierci Urszu wiem_swoje_i_juz 02.03.11, 09:05

    ...a dlaczego pracownik do zwolnienia? W momencie znalezienia plecaka nikt nie wiedział o tym co się aktualnie dzieje z zaginioną osobą. Brak podjęcia działania przez tego pracownika należy »

  • Co zignorowały służby w sprawie śmierci Urszuli aussie1inc 02.03.11, 12:30

    Policjanci nie beda chodzic po gorach, bo oni wola na dole czekac na wczesniejsza emeryture, a jakby chodzili po gorach to by sie meczyli, a po co?A ratownicy to nie ratowali, bo moze juz »

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu