Zobaczy Kraków i powie nam, jacy jesteśmy
08.06.2011
, aktualizacja: 08.06.2011 16:05
Czym jest Kraków dla obcokrajowca - uroczym zabytkowym miastem czy irytującą, a może i niebezpieczną łamigłówką? Jak jesteśmy przygotowani do Euro 2012? Sprawdzi to dla nas Mark Silberstein, student dziennikarstwa z Londynu. "Misja21" zderzy wyobrażenie i stereotypy o Polsce z rzeczywistością
Dokładnie za rok, gdy tłumy kibiców ruszą na polskie stadiony, Kraków stanie się bazą treningową dla dwóch reprezentacji - najprawdopodobniej Holandii i Włoch. Choć ominie nas stadionowa wrzawa, to śmiało możemy założyć, że oprócz piłkarzy będziemy gościć rzesze kibiców, a na krakowskich ulicach zrobi się jeszcze bardziej tłoczno.
Czy jesteśmy na to gotowi? Jak się zaprezentujemy? Co zobaczy kibic, który trafi pod Wawel?
Zamiast gdybać, obstawiać, przegadywać się, co w naszym mieście irytuje najbardziej, a co jest jego największą zaletą, przeprowadzimy eksperyment. Do Krakowa zaprosiliśmy Marka Silbersteina. Jest jednym z 21 studentów dziennikarstwa z City University London, którzy 18 czerwca rozjadą się do największych polskich miast, by sprawdzić, jak jesteśmy przygotowani do Euro. Nasza "Misja 21" jasno pokaże, jacy jesteśmy w zetknięciu z obcokrajowcami, na ile prawdziwe są stereotypy o Polakach i Polsce, i czy da się u nas porozumieć w języku angielskim. "Misjonarze" w 21 miastach zweryfikują, jak działa komunikacja, na własnej skórze doświadczą, czy mieszkańcy i miejskie służby są przyjazne dla obcokrajowców. Jak będzie wyglądać zderzenie wyobrażeń i stereotypów o Polsce z rzeczywistością?
Mark ma 34 lata, pochodzi z Kapsztadu.
- Po chlubnych latach Nelsona Mandeli, Południowa Afryka popadła w straszną korupcję. Dlatego gdy tylko otrzymałem dyplom absolwenta dziennikarstwa w 1999 r., poczułem, że jestem gotowy, by wyjechać i zamieszkać za granicą. Po latach pracy jako freelancer doszedłem do wniosku, że jedynym sposobem, by przebić się do londyńskiej rzeczywistości, jest powrót na studia. Mimo że jestem dorosłym studentem, każdego dnia odkrywam, że sporo jeszcze muszę się nauczyć - opowiada o sobie Mark.
Zapewnia, że z niecierpliwością czeka na przyjazd do naszego kraju. Ma w tym i osobisty powód. - Nie mogę doczekać się przyjazdu do Polski, bo uwielbiam sytuacje, w których muszę się sprawdzić, ale też dlatego, że jadę do kraju, z którego moja babcia, Żydówka, wyemigrowała w latach 20. Tu więc są moje korzenie - zdradza.
Twierdzi, że przyjeżdża do Krakowa bez uprzedzeń, bo nigdy nie słyszał żadnych stereotypów o Polsce i Polakach.
Z czym kojarzy mu się Polska? Z II wojną światową, z inwazją Hitlera i Stalina, z komunizmem. Pierwszy Polak, który przychodzi mu na myśl, to Andrzej Wajda. Z regionalnych specjałów zna kabanosy i wódkę, i jest przekonany, że publiczny pocałunek pary homoseksualnej jest w Polsce przestępstwem. Zakłada, że przeciętny mieszkaniec naszego kraju zarabia 3800 zł, a Big Mac Menu kosztuje u nas niecałe 5 zł. I zupełnie nie ma pojęcia, ile mamy kilometrów autostrad.
Czyli wie niewiele - i o to chodzi! Czy Kraków go zdziwi? Zawiedzie? A może zachwyci?
My będziemy wyjątkowo niegościnni. Nie podpowiemy, jak trafić do Nowej Huty, nie polecimy sprawdzonego hostelu, nie pomożemy się dogadać. Tylko rzucony na głęboką wodę nasz "Misjonarz" będzie mógł ocenić miasto. Będziemy za to chodzić za nim krok w krok, podpatrywać, jak radzi sobie na dworcu, w tramwaju, restauracji, co mu się podoba, a skąd natychmiast zawraca. Będziemy wypytywać o wrażenia, obserwować reakcje, a wszystko to skrupulatnie opiszemy.
Więc lojalnie ostrzegamy - jest jeszcze czas, żeby przewertować słownik, bo nasz "Misjonarz" porządnie wsłucha się też w nasz polisz-inglisz.
O tym, czy Kraków zyskuje sobie sympatię Marka, czy raczej wypada przed nim blado, będziemy pisać na naszych łamach i na stronie internetowej krakow.gazeta.pl. Wszystko o akcji: misja21.pl.
Czy jesteśmy na to gotowi? Jak się zaprezentujemy? Co zobaczy kibic, który trafi pod Wawel?
Zamiast gdybać, obstawiać, przegadywać się, co w naszym mieście irytuje najbardziej, a co jest jego największą zaletą, przeprowadzimy eksperyment. Do Krakowa zaprosiliśmy Marka Silbersteina. Jest jednym z 21 studentów dziennikarstwa z City University London, którzy 18 czerwca rozjadą się do największych polskich miast, by sprawdzić, jak jesteśmy przygotowani do Euro. Nasza "Misja 21" jasno pokaże, jacy jesteśmy w zetknięciu z obcokrajowcami, na ile prawdziwe są stereotypy o Polakach i Polsce, i czy da się u nas porozumieć w języku angielskim. "Misjonarze" w 21 miastach zweryfikują, jak działa komunikacja, na własnej skórze doświadczą, czy mieszkańcy i miejskie służby są przyjazne dla obcokrajowców. Jak będzie wyglądać zderzenie wyobrażeń i stereotypów o Polsce z rzeczywistością?
Mark ma 34 lata, pochodzi z Kapsztadu.
- Po chlubnych latach Nelsona Mandeli, Południowa Afryka popadła w straszną korupcję. Dlatego gdy tylko otrzymałem dyplom absolwenta dziennikarstwa w 1999 r., poczułem, że jestem gotowy, by wyjechać i zamieszkać za granicą. Po latach pracy jako freelancer doszedłem do wniosku, że jedynym sposobem, by przebić się do londyńskiej rzeczywistości, jest powrót na studia. Mimo że jestem dorosłym studentem, każdego dnia odkrywam, że sporo jeszcze muszę się nauczyć - opowiada o sobie Mark.
Zapewnia, że z niecierpliwością czeka na przyjazd do naszego kraju. Ma w tym i osobisty powód. - Nie mogę doczekać się przyjazdu do Polski, bo uwielbiam sytuacje, w których muszę się sprawdzić, ale też dlatego, że jadę do kraju, z którego moja babcia, Żydówka, wyemigrowała w latach 20. Tu więc są moje korzenie - zdradza.
Twierdzi, że przyjeżdża do Krakowa bez uprzedzeń, bo nigdy nie słyszał żadnych stereotypów o Polsce i Polakach.
Z czym kojarzy mu się Polska? Z II wojną światową, z inwazją Hitlera i Stalina, z komunizmem. Pierwszy Polak, który przychodzi mu na myśl, to Andrzej Wajda. Z regionalnych specjałów zna kabanosy i wódkę, i jest przekonany, że publiczny pocałunek pary homoseksualnej jest w Polsce przestępstwem. Zakłada, że przeciętny mieszkaniec naszego kraju zarabia 3800 zł, a Big Mac Menu kosztuje u nas niecałe 5 zł. I zupełnie nie ma pojęcia, ile mamy kilometrów autostrad.
Czyli wie niewiele - i o to chodzi! Czy Kraków go zdziwi? Zawiedzie? A może zachwyci?
My będziemy wyjątkowo niegościnni. Nie podpowiemy, jak trafić do Nowej Huty, nie polecimy sprawdzonego hostelu, nie pomożemy się dogadać. Tylko rzucony na głęboką wodę nasz "Misjonarz" będzie mógł ocenić miasto. Będziemy za to chodzić za nim krok w krok, podpatrywać, jak radzi sobie na dworcu, w tramwaju, restauracji, co mu się podoba, a skąd natychmiast zawraca. Będziemy wypytywać o wrażenia, obserwować reakcje, a wszystko to skrupulatnie opiszemy.
Więc lojalnie ostrzegamy - jest jeszcze czas, żeby przewertować słownik, bo nasz "Misjonarz" porządnie wsłucha się też w nasz polisz-inglisz.
O tym, czy Kraków zyskuje sobie sympatię Marka, czy raczej wypada przed nim blado, będziemy pisać na naszych łamach i na stronie internetowej krakow.gazeta.pl. Wszystko o akcji: misja21.pl.
Sprawdź, co pisze Mark i inni wysłannicy na blogu: misja21.blox.pl
- 14 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień







