Napadł na bank, bo ma kredyty i tonie w długach
07.04.2011
, aktualizacja: 07.04.2011 22:58
Zarzut rozboju postawiła prokuratura 34-letniemu mężczyźnie, który w środę napadł na bank na krakowskim Dąbiu. Tłumaczył się skrajną biedą i długami. Dlatego prokuratura zrezygnowała z poręczenia majątkowego, stosując wobec niego tylko policyjny dozór.
ZOBACZ TAKŻE
- Ofiary oszustów matrymonialnych zgłaszają się rzadko (08-04-11, 15:25)
- Wjechał w kobietę samochodem własnej konstrukcji (08-04-11, 12:02)
- Na Rynek ze swastyką. Policja nie zareagowała (14-04-11, 09:00)
- Kraków: Dwie osoby zastrzelone. Kłótnia wspólników? (12-04-11, 13:25)
- Widzisz rower koło bankomatu? Uważaj! (12-04-11, 08:00)
- Wywieźli ich do Hiszpanii i zostawili na lodzie (11-04-11, 11:18)
- Gdy napastnik odejdzie, krzycz z całych sił (11-04-11, 08:00)
- Rowerzysta pomógł złapać sprawcę napadu na bank (06-04-11, 23:30)
- To była najgłupsza rzecz, jaką w życiu zrobiłem, ale byłem zdesperowany - powiedział przesłuchującym go śledczym Maciej K.
W środę rano był pierwszym klientem, który zjawił się w placówce Banku Spółdzielczego przy ul. Bajecznej. Podszedł do kasjerki i wyjął kartkę z napisem "To jest napad. Daj pieniądze. Mam broń". Po zatrzymaniu okazało się, że ma przy sobie jeszcze kilka kartek z inną wersją tego napisu. Napisał je tuż przed napadem. - Szukałem sposobu na wyjście z długów - przekonywał podczas przesłuchania.
Maciej K. ma wykształcenie zawodowe, utrzymuje się z dorywczych prac. W domu dwójka dzieci, żona nie pracuje. Mieszkają razem z jego rodzicami. Śledczym tłumaczył, że jest bardzo zadłużony, nie ma z czego spłacać kredytów.
Kasjerka wydała mu 1810 zł. I włączyła alarm. Uciekającego mężczyznę śledził przypadkowy rowerzysta. Maciej K. wyrzucił czapkę, zdjął polar, byle tylko go nie rozpoznano. Policjantom pomógł jednak rowerzysta, który zidentyfikował napastnika.
W czwartek Maciej K. usłyszał w prokuraturze zarzut rozboju. Przyznał się do wszystkiego. Prokuratura zrezygnowała ze stosowania aresztu. Ze względu na stan majątkowy nie stosowano również poręczenia majątkowego. - Uznano, że w tym wypadku wystarczający będzie dozór policyjny - mówi Bogusława Marcinkowska z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
W środę rano był pierwszym klientem, który zjawił się w placówce Banku Spółdzielczego przy ul. Bajecznej. Podszedł do kasjerki i wyjął kartkę z napisem "To jest napad. Daj pieniądze. Mam broń". Po zatrzymaniu okazało się, że ma przy sobie jeszcze kilka kartek z inną wersją tego napisu. Napisał je tuż przed napadem. - Szukałem sposobu na wyjście z długów - przekonywał podczas przesłuchania.
Maciej K. ma wykształcenie zawodowe, utrzymuje się z dorywczych prac. W domu dwójka dzieci, żona nie pracuje. Mieszkają razem z jego rodzicami. Śledczym tłumaczył, że jest bardzo zadłużony, nie ma z czego spłacać kredytów.
Kasjerka wydała mu 1810 zł. I włączyła alarm. Uciekającego mężczyznę śledził przypadkowy rowerzysta. Maciej K. wyrzucił czapkę, zdjął polar, byle tylko go nie rozpoznano. Policjantom pomógł jednak rowerzysta, który zidentyfikował napastnika.
W czwartek Maciej K. usłyszał w prokuraturze zarzut rozboju. Przyznał się do wszystkiego. Prokuratura zrezygnowała ze stosowania aresztu. Ze względu na stan majątkowy nie stosowano również poręczenia majątkowego. - Uznano, że w tym wypadku wystarczający będzie dozór policyjny - mówi Bogusława Marcinkowska z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
- 5 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień






