Kraków: Dwie osoby zastrzelone. Kłótnia wspólników?
12.04.2011
, aktualizacja: 12.04.2011 23:12
Prezes firmy deweloperskiej zastrzelił swojego zastępcę, a następnie sam pod bramą cmentarza popełnił samobójstwo - taka jest wstępna, ale prawdopodobna wersja wydarzeń.
ZOBACZ TAKŻE
- Przemycali narkotyki z Holandii do Polski (19-04-11, 11:18)
- Zarzuty za udział w zabójstwie "Człowieka" (19-04-11, 06:00)
- Na Rynek ze swastyką. Policja nie zareagowała (14-04-11, 09:00)
- Zatrzymania i zarzuty w sprawie zabójstwa "Człowieka" (12-04-11, 12:05)
- Widzisz rower koło bankomatu? Uważaj! (12-04-11, 08:00)
- Skatowali i okradli. Brutalna zbrodnia matki i syna (12-04-11, 06:00)
- Gdy napastnik odejdzie, krzycz z całych sił (11-04-11, 08:00)
- Malarka z Proszowic zatrzęsła rynkiem dzieł sztuki (09-04-11, 09:00)
- Ofiary oszustów matrymonialnych zgłaszają się rzadko (08-04-11, 15:25)
- Policyjna grupa Vinci wytropiła autorkę falsyfikatów (08-04-11, 10:59)
- Napadł na bank, bo ma kredyty i tonie w długach (07-04-11, 22:58)
- Gang podrabiał dowody, paszporty, dyplomy (07-04-11, 11:46)
SERWISY
Wtorek, tuż po godz. 9. Kosocice, niedaleko Wieliczki. Przechodzień zauważa leżącego przy ulicy mężczyznę. Kiedy podchodzi bliżej, widzi krew. Alarmuje policję. Nieznajomy ma dwie rany w głowie od strzałów z broni palnej. Nie żyje. - To wyglądało jak egzekucja - relacjonuje policjant z wydziału kryminalnego. Rozpoczyna się gorączkowe ustalanie, kim jest zastrzelony mężczyzna. Przed południem policja już wie: to Leopold J., 59-letni wiceprezes Luka-Polu, firmy deweloperskiej. Policjanci szukają świadków, próbują na gorąco ustalić, komu mogło zależeć na jego śmierci i jaki mógł być motyw zabójstwa. Ale zanim zdążą cokolwiek ustalić, w południe na nogi stawia ich kolejna dramatyczna informacja - jest następny zastrzelony. Policyjna ekipa pędzi na Bielany, gdzie pod bramą cmentarza przy Orlej znaleziono ciało mężczyzny. Powód śmierci: strzał w głowę. Śledczy przeczuwają, że te dwa zgony mają ze sobą coś wspólnego. Trwa gorączkowe ustalanie tożsamości denata. Po południu okazuje się, że intuicja ich nie zawiodła. Mężczyzna znaleziony pod bielańskim cmentarzem to były wspólnik Leopolda J. z Luka-Polu i prezes tej firmy Marek K.
Policja podejrzewa, że między mężczyznami doszło do krwawych porachunków. Prowadzący śledztwo wstępnie zakładają, że Marek K. zastrzelił swojego byłego partnera w interesach, a potem odebrał sobie życie. Wnioskują tak m.in. z układu ran u obu mężczyzn. Przy Marku K. znaleziono też broń. Policja czeka teraz tylko na wyniki ekspertyz balistycznych, by potwierdzić, czy z broni tej strzelano także do byłego wiceprezesa Luka-Polu. I szuka motywu zbrodni.
Jak udało nam się ustalić, obaj mężczyźni byli skonfliktowani, prawdopodobnie na tle finansowym. Mariusz Niziołek, likwidator Luka-Polu, mówi: - Byli mocno skłóceni. Nie rozmawiali ze sobą od dłuższego czasu. Nie pomagały mediacje.
Obu wspólników miała poróżnić m.in. planowana, ale niezrealizowana budowa osiedla w Staniątkach. Dziewięciohektarowa działka, na której miało stanąć osiedle Gryf, zarasta chaszczami, a spółka jest w stanie likwidacji. Według nieoficjalnych informacji, do jakich udało nam się dotrzeć, Marek K. doniósł jakiś czas temu na swojego wspólnika do prokuratury. Leopoldowi J. zarzucał ponoć wyprowadzenie pieniędzy z firmy.
Była wspólniczka obu mężczyzn w Luka-Polu Lucyna S. odmówiła komentarza.
Luka-Pol powstał kilkanaście lat temu, ale w branżę deweloperską wszedł w czasach mieszkaniowej hossy. Marka K. oprócz Luka-Polu odnaleźliśmy jeszcze w dwóch innych spółkach. Z wpisu w rejestrze wynika, że jedną z nich założył niedawno. Przez parę lat był też członkiem rady nadzorczej jednej z krakowskich spółdzielni mieszkaniowych. Według sądowego rejestru gospodarczego Leopold J. związany był tylko z likwidowaną firmą deweloperską.
Pierwsza inwestycja Luka-Polu w nieruchomości to rozpoczęta w okresie boomu budowa osiedla w Kosocicach. Ale to, co miało być sukcesem, okazało się porażką. Gdy wybuchł kryzys, deweloper popadł w tarapaty. Nie dokończył budowy. Klientom zaczął wciskać niedokończone mieszkania, a tym, którzy nie godzili się odebrać kluczy i dochodzili swoich praw, wypowiedział umowy. "Zalane mieszkania i wciąż zalewane po wielokrotnych poprawkach, uszkodzone izolacje, źle wykonane tarasy i balkony, wilgoć i grzyb na ścianach - to wyniki inwestycji po ośmiomiesięcznym poślizgu. Do tego, zamiast kończyć, bezpodstawnie wypowiadają umowy" - pisał z goryczą na forum Gazeta.pl jeden z poszkodowanych. Takich głosów było znacznie więcej. - Mamy jak wszyscy problemy finansowe - przekonywał wówczas w rozmowie z "Gazetą" Leopold J. Ale klienci podejrzewali, że firma chciała sprzedać ich mieszkania drożej, by się ratować. Ci, którzy odebrali klucze do mieszkań, mieli ogromne problemy z uzyskaniem pozwoleń na użytkowanie.
Część klientów złożyła doniesienia do prokuratury. Śledztwo w 2009 roku zostało prawomocnie umorzone, bo zabrakło dowodów na winę dewelopera.
Policja podejrzewa, że między mężczyznami doszło do krwawych porachunków. Prowadzący śledztwo wstępnie zakładają, że Marek K. zastrzelił swojego byłego partnera w interesach, a potem odebrał sobie życie. Wnioskują tak m.in. z układu ran u obu mężczyzn. Przy Marku K. znaleziono też broń. Policja czeka teraz tylko na wyniki ekspertyz balistycznych, by potwierdzić, czy z broni tej strzelano także do byłego wiceprezesa Luka-Polu. I szuka motywu zbrodni.
Jak udało nam się ustalić, obaj mężczyźni byli skonfliktowani, prawdopodobnie na tle finansowym. Mariusz Niziołek, likwidator Luka-Polu, mówi: - Byli mocno skłóceni. Nie rozmawiali ze sobą od dłuższego czasu. Nie pomagały mediacje.
Obu wspólników miała poróżnić m.in. planowana, ale niezrealizowana budowa osiedla w Staniątkach. Dziewięciohektarowa działka, na której miało stanąć osiedle Gryf, zarasta chaszczami, a spółka jest w stanie likwidacji. Według nieoficjalnych informacji, do jakich udało nam się dotrzeć, Marek K. doniósł jakiś czas temu na swojego wspólnika do prokuratury. Leopoldowi J. zarzucał ponoć wyprowadzenie pieniędzy z firmy.
Była wspólniczka obu mężczyzn w Luka-Polu Lucyna S. odmówiła komentarza.
Luka-Pol powstał kilkanaście lat temu, ale w branżę deweloperską wszedł w czasach mieszkaniowej hossy. Marka K. oprócz Luka-Polu odnaleźliśmy jeszcze w dwóch innych spółkach. Z wpisu w rejestrze wynika, że jedną z nich założył niedawno. Przez parę lat był też członkiem rady nadzorczej jednej z krakowskich spółdzielni mieszkaniowych. Według sądowego rejestru gospodarczego Leopold J. związany był tylko z likwidowaną firmą deweloperską.
Pierwsza inwestycja Luka-Polu w nieruchomości to rozpoczęta w okresie boomu budowa osiedla w Kosocicach. Ale to, co miało być sukcesem, okazało się porażką. Gdy wybuchł kryzys, deweloper popadł w tarapaty. Nie dokończył budowy. Klientom zaczął wciskać niedokończone mieszkania, a tym, którzy nie godzili się odebrać kluczy i dochodzili swoich praw, wypowiedział umowy. "Zalane mieszkania i wciąż zalewane po wielokrotnych poprawkach, uszkodzone izolacje, źle wykonane tarasy i balkony, wilgoć i grzyb na ścianach - to wyniki inwestycji po ośmiomiesięcznym poślizgu. Do tego, zamiast kończyć, bezpodstawnie wypowiadają umowy" - pisał z goryczą na forum Gazeta.pl jeden z poszkodowanych. Takich głosów było znacznie więcej. - Mamy jak wszyscy problemy finansowe - przekonywał wówczas w rozmowie z "Gazetą" Leopold J. Ale klienci podejrzewali, że firma chciała sprzedać ich mieszkania drożej, by się ratować. Ci, którzy odebrali klucze do mieszkań, mieli ogromne problemy z uzyskaniem pozwoleń na użytkowanie.
Część klientów złożyła doniesienia do prokuratury. Śledztwo w 2009 roku zostało prawomocnie umorzone, bo zabrakło dowodów na winę dewelopera.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
146 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć

