Zawrotna kariera kłamstwa o ślubie radnego z obrazem

Bartosz Piłat
30.04.2011 , aktualizacja: 29.04.2011 22:33
A A A Drukuj
Radny Tomasz Urynowicz z obrazem Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta Radny Tomasz Urynowicz z obrazem
"Zwariowany fan sztuki chce się ożenić z obrazem!", "Szuka księdza, który da mu ślub!", "Jeśli nie znajdzie go w Polsce, wyjedzie szukać go za granicą" - ekscytują się nowohuckim radnym portale internetowe od Dominikany po Tadżykistan.
Radny Tomasz Urynowicz z obrazem
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Radny Tomasz Urynowicz z obrazem
Zaczęło się we wtorek. Zainteresowanie kontem Tomasza Urynowicza na Facebooku niepokojąco wzrosło. Wśród osób, które chciały zostać jego znajomymi, znalazło się niespotykanie wielu obcokrajowców. W środę - jeszcze gorzej. Tysiące próśb o znajomość. Gdy Urynowicz zajrzał do skrzynki mailowej, złapał się za głowę. Została całkowicie zapchana e-mailami z wyrazami sympatii i pozdrowieniami. Były nawet oferty matrymonialne. - Z Dominikany, Grecji, Hiszpanii, Rosji, Tadżykistanu, Wietnamu... Zgłupiałem - opowiada nam Tomasz Urynowicz, radny dzielnicowy z Nowej Huty.

Facebook służy radnemu do prowadzenia działalności społecznej (m.in. projektu "Posadzeni" dotyczącego Nowej Huty), więc lawina spamu mocno skomplikowała mu pracę. Postanowił wyjaśnić genezę swej niebywałej popularności. - Nie trzeba było specjalnie długo szukać. Po przeczytaniu kilku e-maili zacząłem podejrzewać, o co chodzi. Poszperałem w internecie i znowu osłupiałem - dodaje Urynowicz. Swoje imię, nazwisko oraz fotografię, do której pozuje z obrazem z 1955 roku, znalazł na ponad 70 portalach plotkarsko-sensacyjnych. W każdym z nich dowiadywał się, że jest... "zwariowanym miłośnikiem sztuki", który chce wziąć ślub z obrazem.

- Rany! Czytam to i nie mogę uwierzyć. Ślub z portretem kobiety! Znam angielski, niemiecki i rosyjski i widzę, że wszystkie te informacje są prawie takie same. Tych z Dalekiego Wschodu już nie potrafiłem odczytać, ale zamieszczały to samo zdjęcie. Jednym słowem wygląda na to, że nocą lunatykuję i opowiadam dziennikarzom pierdoły - relacjonuje swoje śledztwo Urynowicz. I dodaje: - Moje zdjęcie używane we wszystkich tych portalach pochodzi z agencji fotograficznej dziennika "Fakt". A informacja jest miszmaszem tekstów, które na mój temat ukazały się w "Gazecie Wyborczej" i "Fakcie". Pół roku temu!

Faktycznie, w październiku 2010 roku "Gazeta Wyborcza Kraków" i "Fakt" pisały, że Urynowicz poszukuje kobiety, którą w połowie lat 50. sportretował w Nowej Hucie Antoni Maria Kwiek. Obraz nosi tytuł "Górali 1955" (od nazwy osiedla w Nowej Hucie) i przedstawia młodą, piękną dziewczynę (junaczkę?) wieszającą pranie. Obraz ten od dekady wisi w mieszkaniu radnego. Urynowicz na łamach gazet ogłosił, że poszukuje bohaterki portretu, by zaprosić ją na kolację i porozmawiać o historii Nowej Huty.

Zagraniczne portale stworzyły z tego - niezwykle zgodnie! - własną bałamutną historię. - Najgorszy jest dopisek, że poszukuję księdza, który da mi ślub z obrazem, a jeśli go nie znajdę, pojadę ten ślub wziąć za granicą - zżyma się Urynowicz. - Skąd ten dopisek, nie mam bladego pojęcia. Nie wygląda to na błąd w tłumaczeniu. Nawet automatyczne translatory nie dopisują treści.

Medioznawca Mirosław Filiciak przyznaje, że nie spotkał się do tej pory z podobnym przypadkiem. - A już na pewno nie na taką skalę. Znam sporo historii osób nękanych przez internet, ale tam zawsze chodziło o perfidne działanie. Historia pana Urynowicza to raczej wypadek przy pracy którejś z firm sprzedających masowo tego rodzaju newsy - ocenia Filiciak.

Treść informacji w każdym portalu faktycznie jest niemal identyczna. Pochodzi zapewne z tego samego źródła. Jakiego? Nie udało się ustalić, ale można założyć, że wyprodukowała ją i sprzedała jedna z "farm treści". "Farmy treści" codziennie wytwarzają setki informacji na podstawie doniesień mediów z całego świata i sprzedają je niedrogo portalom, które nie posiadają własnych dziennikarzy.

- Nie bardzo wiem, jak poradzić sobie z tym wszystkim. To piramidalna bzdura, która byłaby nawet zabawna, gdyby nie fakt, że moje skrzynki mailowe i konto na Facebooku są zapchane śmieciowymi e-mailami. Uniemożliwia mi to pracę - tłumaczy Urynowicz.

- Sytuacja jest raczej bez wyjścia. Owszem, można spróbować wysłać dziesiątki e-maili z żądaniem usunięcia tej informacji, lecz szanse na powodzenie są średnie - twierdzi Filiciak. - Nawet jeśli strony zostaną zdjęte, to i tak zawsze będą gdzieś w archiwach i wyszukiwarki to znajdą - dodaje.

Filiciak zauważa również, że obrona prawna w takiej sytuacji jest niemal niemożliwa. Brak bowiem regulacji, które umożliwiłyby na poziomie międzynarodowym strzeżenie prywatności. - Dopiero w ostatnich miesiącach Unia Europejska rozpoczęła starania o pogłębienie prywatności w internecie. Powstaje projekt, który ma zmusić portale do umożliwienia wyczyszczenia informacji. Do usunięcia ich raz a dobrze - przypomina Filiciak.

- Nie mogę się ożenić z obrazem, bo bardzo kocham moją żonę. To byłaby bigamia - próbuje żartować podłamany Urynowicz.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

  • Zawrotna kariera kłamstwa o ślubie radnego z ob... mbppolka 30.04.11, 11:44

    nic dodać, nic ująć. Dziennikarze sami sobie wystawiają świadectwo rzetelnego przedstawiania faktów. Niestety, i prasa i media wypisują i wygadują bzdury nie ponąsząc za to większej »

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu