Unia nawet lekcje za uczniów odrabia
20.05.2011
, aktualizacja: 20.05.2011 10:37
SMS kosztuje 1,23 zł. Uczeń wysyła go i ma z głowy zadanie domowe. Odrobi go za niego osoba pracująca w serwisie Korker.pl, który dofinansowała Unia Europejska. - To żart?! - pytają nauczyciele.
ZOBACZ TAKŻE
- Egzamin trzecioklasistów wyszedł poza podstawę (21-05-11, 08:00)
- Test niespodzianka dla trzecioklasistów (13-05-11, 09:00)
- Korker nie musi zwracać unijnej dotacji (10-01-12, 08:00)
- Bez unijnej dotacji na odrabianie zadań uczniów (04-07-11, 07:00)
- Wakacyjny telefon zaufania: o co pytają nastolatki (29-06-11, 07:00)
- Wiedza uczniowska oderwana od życia (28-05-11, 10:00)
- Prywatne Kolegium Europejskie bez kontroli (24-05-11, 10:00)
- Odrabia za uczniów zadania - straci dotację z UE? (20-05-11, 11:21)
- Spółdzielnia zamknęła dojazd do szkoły (17-05-11, 09:00)
- Młode talenty konstruują sprytne roboty (13-05-11, 08:00)
- Licealiści chcieli protestować, magistrat nie pozwolił (12-05-11, 11:00)
- Tu zwięzły życiorys, tam pytania z internetu (10-05-11, 11:00)
- Napisał za krótki życiorys, nie będzie dyrektorem (07-05-11, 07:00)
Są już: korepetycje online z nauczycielem, wysyłanie podpowiedzi e-mailem, ale odrabiania zadań za pieniądze - tego chyba jeszcze nie było. Korker.pl działa od niedzieli. Portal założyła 30-letnia Diana Drozda, absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. - Mam potencjał, by poradzić sobie w biznesie - mówi "Gazecie".
I chce sobie radzić, odrabiając zadania domowe za uczniów. Z serwisu mogą korzystać uczniowie podstawówek, gimnazjów i liceów. Dianie Droździe do rozwiązywania zadań udało się zatrudnić 15 korepetytorów, ale szuka kolejnych: głównie wśród studentów i nauczycieli. Za odrabianie zadań nie dostaną pieniędzy, ale za to - jak podkreśla założycielka portalu - będą mogli się tam zareklamować. Uczniowie mogą oceniać każdego i na tej podstawie powstanie ich ranking. Najlepsi - w przyszłości - za pracę w Korkerze mają otrzymywać wynagrodzenie. Korepetytorzy są wymienieni z imienia i nazwiska.
Od niedzieli kilkanaście osób wysłało zadania do rozwiązania, a kilkaset wypełniło deklaracje, że chce korzystać z serwisu. - To alternatywa dla tych, których nie stać na drogie korepetycje. Ich ceny sięgają 60 zł za godzinę, tymczasem korzystający z portalu uczniowie za złotówkę z groszami razem z odpowiedziami otrzymają wyjaśnienie, jak należało rozwiązać zadanie - tłumaczy Drozda.
I jest przekonana, że dzieci nie zadowolą się odrobioną pracą, ale przeczytają przesłane im wyjaśnienia. - A nawet gdyby nie, dobre jest już to, że pomyślały o zadaniu domowym dzień wcześniej, a nie będą go odpisywać na szkolnym korytarzu 15 minut przed lekcją - przekonuje. W swoim pomyśle nie widzi nic niestosownego, ale przyznaje, że opinie słyszała różne.
Serwis powstał dzięki dotacji z Unii Europejskiej. Na jego rozruch Diana Drozda otrzymała 40 tys. zł w ramach projektu "Wsparcie oraz promocja przedsiębiorczości i samozatrudnienia" z programu operacyjnego "Kapitał ludzki".
- To jakiś żart? - pyta Gabriela Olszowska, dyrektor gimnazjum nr 2 w Krakowie. I dodaje: - Nie mogę uwierzyć, że Unia płaci za odrabianie prac domowych za uczniów. Chciałabym wiedzieć, gdzie są ci, którzy zdecydowali o dofinansowaniu tego genialnego pomysłu?
Są w Nowym Sączu. To Agencja Rozwoju Regionalnego S.A. W specjalnym konkursie została wybrana przez Małopolski Urząd Pracy do rozdysponowania pieniędzy na rozwój przedsiębiorczości. W biznesplanie Diana Drozda napisała, że chce stworzyć portal edukacyjny "służący wymianie wiedzy i rankingowaniu korepetytorów".
Marcin Wygoda z sądeckiej agencji: - Komisja uznała, że pani Drozda ma bardzo dobry pomysł na biznes. Na pytanie, czy nie jest sprzeczny z etyką, odpowiada: - W biznesplanie nie było bezpośrednio mowy o odrabianiu zadań za uczniów, ale każdy ma prawo rozszerzyć swoją działalność. Działalność Korkera nie jest sprzeczna z prawem - zaznacza.
Janusz Majcherek, filozof, publicysta, wykładowca Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, jest zdumiony, że Unia dofinansowuje taki pomysł: - To projekt, którego zakamuflowanym, ale oczywistym celem jest komercyjne zarabianie na słabości polskiej szkoły. Coś tu jest nie w porządku - uważa.
Przyznaje, że jako nauczyciel styka się z niesamodzielnie pisanymi pracami. Dlatego jego studenci, pod rygorem karnej odpowiedzialności, piszą oświadczenia, że przygotowali je samodzielnie.
Jak przed niesamodzielnie odrabianymi zadaniami mogą się bronić szkoły? Majcherek: - Albo w ogóle z nich zrezygnować, tak jak na Zachodzie, albo zapomnieć o zadawaniu prac opartych na faktografii. W dobie internetu, gdzie można znaleźć wszystko, takie zadania są pozbawione sensu. Jeśli szkoła musi zadawać, powinna wymagać od uczniów prac mających charakter samodzielnej analizy. Łatwo sprawdzić, czy zostały napisane samodzielnie - wystarczy zadać kilka pytań.
Co o portalu sądzą rodzice? Pan Adam z Krakowa, ojciec ośmiolatka: - Rodzicie pomagają dzieciom przy zadaniach domowych. Nie udawajmy - wielu rozwiązuje je za dzieci. Jeśli nie potrafią, można się uciec po pomoc do portalu. Nie widzę w tym nic złego. Tym bardziej że prace domowe nie są najważniejszym kryterium oceny ucznia.
Grzegorz Strzeboński z Krakowa, ojciec dwóch córek, porównuje go do nauki jazdy samochodem na play station: - Dzieci, płacąc za rozwiązanie zadań za pośrednictwem internetu, niczego się nie nauczą. Otrzymają pozorną pomoc, która zamiast pomóc im się rozwijać, ograniczy je. Jest pierwszym krokiem do kombinowania w przyszłości.
I chce sobie radzić, odrabiając zadania domowe za uczniów. Z serwisu mogą korzystać uczniowie podstawówek, gimnazjów i liceów. Dianie Droździe do rozwiązywania zadań udało się zatrudnić 15 korepetytorów, ale szuka kolejnych: głównie wśród studentów i nauczycieli. Za odrabianie zadań nie dostaną pieniędzy, ale za to - jak podkreśla założycielka portalu - będą mogli się tam zareklamować. Uczniowie mogą oceniać każdego i na tej podstawie powstanie ich ranking. Najlepsi - w przyszłości - za pracę w Korkerze mają otrzymywać wynagrodzenie. Korepetytorzy są wymienieni z imienia i nazwiska.
Od niedzieli kilkanaście osób wysłało zadania do rozwiązania, a kilkaset wypełniło deklaracje, że chce korzystać z serwisu. - To alternatywa dla tych, których nie stać na drogie korepetycje. Ich ceny sięgają 60 zł za godzinę, tymczasem korzystający z portalu uczniowie za złotówkę z groszami razem z odpowiedziami otrzymają wyjaśnienie, jak należało rozwiązać zadanie - tłumaczy Drozda.
I jest przekonana, że dzieci nie zadowolą się odrobioną pracą, ale przeczytają przesłane im wyjaśnienia. - A nawet gdyby nie, dobre jest już to, że pomyślały o zadaniu domowym dzień wcześniej, a nie będą go odpisywać na szkolnym korytarzu 15 minut przed lekcją - przekonuje. W swoim pomyśle nie widzi nic niestosownego, ale przyznaje, że opinie słyszała różne.
Serwis powstał dzięki dotacji z Unii Europejskiej. Na jego rozruch Diana Drozda otrzymała 40 tys. zł w ramach projektu "Wsparcie oraz promocja przedsiębiorczości i samozatrudnienia" z programu operacyjnego "Kapitał ludzki".
- To jakiś żart? - pyta Gabriela Olszowska, dyrektor gimnazjum nr 2 w Krakowie. I dodaje: - Nie mogę uwierzyć, że Unia płaci za odrabianie prac domowych za uczniów. Chciałabym wiedzieć, gdzie są ci, którzy zdecydowali o dofinansowaniu tego genialnego pomysłu?
Są w Nowym Sączu. To Agencja Rozwoju Regionalnego S.A. W specjalnym konkursie została wybrana przez Małopolski Urząd Pracy do rozdysponowania pieniędzy na rozwój przedsiębiorczości. W biznesplanie Diana Drozda napisała, że chce stworzyć portal edukacyjny "służący wymianie wiedzy i rankingowaniu korepetytorów".
Marcin Wygoda z sądeckiej agencji: - Komisja uznała, że pani Drozda ma bardzo dobry pomysł na biznes. Na pytanie, czy nie jest sprzeczny z etyką, odpowiada: - W biznesplanie nie było bezpośrednio mowy o odrabianiu zadań za uczniów, ale każdy ma prawo rozszerzyć swoją działalność. Działalność Korkera nie jest sprzeczna z prawem - zaznacza.
Janusz Majcherek, filozof, publicysta, wykładowca Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, jest zdumiony, że Unia dofinansowuje taki pomysł: - To projekt, którego zakamuflowanym, ale oczywistym celem jest komercyjne zarabianie na słabości polskiej szkoły. Coś tu jest nie w porządku - uważa.
Przyznaje, że jako nauczyciel styka się z niesamodzielnie pisanymi pracami. Dlatego jego studenci, pod rygorem karnej odpowiedzialności, piszą oświadczenia, że przygotowali je samodzielnie.
Jak przed niesamodzielnie odrabianymi zadaniami mogą się bronić szkoły? Majcherek: - Albo w ogóle z nich zrezygnować, tak jak na Zachodzie, albo zapomnieć o zadawaniu prac opartych na faktografii. W dobie internetu, gdzie można znaleźć wszystko, takie zadania są pozbawione sensu. Jeśli szkoła musi zadawać, powinna wymagać od uczniów prac mających charakter samodzielnej analizy. Łatwo sprawdzić, czy zostały napisane samodzielnie - wystarczy zadać kilka pytań.
Co o portalu sądzą rodzice? Pan Adam z Krakowa, ojciec ośmiolatka: - Rodzicie pomagają dzieciom przy zadaniach domowych. Nie udawajmy - wielu rozwiązuje je za dzieci. Jeśli nie potrafią, można się uciec po pomoc do portalu. Nie widzę w tym nic złego. Tym bardziej że prace domowe nie są najważniejszym kryterium oceny ucznia.
Grzegorz Strzeboński z Krakowa, ojciec dwóch córek, porównuje go do nauki jazdy samochodem na play station: - Dzieci, płacąc za rozwiązanie zadań za pośrednictwem internetu, niczego się nie nauczą. Otrzymają pozorną pomoc, która zamiast pomóc im się rozwijać, ograniczy je. Jest pierwszym krokiem do kombinowania w przyszłości.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień






