Fałszywy policjant zdemaskowany na pogrzebie
06.04.2011
, aktualizacja: 06.04.2011 22:10
Był fałszywy policjant, spreparowane fotografie, a nawet sfabrykowany wyrok sądowy. Wszystko po to, by od wdowy po podwójnym zabójcy wyłudzić kilkaset tysięcy złotych
ZOBACZ TAKŻE
- Ofiary oszustów matrymonialnych zgłaszają się rzadko (08-04-11, 15:25)
- Wjechał w kobietę samochodem własnej konstrukcji (08-04-11, 12:02)
- Na Rynek ze swastyką. Policja nie zareagowała (14-04-11, 09:00)
- Rowerzysta pomógł złapać sprawcę napadu na bank (06-04-11, 23:30)
- Przed sąd za wykastrowanie psa żyletką (06-04-11, 15:42)
- Uwaga, złodzieje kradną metodą na parawan (05-04-11, 05:00)
- Przed sąd za publikację filmu z byłą dziewczyną (01-04-11, 12:25)
Jest marzec 2006. Do baru Elena przy ul. Sarmackiej w Krakowie wchodzi Adam B., pseudonim "Goebbels". Podchodzi do stolika, przy którym siedzi jego była znajoma z ojcem i kolegą. Z bliska oddaje do nich kilkanaście strzałów. Na miejscu ginie kobieta, jej znajomy umiera w szpitalu. Adam B. po wyjściu z baru odbiera sobie życie na ulicy.
Kilka miesięcy po strzelaninie ktoś dzwoni z pogróżkami do wdowy po Adamie B. Niedługo potem płonie jej kiosk handlowy.
W końcu do kobiety telefonuje Tomasz K., były ochroniarz męża. Mówi, że wie, kto stoi za pogróżkami i podpaleniem. Ostrzega ją też w zaufaniu, że może zostać oblana kwasem.
Kilka dni później Tomasz K. znowu się odzywa. Z jeszcze groźniejszą informacją: twierdzi, że na kobietę wydano wyrok. I proponuje pomoc. Nie za darmo. Kobieta płaci, a Tomasz K. dzwoni z kolejnymi rewelacjami. Sugeruje, że jest zlecenie na porwanie jej 14-letniego syna. Za przekonanie porywaczy, by zrezygnowali ze swoich zamiarów, bierze kolejne pieniądze. Ale potem zjawia się z mężczyzną, którego przedstawia jako policjanta. To Łukasz B. - na spotkanie z wdową przychodzi z policyjną odznaką. Kobieta nie ma pojęcia, że zamiast z funkcjonariuszem rozmawia z operatorem koparki. Były ochroniarz tłumaczy wdowie, że nie jest już w stanie więcej nic zrobić, pomóc może tylko policjant. A Łukasz B. opowiada, że policji nie warto oficjalnie powiadamiać o planach porwania syna, bo jest skorumpowana. On jednak może jej pomóc. Zobowiązuje się doprowadzić do zatrzymania kidnaperów, postawienia ich przed sądem i skazania. Każdy z tych celów wycenia osobno. W sumie na blisko 200 tys. zł.
Niedługo po tym spotkaniu fałszywy policjant pokazuje wdowie postanowienie o postawieniu zarzutów zleceniodawcy porwania. Miesiąc później informuje ją, że sprawca jest już osądzony. I na dowód pokazuje wyrok sądowy z jego nazwiskiem oraz zdjęcie zrobione telefonem. Na zdjęciu rzekomy porywacz siedzi w sądzie w asyście policjantów.
Łukasz B. inkasuje za to pieniądze. W rzeczywistości dokumenty zostały sfałszowane, a zdjęcie spreparowane. W sumie obaj oszuści wyłudzili od wdowy blisko 300 tys. zł.
Kobieta nabiera jednak podejrzeń i zawiadamia Centralne Biuro Śledcze. Na zatrzymanie Tomasza K. jest już jednak za późno: popełnia samobójstwo. Na wolności jest jednak drugi oszust. Ale kobieta zna tylko jego fikcyjne imię. Policjanci organizują pułapkę. Wraz z kobietą jadą na pogrzeb ochroniarza. Wdowa wśród żałobników rozpoznaje Łukasza B. Mężczyzna przyznaje się do winy, choć twierdzi, że całą mistyfikację wymyślił Tomasz K. Dobrowolnie poddaje się jednak karze pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywny. Musi też zwrócić część wyłudzonych pieniędzy. Prokuratura akt oskarżenia przeciwko niemu wraz z wnioskiem o dobrowolne poddanie się karze przesłała właśnie do sądu.
Kilka miesięcy po strzelaninie ktoś dzwoni z pogróżkami do wdowy po Adamie B. Niedługo potem płonie jej kiosk handlowy.
W końcu do kobiety telefonuje Tomasz K., były ochroniarz męża. Mówi, że wie, kto stoi za pogróżkami i podpaleniem. Ostrzega ją też w zaufaniu, że może zostać oblana kwasem.
Kilka dni później Tomasz K. znowu się odzywa. Z jeszcze groźniejszą informacją: twierdzi, że na kobietę wydano wyrok. I proponuje pomoc. Nie za darmo. Kobieta płaci, a Tomasz K. dzwoni z kolejnymi rewelacjami. Sugeruje, że jest zlecenie na porwanie jej 14-letniego syna. Za przekonanie porywaczy, by zrezygnowali ze swoich zamiarów, bierze kolejne pieniądze. Ale potem zjawia się z mężczyzną, którego przedstawia jako policjanta. To Łukasz B. - na spotkanie z wdową przychodzi z policyjną odznaką. Kobieta nie ma pojęcia, że zamiast z funkcjonariuszem rozmawia z operatorem koparki. Były ochroniarz tłumaczy wdowie, że nie jest już w stanie więcej nic zrobić, pomóc może tylko policjant. A Łukasz B. opowiada, że policji nie warto oficjalnie powiadamiać o planach porwania syna, bo jest skorumpowana. On jednak może jej pomóc. Zobowiązuje się doprowadzić do zatrzymania kidnaperów, postawienia ich przed sądem i skazania. Każdy z tych celów wycenia osobno. W sumie na blisko 200 tys. zł.
Niedługo po tym spotkaniu fałszywy policjant pokazuje wdowie postanowienie o postawieniu zarzutów zleceniodawcy porwania. Miesiąc później informuje ją, że sprawca jest już osądzony. I na dowód pokazuje wyrok sądowy z jego nazwiskiem oraz zdjęcie zrobione telefonem. Na zdjęciu rzekomy porywacz siedzi w sądzie w asyście policjantów.
Łukasz B. inkasuje za to pieniądze. W rzeczywistości dokumenty zostały sfałszowane, a zdjęcie spreparowane. W sumie obaj oszuści wyłudzili od wdowy blisko 300 tys. zł.
Kobieta nabiera jednak podejrzeń i zawiadamia Centralne Biuro Śledcze. Na zatrzymanie Tomasza K. jest już jednak za późno: popełnia samobójstwo. Na wolności jest jednak drugi oszust. Ale kobieta zna tylko jego fikcyjne imię. Policjanci organizują pułapkę. Wraz z kobietą jadą na pogrzeb ochroniarza. Wdowa wśród żałobników rozpoznaje Łukasza B. Mężczyzna przyznaje się do winy, choć twierdzi, że całą mistyfikację wymyślił Tomasz K. Dobrowolnie poddaje się jednak karze pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywny. Musi też zwrócić część wyłudzonych pieniędzy. Prokuratura akt oskarżenia przeciwko niemu wraz z wnioskiem o dobrowolne poddanie się karze przesłała właśnie do sądu.
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Fałszywy policjant zdemaskowany na pogrzebie
terrtt
07.04.11, 00:49
Tak sobie myślę, za grożenie porwaniem czy podpaleniem powinny być takie same kary jak za rzeczywiste porwanie i podpalenie. Za stres, jakiemu poddani są szantażowani. »
Najczęściej czytane24 htydzień






